Najlepsza i najgorsza dieta

Jeśli jesteś na etapie, że znów podjęłaś, podjąłeś kolejną dietę, albo wertujesz Internet w poszukiwaniu diety dla siebie, bo chcesz schudnąć, bo nie potrafisz przejść obojętnie obok tych wszystkich zalewających informacji, typu: gdy tylko zaczniesz jeść awokado/ porzucisz białe pieczywo/ cukier/ ziemniaki zaczniesz szczupleć w zastraszającym tempie – mam dla Ciebie słów kilka.

 

Też jestem na etapie kolejnej zmiany diety – a raczej sposobu myślenia o jedzeniu. Nie chcę żadnej konkretnej diety, chcę „nabyć” nową tożsamość w zakresie odżywiania. W tym celu umówiłam się z dietetykiem. Ale zanim to nastąpiło …

 

 

Nowa dieta, nowa ja!

 

 

Opisywałam już swoją przygodę z postem Dąbrowskiej – przygoda okazała się sukcesem większym niż się spodziewałam; schudłam, poprawił się mój metabolizm i gdy tylko właściwie podchodzę do jedzenia (tzn. nie przejadam się) utrzymuję pożądaną wagę cały czas lub chudnę.
GDY TYLKO! To słowo klucz. Jak już wspominałam w innym poście jestem osobą, która kocha jeść. Niestety ta miłość ma niezbyt zdrowe pobudki – kierują nią różne przeświadczenia dotyczące jedzenia, przez lata w kółko powtarzane mi przez najbliższych i sytuacje emocjonalne oraz towarzyskie.
 I chociaż przez kilka miesięcy w naturalny sposób trzymałam się nowych zasad , to jakiś czas później w równie naturalny sposób wróciłam do tego, co było. Bo kto lubi zasady?!

 

 

Moje zamiłowanie do eksperymentów postawiło przede mną kolejne wyzwanie – dietę ketogeniczną! Wydawała mi się nawet spoko – choć podejrzana! No bo jak niby mam schudnąć, objadając się bezkarnie śmietaną, boczkiem, serem, masłem orzechowym i wszystkim, o czym marzy miłośnik fast-foodów? A jednak. Po około 4-5 dniach, schudłam 1 kg ściśle zachowując schemat dzienny:  70g tłuszczów, 1g białka na każdy kilogram masy ciała i jedynie 20-30g węglowodanów. Wspierała mnie aplikacja Fitatu.

 

Tak drastyczne ograniczenie węgli (na co dzień dorosły człowiek – według mojej dietetyczki –  powinien ich spożywać nie mniej niż 180 g) niestety sprawiło, że wkrótce zaczęłam coraz częściej zaglądać do lodówki i wyjadać to, co mogłam: ser, ogórki, oliwki, ryby ….i stale czułam się nienasycona. Po tym czasie zaczął pogarszać się też wygląd mojej cery no i nie miałam siły – ostatecznie zaczęłam zwiększać ilość węgli i tak oto zaprzestałam diety, zastanawiając się, co dalej?
Zaczęłam wołać do Boga! I On dał mi odpowiedź przez mojego męża – była to opcja niby oczywista, a dla mnie nowa, której nawet nigdy nie brałam pod uwagę
I tak wylądowałam u dietetyka.

 

 

Nic nie musisz, wszystko możesz

 

 

Przed pierwszą wizytą zrobiłam cały szereg badań – również te, które wyszczególniła mi pani dietetyk, ale ponieważ okazało się, że trafiłam na …. psychodietetyka, nasza pierwsza wizyta przebiegła na bardzo miłej acz sensownej i miejscami odkrywczej dla mnie rozmowie, która przypominała mi… rozmowę z Bogiem :- ) On pewnego dnia powiedział dokładnie to samo! Pani Justyna jasno orzekła: Może pani jeść wszystko, co tylko pani chce, z tym, że nie wszystko zaspokaja głód ( no czy to nie jest parafraza słów apostoła Pawła? „Wszystko wolno, ale nie wszystko jest pożyteczne; wszystko wolno, ale nie wszystko buduje.”[1]).

I że moja dietetyczka nie jest zwolenniczką restrykcji, gdyż są one jednym z elementów błędnego koła, co można zobrazować mniej więcej tak:

 

Niezadowolenie ze swojego ciała à RESTRYKCJE à objadanie się (łamanie restrykcji) à wnerw/ poczucie winy/ poczucie beznadziei à Niezadowolenie ze swojego ciała.

 

 

Moja dietetyczka powiedziała, że ilekroć przychodzi do niej osoba, która podejmuje się danej diety, zawsze na samym początku pyta, czy jest to sposób odżywiania, który może kontynuować do końca życia. Jeśli odpowiedź brzmi nie, to znaczy, że nie odniesie skutku.
No przecież w życiu duchowym jest tak samo: dopiero duże pragnienie Boga zaprowadzi nas w miejsce, w którym będziemy szczęśliwi. Dopiero On, przez miłość może to w nas uczynić  – żadne na siłę podejmowane ale niechciane zmiany, co do których nie jesteśmy przekonani, nie wprowadzą trwałej DOBREJ zmiany, którą będziemy emanować.

 

Co ciekawe – dietetyczka powiedziała mi, że największy sukces odnoszą ci ludzie, którzy podjęli kroki ku zmianie diety, ale nie narzucają sobie restrykcji typu : NIE MOGĘ jeść czekolady, MUSZĘ przestać jeść lody! – dzieje się dokładnie to, czego nie chcą- jedzą to, czując raz po raz, że ponieśli porażkę. Za to przeciwna „afirmacja” czyli : Jeśli chcę mogę zjeść całą tabliczkę czekolady, nie ma problemu! Albo: Mogę kupić sobie pączek, a nawet dwa i je zjesć! …sprawiają, że tego nie robią – po prostu zakazany owoc smakuje! ten w zasięgu ręki staje się w jakiś magiczny sposób nieatrakcyjny!

 

Zatem dowiedziałam się, że nie muszę porzucać białego pieczywa na rzecz pełnoziarnistego (po którym niespecjalnie dobrze się czuję) rezygnować z ziemniaków czy makaronu, a nawet nic mi się nie stanie, gdy zjem 50g chipsów od czasu do czasu! Po prostu trzeba nauczyć się współpracować z tym, co się je i zrozumieć, że to, co jest dobre dla jednego, innemu szkodzi – również dla Boga jesteśmy indywidualnościami i nasz rozwój w Nim i z Nim przewidziany jest również jako dzieło zupełnie spersonalizowane. Jak dieta. I dieta nie musi kojarzyć się z ograniczeniami, ale z nowym, świadomym stylem życia. Jak życie z Bogiem z kolei.

 

Diety pryzmat duchowy

 

 

Spójrzmy raz jeszcze na dietę przez pryzmat duchowy:
Człowiek, który stale żyje w samo-nieakceptacji, żyje jednocześnie w poczuciu winy i surowym sądzeniu siebie i innych. Gdy wchodzi na Internet, szukając ratunku dla siebie, zewsząd czyta : Jeśli chcesz schudnąć (=być szczęśliwy) musisz ograniczyć makaron. Jeśli chcesz schudnąć, musisz ograniczyć tłuszcze zwierzęce. Jeśli chcesz schudnąć, musisz zrezygnować z jedzenia wieczorem / jedzenia słodyczy/ picia piwa/ jedzenia często / musisz zacząć jeść często/ nie jedz smażonego/ tylko jedzenie gotowane na parze.  Itd. I w nieskończoność. I stale coś nowego.  Nowy sposób na życie – wystarczy , że JESZCZE kupisz ozonator i już uratujesz rodzinę przed rakiem. A potem jeszcze wyciskarkę wolnoobrotową i paski glikemiczne. Jeszcze zamień mąkę na tę kokosową i będzie dobrze.
Człowiek próbuje tego, co uważa, że w jego przypadku może się sprawdzić. I nie daje rady. W końcu poddaje się, mówiąc : Nie ma cudów/ I tak to niczego nie zmieni!

 

Aż decyduje się zaryzykować, zdobyć na nieznane, zapłacić cenę – trafia  na mądrego dietetyka, który uśmiecha się do niego i mówi: Ma pan, pani dobre wyniki badań, proszę korzystać ze wszystkiego jak do tej pory, ale nauczę pana, panią jak robić to w sposób świadomy i wartościowy.

Człowiek potrzebuje nauczyć się nowego myślenia o sobie – zrozumieć, dlaczego do tej pory myślał o sobie niewłaściwie i podejmował złe decyzje żywieniowe. Nowe myślenie[2] w końcu wypiera stare i staje się jedynym, dzięki któremu człowiek czuje, że żyje i że jest to życie pełniejsze. 

 

 

Jak siebie oszukujemy  czyli cielesno – duchowych prawd ciąg dalszy

 

 

Jest taka najprostsza prawda na temat tego, dlaczego tyjemy i chorujemy – gdyż mylimy głód z apetytem.
Gdybyśmy się kierowali tylko głodem, szybko schudniemy lub po prostu zachowamy właściwą wagę – bez żadnych wyrzeczeń (potwierdzam na własnym przykładzie).  Jak to rozróżnić?

Kiedy odczuwasz głód – zjesz cokolwiek. Gdy ja czuję głód po prostu otwieram lodówkę i biorę pierwszą, lepszą rzecz (np. kawałek sera), którą przestaję jeść w momencie gdy czuję się nasycona.
Każda myśl typu: Ale bym zjadła pizzę! Mam ochotę na lody waniliowe itp.- są czystą zachcianką, apetytem. To, co ważne – głód narasta. Wiecie…. wszystko zaczyna się od małego głoda :- )
Natomiast apetyt to natrętna, nieustanna myśl o zjedzeniu CZEGOŚ KONKRETNEGO.
Oczywiście, od czasu do czasu można ulec apetytowi, ale nie codziennie. Ja zaczęłam go sobie rezerwować na specjalne okazje np. przyjęcie urodzinowe.

Człowiek wpędza się po prostu w nieszczęście, gdy stale ulega zachciankom – „Wszystko mogę, ale nie wszystko buduje”.
Gdy postanawiamy zmienić swoje myślenie na takie, którego jeszcze nie praktykowaliśmy, nie znamy, ale czujemy podskórnie lub dowiadujemy się, że przyniesie nam ono korzyści, porzucamy to, czemu folgowaliśmy, a  co wcale nie dało nam szczęścia na rzecz tego,  czego naprawdę potrzebujemy.
I czasem trzeba dojść do miejsca, w którym człowiek wie, że sam sobie nie poradzi – że potrzebuje Kogoś, kto zna jego problem i potrafi mu pomóc – oczywiście we wspierającej współpracy.

 

 

Inne prawdy żywieniowe

 

 

Często podchodzimy do prób schudnięcia lub wkroczenia w nowy, zdrowy system odżywiania, nie posiadając wiedzy, czego potrzebuje nasz organizm, aby się odwdzięczyć i robimy wiele chaotycznych, intuicyjnych rzeczy. Kilkoma z nich, które ja już wiem, chciałabym się z Tobą podzielić:

 

– Kobiety często rzucają się na jedzenie w drugiej fazie cyklu. Jest to … naturalne, gdyż związane z podwyższeniem się temperatury ciała – zatem zapotrzebowanie kaloryczne wzrasta średnio o 200- 300 kcal na dobę. Nie ma sensu z tym walczyć – tylko zjeść więcej.

 

– Każdy z nas ma minimalne zapotrzebowanie kaloryczne na dobę – to znaczy, że nasza tarczyca i inne narządy potrzebują tego minimum aby funkcjonować prawidłowo – poniżej zaczną się problemy. Dla mnie na przykład takim minimum obliczonym u dietetyka specjalnym przyrządem jest wartość 1444 kcal. Dla Ciebie może być to więcej lub mniej – warto się tego dowiedzieć i poniżej nie schodzić. Bardzo zbliżony wynik dał mi ten szybki program.

 

– Minimalne zapotrzebowanie nie równa się przyjęcie tej wartości w celu schudnięcia i jechaniu na tym koniu! W dalszej części moja dietetyk brała pod uwagę moją aktywność fizyczną, cele (np. chcę schudnąć, ale nie chcę tracić tkanki mięśniowej) i wyszło, że powinnam spożywać około 1800 kcal dziennie.

 

– Dzięki diecie keto dowiedziałam się, że spożywam za mało tłuszczów – karmiona od lat głosami, że tłuszcz to ZŁO. I zaczęłam go jeść więcej – głównie w olejach: oliwy z oliwek, oleju z pestek dyni i awokado. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.

 

– Śniadanie wcale nie jest najważniejszym posiłkiem dnia.  To zależy od człowieka! To zdanie powtarza się jak mantrę z prostej przyczyny: jeśli pierwszy posiłek jemy późno, np. 7 godzin od wstania z łóżka, to potem jemy o wiele więcej na obiad i kolację – zatem nie sprzyja schudnięciu czy utrzymaniu właściwej wagi. Nie trzeba się też trzymać sztywno schematu dnia – jednego dnia poczujesz głód o 8.00 a drugiego o 11.00 – idź za tym.

 

– Warto czytać i słuchać, co opowiadają kolejni ludzie z Internetu, ale bardziej warto jednak iść do dietetyka oraz wsłuchać się we własne ciało. Dla mnie takim przykładem jest ilość posiłków  – zdecydowanie lepiej czuję się i szybko tracę na wadze gdy jem małe ilości, a co na przykład 3 – 4  godziny (mniej więcej po tym czasie odczuwam już jakiś lekki głód) Próbowałam każdej opcji! Ta, którą wymieniłam jest dla mnie … naturalna. Wystarczy tylko nie oszukiwać siebie lub nie ulegać błędnym przekonaniom (jedzenie nie może się zmarnować / dzieci w Afryce głodują, a ja… itd.)

 

– Osobiście porzuciłam wszystkie grupy fanatyków zdrowego odżywiania / jedynej słusznej diety / teorii spiskowych. Długo też walczyłam z poradami typu:
„Moja mama ma czwarte stadium raka. Co robić?” 
Odp. : Wlewy z witaminy C! / Niech pije sodę oczyszczoną / Woda utleniona!

Jak walczyłam? Pod tymi złotymi poradami zadawałam pytania: Stosowała to Pani/Pan u siebie lub u kogoś bliskiego? – no i zgadnijcie…. NIKT NIGDY nie udzielił mi sensownej odpowiedzi! Najczęstszymi odpowiedziami były : Zięba o tym mówił.
O wiele bezpiecznej się czuję słuchając Patryka z Pod Mikroskopem  czy Agnieszki z kanału Okiem chemika .

Fani teorii spiskowych wołają : Szczepionki to zło! – nie pamiętając, że dzięki szczepionkom nie umieramy dziś masowo na dżumę, tyfus czy inne choroby.  Jak mantry powtarzają jedni po drugich nigdy niezbadane teorie, które wydają się im prawdziwe.

Z kolei zwolennicy jedynej słusznej diety nie przyjmują do wiadomości żadnych wad wybranej przez siebie opcji i bagatelizują sygnały od osób, które na tej diecie odczuwają niepokojące dolegliwości. Na przykład spotkałam się ze zwolennikami keto diety, którzy objadają się radośnie tłustym mięsem, śmietanami, serami, smalcem i kawą kuloodporną, podczas gdy dietetycy mówią: na keto diecie można też odżywiać się zdrowo lub niezdrowo.

 

Przestałam też uważać, że wszyscy chcą mnie otruć – to, że chcą na mnie zarobić, to jasne, ale wierzę, że tak samo jak są ludzie o złych intencjach, tak samo są ci o dobrych i o podsyłanie tych drugich proszę Boga.

 

Myślą, niczym klamra może być prosta zasada:  aby dowiedzieć się, co jest dla nas dobre, należałoby wrócić do samego początku. Najlepsze jest to, co jest najprostsze – nie da się tego przechytrzyć niczym innym.

Zgadzacie się? Czy przechodziliście kiedyś jakąś dietę? Jakie macie doświadczenia z tym związane? Jaki jest wasz sposób na zdrowe życie?

 

 

[1] 2 list do Koryntian 10:23 (Biblia)

[2] List do Efezjan 4, 22-23 (Biblia)