Jesteś turystą czy podróżnikiem?

Czy zauważyliście, że życie ma swoją symbolikę w podróży? I podobnie jak podróż, ma swoich uczestników; turystów i podróżników. Ich nastawienie do „podróży” robi różnicę; nie tylko im samym. Wpływa ona w dużej mierze na kreowanie świata.

Niedawno obejrzałam krótki dokument o tak zwanej strefie Polaka zagranicą; okazuje się, że są Polacy, którzy nawet podczas wakacji nie chcą opuszczać Polski, dlatego w Grecji w miejscowości Kokkino Nero mają grecką wodę, grecką pogodę i polską muzykę, jedzenie, filmy i towarzystwo. Po prostu ani na chwilę nie wychodzą poza to, co znają. Czy to dobrze? Zdecydujcie sami.

Turyści

Lubią mieć plan – pozwalają innym by zrobili go za nich; skoro wiedzą lepiej, co warto zobaczyć. Turyści nie są odkrywcami, ale odbiorcami czyjegoś szlaku; po drodze zobaczą tylko to, co odkrył już ktoś inny.  Lubią naśladownictwo, wygodę, poczucie bezpieczeństwa, pewność, all inclusive. Nie eksplorują miejsc, tylko je zaliczają; zawsze w sposób bezpieczny i przewidywalny. Ich zdjęcia z wakacji są pozowane. Niechętnie otwierają się na inność – zawsze porównują ją do tego, co znają. Nie ciekawi ich obcy język jako sposób komunikacji – unikają takich sytuacji, poruszając się w zaplanowanym obrębie. Czasem oczekują, że świat, do którego się udali, będzie mówił w ich języku.
Jeśli coś nie idzie zgodnie z planem, obwiniają innych czyli tych, którym powierzyli plan ich wycieczki. Turyści opowiadają po powrocie o tym, co widzieli.

Podróżnicy

Dla nich podróż zaczyna się w momencie, gdy wsiadają do środka transportu – czyli jeszcze przed dotarciem do celu. Podróżnicy od samego początku zakładają niewygodę, zmienne warunki, niepewność; jednym słowem expect unexpected.  Podróżnicy często uczą się języka kraju, do którego jadą; chcą się wymieniać, dać coś od siebie. Rozumieją, że aby zrozumieć innych muszą mówić w ich języku.
Podróżnicy otwierają się na to, czego nie znają i próbują nowych rzeczy. Podróż odbierają wszystkimi zmysłami, a ona sama od początku wiąże się dla nich ze zmianą. Nie boją się wyzwań, często sami je kreują, szukają swoich miejsc. Dla nich podróż ma być przygodą, a przygoda wiąże się z przeszkodami.
Podróżnicy opowiadają po powrocie o tym, co przeżyli.

 

Jesteś turystą czy podróżnikiem?

  • Viola

    Nigdy nie lubiłam siebie nazywać „PODRÓŻNIKIEM” przez duże P., chociaż moje wyjazdy określam potocznie podróżami. Czy jestem którymś z powyższych typów w 100%? Czy nawet 70? Raczej nie!
    Uwielbiam planowanie, dopracowywanie szczegółów, czytanie przewodników, układanie planów na większą część wycieczki, chociaż jest to na zasadzie: wybieram miejsca które chcę odwiedzić, obieram trasę, która zajmie mi najmniej czasu (oczywiście jeśli nie mam go zbyt wiele), ale pozostaję otwarta na to co wydarzy się w międzyczasie.
    Wycieczek z biurami podróży czy przewodnikami nie uznaję, ponieważ po prostu sądzę, że nie każdy lubi to samo i tkwienie w miejscu, które zupełnie mi nie odpowiada, tylko dlatego, że tak zakłada plan wyjazdu jest bezsensu!
    Zawsze, jeśli jadę na dłuższy urlop, a nie tylko zwiedzanie, staram się zapewnić sobie odrobinę „luksusu”. Raczej nie decyduję się na noclegi w 8 czy 16 osobowych pokojach hostelowych, jednak prywatna kuchnia, basen i inne tego typu dogodności nie są mi potrzebne.

    Jeśli chodzi o odkrywanie nowych miejsc. Hmm.. najfajniejsze uczucie to zgubić się gdzieś wśród lokalnych. Zjeść obiad tam, gdzie jedzą miejscowi, a nie większość przyjeżdżających tłumnie grup, pospacerować wśród wąskich uliczek na obrzeżu miasta, poczuć rytm codzienności danego miejsca, czy chociażby tak jak napisałaś- zrozumieć język, a dzięki temu i spory kawałek kultury.

    P.S. Podobna sytuacja ma miejsce wśród części Polaków mieszkających mniej lub bardziej na stałe za granicą. Dla mnie niezrozumiałym jest mieszkać 10 lat w Berlinie, a nie umieć zrobić zakupów po niemiecku, bo mieszka się w dzielnicy, gdzie ma się dookoła tylko innych Polaków, Bułgarów czy Rosjan i w zasadzie nie wystawia się poza nią nosa.

    Pozdrawiam serdecznie. Świetny wpis. ;)

    • Po przeczytaniu Twojego komentarza stwierdzam, że mamy bardzo podobny sposób podróżowania – podejście do podróży :)
      Oglądając dokument o strefie Polaka zagranicą, kiedy padło trochę z żalem stwierdzenie, że dziś większość osób decyduje się na turystykę zamiast na podróże, coś się we mnie zbuntowało – bo jak zostać podróżnikiem pełną gębą, mając do dyspozycji ciągiem góra 14 dni urlopu?! Zatem ja nazywam siebie podróżnikiem, ale wiem, że moje podróżowanie to raczej intensywność przeżywania, a nie długi okres pobytu. Jak sama napisałaś- nawet długi okres pobytu w danym miejscu nie gwarantuje przesiąknięcia kulturą, atmosferą tego miejsca.
      Dzięki za komentarz ( że też Ci się przy tych upałach chciało! Szacun) Pozdrawiam …ciepło :)

      • Viola

        W wolnej chwili muszę sama obejrzeć ten dokument!
        Niestety z tym urlopem tak jest, ale w końcu trzeba kiedyś zarobić na te wymarzone wakacje, a gdy już nadejdą to się podkręca do granic możliwości.
        Smakowałyby tak samo, gdybyśmy je mieli okrągły rok? Pewnie nie. ;)

        Lato w końcu przyszło, więc nawet upał nie przeszkadza. ;D

  • Iza

    Lubię Twoje artykuły Iwono :-), lubię jak trafnie dobierasz zdjęcia i wnikliwość obserwacji. Rozumiem też, że wielokrotnie celem jest pobudzenie czytelnika do refleksji.
    Niewiele na tym świecie jest rzeczy, które można określić czarne lub białe. Większość, w tym jakże bardzo typ spędzacza wakacji, będzie w odcieniach szarości.

    Zawsze sprawdzam co warto zobaczyć i co inni polecają. Nienawidzę niepewności i NIGDY nie jadę w ciemno. Zawsze mam plan ale robię go sama/z towarzyszami podróży. Nie stać mnie na all inclusive, ale staram się ze wszystkich sił, żebym na wyjeździe nie musiała za dużo stać przy garach. Zdjęcia pozowane mają dla mnie najwięcej sensu – z niepozowanych setek zwykle 1% nadaje się do czegokolwiek :-) – i strasznie dużo czasu zabiera wybranie tych udanych, kiedy telefon komórkowy może zrobić i pomieścić tysiące.

    Jednak uwielbiam inność. Lokalne jedzenie, język. Jak tylko się da to wybieram „couchsurfing” czyli spanie u ludzi, jak na razie udawało nam się tylko w przejazdach – polecam każdemu, kto poszukuje autentyczności i „lokalności”. Nie lubię dużych wyzwań ale lubię się lekko rozciągać. Bardzo się staram, żeby wszystko było przewidywalne, a jak przydarzy się coś unexpected, tłumaczę sobie, że to przygoda i że po powrocie będę to wspominać ze śmiechem :-) Zawsze opowiadam gdzie byliśmy, co tam przeżyliśmy, a bliższym osobom wyjawiam jak to na mnie wpłynęło i czego mnie nauczyło.

    Taki ze mnie 2w1 podróżujący turysta.

    • Nasze podejście do podróży pokazuje nasze….granice poniekąd :) Dla jednego niewyobrażalnym będzie pojechać w ciemno np.nie planując noclegu, dla innego bez biura podróży – ja też robię plany! Jednocześnie kilka razy musiały się one zmienić i nauczyłam się jednego: zmiana może być dobra; w bliższej lub dalszej perspektywie :)
      Do Couchsurfing się przymierzam – czy to nie jest tak, że „wstępujesz” do klubu couchsurferów, rejestrujesz się i dopiero działasz? Przybliż temat w wolnym czasie :) Pozdrawiam!

      • Iza

        Couchsurfing.

        Rejestrujesz się na stronie – tym samym przystępując do społeczności.
        I tak mogłoby zostać, jednak więcej możliwości mają osoby, które się „uautentycznią” czyli zweryfikują swój adres, telefon, nawet dowód tożsamości. Jest to podyktowane względami bezpieczeństwa, w końcu u obcych się zatrzymujemy i obcych przyjmujemy pod swój dach.

        A później ludzie się dogadują, wysyłają zapytania czy w takim terminie może zatrzymać się u kogoś tyle osób, czy tylko na spanie czy robimy coś razem.

        Nie wszyscy odpowiadają na zaproszenie, niektóre lokalizacje są oblegane, warunki mieszkaniowe są różne. W pojedynkę łatwiej coś znaleźć niż rodziną, ale raz spaliśmy przez 1 noc pod Wiedniem w dwie rodziny (w sumie 10 osób w tym małe dzieci), pokotem na podłodze i było OK. Czasem dostępna jest podłoga, a czasem pokój z pościelą, kolacja i śniadanie. Czasem przez kilka tygodni wysyła się zapytania i nic albo odpowiedzi odmowne. A kiedyś 2 dni przed wyjazdem z Chorwacji zapytałam kogoś o jeden nocleg w centrum Wiednia i dostałam potwierdzenie w ciągu 2 minut :-)

        Po zatrzymaniu się u kogoś wystawiamy sobie nawzajem opinię, która jest dostępna publicznie na naszych profilach i może służyć jako referencje dla następnych gości. Raz wystawionej opinii nie można skasować ani poprawić, ale można na nią raz odpowiedzieć.

        Oczywiście trzeba zachować zdrowy rozsądek. Samotna kobieta nie powinna przyjmować 5 facetów ani zatrzymywać się u nich. Trzeba używać wyobraźni i minimalizować ryzyko, sprawdzać referencje, ale też dawać szansę nowym członkom społeczności.

        Na swoich profilach ludzie piszą o sobie, o swoich oczekiwaniach od gości i co oferują, czasem są zdjęcia domu/mieszkania lub tylko kanapy. Są oferty wymieniania się domami na wakacje a nawet przyjmowania dzieci na cały semestr szkolny dla poszerzenia horyzontów i nauki języka. Wszystko jest na własną odpowiedzialność i portal jest tylko miejscem spotkania. Potencjalnie możliwości są nieograniczone, zasięg naprawdę na cały świat. Jest też możliwość prawdziwej podróży w ciemno: ogłaszam publicznie swoją trasę i przybliżony termin i system powiadamia użytkowników w okolicy, że ktoś taki szuka spania, mogę dostać wtedy propozycje od ludzi, że mnie przyjmą. Są grupy dyskusyjne, zloty mniejsze i większe, wspólne imprezy, ludzie umawiają się na łażenie po mieście bez spania u siebie, lub na samo spanie bo przyjeżdżają w interesach.

        My jako rodzina (rodzice + dwójka nastolatków) dzięki „Poszukiwaczom Kanap” 4 razy spaliśmy u kogoś, raz spał u nas młody Hindus, z którym spędziłam cały dzień łażąc po Łodzi a wieczorem robiliśmy wspólnie indyjskie jedzenie, 3 razy przez tydzień spało u nas po dwóch studentów z programu AIESEC, a teraz czekamy na przyjazd rodziny, która nas gościła 2 lata temu. Kilka razy zdecydowałam, że muszę odmówić bo nie czułam się komfortowo z propozycją. Nasze doświadczenia były zawsze dobre.

      • Iza

        Couchsurfing.

        Rejestrujesz się na portalu tym samym przystępując do społeczności. To już by było wszystko, ale lepiej jest się uwiarygodnić, czyli zweryfikować adres, telefon a nawet dowód tożsamości – w końcu nocujemy u obcych ludzi i przyjmujemy obcych pod swój dach. Osoby „zweryfikowane” mają większe szanse pozytywnego rozpatrzenia swojej prośby :-)

        I pozostaje się tylko dogadać z gospodarzem odnośnie daty. Nie pobiera się żadnych opłat, serwis jest tylko miejscem kontaktu, nie ponosi za nic odpowiedzialności i nie podaje żadnych danych, adresu czy czegokolwiek – wszystko polega na dogadaniu się dwóch stron. Oczywiście trzeba zachować zdrowy rozsądek – samotna kobieta nie powinna przyjmować u siebie 5 facetów, ani u takich się zatrzymywać – to woła o problemy. Bywają lokalizacje, które są bardzo oblegane i ludzie dostają ciągle mnóstwo próśb, więc z czasem odpowiadają odmownie (przepraszamy, kanapa niedostępna w tym terminie) lub przestają odpowiadać. Warunki są różne – czasem jest tylko miejsce na podłodze na noc, a czasem osobny pokój z pościelą, kolacja i śniadanie. Ludzie umawiają się na samo spanie, albo na wspólne łażenie po mieście czy robienie czegoś razem. Po wspólnym czasie ludzie mają możliwość wystawienia opinii, która służy za późniejsze referencje. Opinii nie można wykasować ani zmienić, a druga strona może na nią raz odpowiedzieć, ustosunkować się.

        Łatwiej znaleźć miejsce osobie samotnej na 1-2 noce niż całej rodzinie lub grupie, ale raz spaliśmy pod Wiedniem w dwie rodziny (10 osób w tym małe dzieci) u rodziny z 2 dzieci i było super. Czasem trzeba szukać i wysyłać zapytania tygodniami i nic, a kiedyś na dzień przed powrotem z Chorwacji wysłałam zapytanie o nocleg w centrum Wiednia i zostaliśmy przyjęci w ciągu jednej minuty. W następnej minucie przyszedł adres i telefon. Spanie w bloku, na materacu na podłodze w salonie u samotnej mamy z 2 nastolatkami. Gadaliśmy do późnej nocy o wychowywaniu dzieci i edukacji domowej. Rano wszystkie poszły do szkoły/pracy, kazały nam zatrzasnąć drzwi jak już się wyśpimy i wygrzebiemy. W sumie jak dotąd mieliśmy 4 takie pobyty, wszystkie w przejazdach.

        My nie mieszkamy w popularnej okolicy, ale również mieliśmy gości u siebie, raz spał u nas młody Hindus studiujący w Niemczech, całą sobotę chodziliśmy po Łodzi zwiedzając zabytki architektury – był lepiej obeznany niż ja miejscowa… wieczorem wspólnie gotowaliśmy indyjskie jedzenie. Akurat miesiąc później miałam jechać do Indii, więc to był świetny wstęp. Trzy razy mieliśmy przez tydzień po parze studentów z programu AIESEC, którzy mieli wolontariat w miejscowych szkołach a u nas mieszkali, znaleźli nas właśnie w Couchsurfingu.

        Za każdym razem było to dobre doświadczenie. Jednak kilka razy nie czułam się komfortowo z propozycją i musiałam odmówić.

        Jest też możliwość większej spontaniczności i jechania „w ciemno”. Ogłasza się publicznie trasę podróży i system powiadamia miejscowych użytkowników, że ktoś taki-a-taki poszukuje noclegu w naszej okolicy. Wtedy miejscowi mogą zaproponować pobyt u siebie, lub asystę po rejonie, lub napisać co warto zobaczyć.

        Są różne zloty mniejsze i większe, grupy zainteresowań (np podróżujące rodziny, samotni autostopowicze, emeryci na rowerach, niskobudżetowo po Chinach, itp), ludzie wymieniają się domami na wakacje a nawet przyjmują dzieci na cały semestr szkolny w celu nauki języka i poszerzania horyzontów. Powtarzam o zdrowym rozsądku i odpowiedzialności.

        Możliwości są praktycznie nieograniczone a zasięg naprawdę na cały świat. 600 osób na Mauritiusie, nawet 8 w stolicy Korei Północnej, jeśli ktoś by chciał tam jechać i został wpuszczony… Czy to nie jest niesamowite, że miliony osób na całym świecie otwiera swoje domy!