Film tygodnia: Uciec od przeznaczenia

Drodzy kinomaniacy, miłośnicy wartościowych przekazów – mam na tapecie 3 interesujące filmy, które skłaniają do myślenia, zrozumienia czegoś o świecie, o sobie…. i dziś o pierwszym z nich:

 

 

„Cemetery Junction”

 

To może najpierw Filmwebowski, lakoniczny cytat, a potem rozwinięcie:

 

„Trójka młodych mężczyzn szuka pomysłu na siebie w prowincjonalnym angielskim miasteczku.” (Filmweb)

 

Anglia, Reading, kolorowe  lata 70. pod znakiem sztruksów i Eltona Johna.
Chłopcy dopiero co weszli w pełnoletność, przyjaźnią się i dużo czasu spędzają razem, ale podczas tego czasu krystalizują się nam ich plany na życie. A plan jest taki: Snork i Bruce nie mają planów. Snork chce po prostu wyrywać panienki, a Bruce żyje w ciągłym konflikcie – jest wściekły na ojca, nie może mu wybaczyć, że pozwolił odejść matce, mówiąc, że nie zachował się jak mężczyzna. Ojciec cierpi w milczeniu, a tych dwoje początkowo oddala się od siebie i wydaje się, że są już tylko lokatorami.

 

Naszym „czarnym koniem” jest tutaj Freddie; on chce wyrwać się z tego miasteczka, które niczego jego zdaniem nie oferuje. Nie chce żyć, tak, jak jego – skądinąd kochająca się rodzina – całe życie w jednym zakładzie pracy, z przewidywalną i raczej kiepską przyszłością. Freddie nie chce podzielać losu ojca, ma jasny plan typu „za kilka lat adres w bloku i mały Fiat”  i szybko znajduje pierwszą pracę jako sprzedawca ubezpieczeń.
I w ten oto sposób pewnego dnia trafia na swoją dawną, szkolną miłość – Julie. A to uruchamia całą lawinę zmian….

 

 

Ale nie tak od razu. Julie jest zaręczona i wie, że będzie prowadzić takie samo życie jakie prowadzą jej rodzice; on pracuje, ona jest w domu, na pierwszy rzut oka, wszystko jest w porządku. Dopiero Freddie, który widzi sprawy z boku, uświadamia Julie, że jej rodzice są głęboko nieszczęśliwi i ona też taka będzie.
Julie robi „test herbaty” i odkrywa gorzką prawdę.

 

 

Znamienną rozmowę odbywa również Freddie z Bruce’m. Bruce tylko pozornie jest beztroskim, zbuntowanym chłopakiem, który za nic ma wyroki wymiaru sprawiedliwości – Freddie obnaża przed nim jego własne lęki i niechęć do zmian.

Jest niczym tornado, które przechodzi przez swoje klaustrofobiczne miasteczko i podrywa ludzi do … przyjrzenia się swoim wyborom i ich skutkom. Sam zakasuje rękawy i idzie przez życie jak przecinak.
Co wybiera?
Czym jest „test herbaty”?
Jak potoczą się relacje Bruce’a z ojcem?
Jak będzie wyglądało dalsze życie Snorka, Bruce’a i Julie?

Zachęcam do seansu. Film można aktualnie znaleźć na Netflixie.

 

Film mówi nie tylko o tym, co powierzchowne (decyzje i ich następstwa) ale i nieco psychologizuje – ta metafora jest dość jasno wyłożona, na wszelki wypadek, gdyby ktoś nie potrafił czytać między wierszami.
Ten miejscami sarkastyczny film to opowieść o dorastaniu, który w nieskrępowany, barwny sposób przedstawia codzienne życie młodych ludzi, którzy stale obserwują otoczenie i jeszcze nie znajdują satysfakcjonującego sposobu na siebie. Jednak cała opowieść ma moc podnoszenia na duchu, a wiek chłopaków jest sam w sobie symbolem, wołającym: nigdy nie jest za późno na zmiany, jeśli masz pędzącą do przodu duszę!~

 

Polecam.