Czego wstydzą się kobiety

Kolejny post z cyklu o kobiecie i kobiecości czekał 3 miesiące. Bo tak to jest, że gdy mam do przekazania coś ważnego, daję temu czas; obserwuję, słucham, rozmyślam, wyciągam wnioski, badam motywacje.

 

Gdy w mojej głowie zakotwiczył się temat kobiecości, pierwsza rzecz, o której pomyślałam to pogarda.
Za każdym razem, gdy słyszałam lub wypowiadałam gładko wypowiadane słowo: kobiecość, miałam ochotę pobłażliwie parsknąć śmiechem. Byłam ponad takie rozważania i wydawało mi się, że już dawno ustaliłam, co oznacza dla mnie kobiecość – nic!

 

Nie czytałaś, czytałeś jeszcze części pierwszej?  Zapraszam TU.

Każdy widzi w jakim świecie żyjemy – świecie, który ma dawać równe szanse kobietom i mężczyznom.
Kultura amerykańska zaczęła wprowadzać również równość obyczajową – skoro facet potrafi wyrwać  dziewczynę na jedną noc, nie bądź gorsza! Też wyrwij sobie faceta. I oczekuj szacunku! Należy ci się za sam fakt bycia kobietą! Jesteś tego warta, jesteś warta wszystkiego, no oprócz tego, który cię rzucił – on nie był ciebie wart, znajdziesz lepszego.

Z drugiej strony słyszysz od dziecka z ambony, że – między wierszami – nie masz takiej wartości jak ta druga płeć. Jesteś w swoim przeznaczeniu podległa komuś innemu, nie wolno dać ci pełnego prawa decydować o sobie, bo znów narobisz głupot – jak w raju.

 

 

Słuchając tych komunikatów, wiele kobiet zaczęło torować sobie życiowe drogi na oślep, przerywając gołymi rękami liczne chwasty, pokrzywy i ciernie. Dążąc do tej wolności, o których czytały w Cosmopolitan i widziały w amerykańskich serialach. I przedarłszy się do tego wolnego świata, nie miały już sił i  tak poranione ręce, że nie miały ochoty podejmować żadnego wysiłku budowania wartościowych relacji, zaufać mężczyźnie (gdzie był, kiedy ona walczyła z tymi wszystkimi przeszkodami po drodze?!) czy spędzić czas na zrozumieniu siebie i odnalezieniu samej siebie, bez głosów z zewnątrz. Z czasem przestały patrzeć na siebie w lustrze – nie oferowało niczego pięknego, stało się krzywym zwierciadłem do wynajdywania wad.
Uległy temu samemu  głosowi, co pierwsza kobieta na Ziemi : Jesteś niewystarczająca, nie posiadasz pełni, ale gdy weźmiesz to, twoje życie się zmieni………..

 

No i zmieniło się. Tylko w przeciwną stronę do tej zamierzonej – pozostało uczucie bycia niepełną, niewystarczającą, mającą za dużo, albo za mało. Nigdy dostatecznie dobrą. Pozostał

 

 

Wstyd

 

 

Rozmawiałam z wieloma kobietami na temat bycia doskonałą, bycia w pełni kobietą – i prawie zawsze gdzieś w mroku tych rozmów czaił się wstyd. Czego wstydzą się kobiety? Oto lista:

 

– swojego wyglądu. Zawsze mają czegoś za dużo, lub za mało. Jeszcze 15 lat temu miały za dużą pupę, teraz za małą, zbyt płaską. Zbyt rzadkie rzęsy, zbyt proste lub kręcone włosy, 5 kilo za dużo albo za mało. Zbyt wystający brzuch – wszystkie fanki Chodakowskiej mają płaski jak deska, czyli jest to do osiągnięcia, tylko JA jestem leniwa! (wstyd!)

 

– swojego gniewu. Hasła powtarzane przez lata, o grzecznej dziewczynce, która nigdy się nie złości, zajęły bluszczem wiele serc dorosłych już kobiet. Gdy już wpadamy w gniew, czujemy potem wyrzuty sumienia, poczucie, że przesadziłyśmy, wygłupiłyśmy się, że pokazałyśmy okrutną część naszej natury.
A można to zrobić bezpiecznie.  KLIK

 

– swojego cyklu. A co za tym idzie: zmiennego nastroju. Jest takie powiedzenie „Kobieta zmienną jest” – i jest to fakt! Ktoś musi być stały (mężczyzna) by ktoś zmiennym mógł być! Nasza zmienność jest ściśle związana ze zmiennym poziomem hormonów; gdy na prowadzenie wysuwa się estrogen, kobieta jest radosna, optymistycznie nastawiona do życia, żądna wyzwań, seksu, pełna energii! Gdy przychodzi pora progesteronu, z wojowniczki Xeny zmieniamy się w wyciszone, otulone kocem  opiekunki ogniska domowego, do których- często –  bez kija nie podchodź!
Ale … bez kija się tu obejdzie, o tym już wkrótce.

Rozmowa wiele lat temu z pewną dziewczyną.
– (…) Lubię moją pracę, ale tak strasznie nie chce mi się jutro do niej iść! Najchętniej zostałabym w domu, posłuchała muzyki, poleżała pod kocykiem.
– To normalne, że przed miesiączką masz ochotę zwinąć się w kulkę, zostać w domu i oglądać „Titanica” ….po raz dwudziesty. Podnosi się twój poziom progesteronu ….
– Jesteś biologiem??
– Nie, kobietą.

 

Naprawdę wiele kobiet wstydzi się przyznać, że płaczą bez powodu, ale to minie. Że mają ochotę na zjedzenie pizzy, a zaraz potem czekolady. Całej! (ale to minie) że podejmują irracjonalne decyzje.
Ja w drugiej fazie cyklu spontanicznie rzuciłam pracę w jednej ze szkół. Kilka dni później przyszło opamiętanie, ale konsekwencje pozostały. Cóż,  dobrze wykorzystana wiedza to samoświadomość – potem pozostaje już tylko praca z nią.

Taką wiedzę warto posiadać. Wiele kobiet wie, z kim spotyka się aktualnie Julia Wieniawa, gardząc wiedzą na temat swoich własnych hormonów – już dawno uśpiły je tabletkami antykoncepcyjnymi, więc pozornie ich ta informacja nie dotyczy. Tymczasem….nie ma nic gorszego niż współpraca (a czasem nawet samo spotkanie!) z kobietą, która ma źle dobrane hormony syntetyczne! Wiem, co mówię.

 

– swojego zachwytu pięknem. „Róż?! Eeeee to nie dla mnie!”  Nie chcemy przyznać, że uważamy kolor różowy za ….rozkoszny. Ja przyznałam to dopiero w tym roku!
Kiedyś robiłam zdjęcia pięknym roślinom w ogrodzie. Podeszła do mnie babcia kolegi, do której ogród należał i poprosiła półszeptem o pokazanie tych zdjęć. „Ale jak męża nie będzie w domu. Śmiałby się ze mnie”    …

Nie chcemy przyznać, że same chciałybyśmy być piękne, a i obecna pop kultura skutecznie nas w tym przekonuje – bardziej warto być seksowną, pożądaną przez wielu, przebojową, ale piękno…. To może być jedynie na obrazach impresjonistycznych.

Naprawdę nikt nie wpadł na to, że jedno z drugim można połączyć?

 

 

– swojej wrażliwości. Mężczyźni naturalnie zwracają uwagę na co innego i kobiety też na co innego. Już badania na małpach pokazały, że męskie osobniki instynktownie wybierały zabawki z kołami, mechaniczne, a samiczki – miękkie poduszki i maskotki.  Podczas gdy samce interesowały się ostrymi kształtami (trójkąty, kwadraty), samice wybierały koła.
My kobiety jesteśmy jak koty – lubimy bezpieczne pudełka i świecidełka. Ciepłe miejsca i miękkość.
Lubimy też kolory i mamy taką naturalną predyspozycję, że widzimy więcej ich odcieni niż mężczyźni. Nie oznacza to, że je wymyślamy! My je po prostu widzimy. Myślę, że paletę RAL opatentowały właśnie kobiety!

Wzruszają nas różne sceny filmowe, komedie romantyczne (dla nas ważne są relacje, nie zabicie wroga!) , a odtwarzane piosenki przywołują wspomnienia, które czasem uzewnętrzniają się przez melancholię, łzy lub motyle w brzuchu. Gdy jesteśmy wysoko wrażliwe, często wbrew głosom wszystkich z zewnątrz, podążamy za wypróbowaną intuicją.

– swojego pragnienia bezpieczeństwa. To w przypadku kobiet jest związane z wieloma rzeczami – zależy, co zawiodło w dzieciństwie, ale jednym, nadrzędnym jest stworzenie związku, w którym można znaleźć oparcie w drugiej osobie. I chcemy, by był to ktoś, kto jest prawdziwie odważny, silny fizycznie i psychicznie i nie rzuca słów na wiatr, ale jest godzien dania wiary – kto potrafi odważnie stanąć przed innymi ludźmi i wybrać tylko nas, na zawsze bez względu na okoliczności życia.

 

 

Duchowe życie kobiety nie może być przykrawane do bardziej akceptowalnej formy narzuconej przez nie rozumiejącą kobiecości kulturę.

                <Biegnąca z wilkami (Clarissa Pinkola Estes)>

 

– swoich wymagań. Myślimy, że skoro my same jesteśmy niedoskonałe, nie mamy aż tak wiele do zaoferowania, to przecież nie możemy oczekiwać na przykład od mężczyzny, Bóg-wie-czego. Ale wiecie co odkryłam? Że wysokie wymagania nie wiążą się z żadnym porównywaniem, z listą nierealnych życzeń – one w zdrowy sposób powinny być oparte na własnych wartościach. A te, powinny korespondować z własną wrażliwością.
Jednak wiele kobiet nadal pozwalaj zabijać swoją duszę. A poza nią nie mamy niczego innego. Czy chcecie rozwinięcia tego tematu?

 

– swojego pragnienia matkowania. Celowo nie piszę tu o pragnieniach bycia rodzoną matką dla rodzonego dziecka, ale o potrzebie dawania ciepła, opieki – wiele kobiet spełnia się w tym, pomagając zwierzętom, pielęgnując ogród, hodując kwiaty.
Są też kobiety, które pragną mieć dzieci i…. zostać z nimi w domu. Wiedzą, że obecne realia życia i ocena społeczeństwa wymuszają na nich ostudzenie tych uczuć, więc zaciskają zęby i wyruszają z domu, by przez 8 godzin robić coś mniej lub bardziej satysfakcjonującego, a często po prostu marzą o świecie, w którym mogłyby odpocząć i spokojnie, bez stresu wychowywać dzieci.
Czy my kobiety zawsze jesteśmy dla siebie nawzajem wspierające, czy jest tak, że często podśmiewamy się z koleżanki, która „nie miała dość dwójki dzieci” albo „ma ochotę zostać kurą domową”?  – może po prostu powtarzamy to, deprecjonując też ważną rolę, bo widziałyśmy w swojej przeszłości, otoczeniu prawdziwe kury domowe; wiecznie zarobione i nigdy szczęśliwe?

 

 

Duchową krainę Dzikiej Kobiety na przestrzeni dziejów plądrowano i palono, jej kryjówki równano z ziemią, a naturalne cykle podporządkowywano sprzecznym z naturą rytmom, po to, by zadowolić innych.
<Biegnąca z wilkami (Clarissa Pinkola Estes)>

 

 

 

 

– swojego strachu i niemocy. A właściwie: dzielenia się obawami.
Ja nie czuję się pewnie jeżdżąc samochodem. Ja wiem, że obecnie jazda autem to powszechne zjawisko, ale za każdym razem gdy widzę kobietę za kierownicą, myślę sobie „Matko, jak ona się nie boi?!” – co do facetów jakoś nie mam takich myśli, instynktownie mi pasują do tego brutalnego świata kierowców!
Kilka dni temu rozmawiałam ze znajomą i na moje pytanie o jej plany na popołudnie, nagle powiedziała: Powinnam jechać z tatą do urzędu, ale znów przełożyłam! Jest mi tak strasznie głupio, ale naprawdę nie czuję się pewnie jeżdżąc w takim śniegu, po prostu się boję!

– Dobrze wiem o czym mówisz (ja boję się wyjechać w jasny, słoneczny dzień!!) do tego jeszcze znalezienie miejsca parkingowego….
– Oj tak! Zawsze się stresuję, że się nie zmieszczę autem!
– Ja gdy już naprawdę muszę, jadę tylko taką trasą, na której nie muszę zmieniać pasa!
– Ale…jak kto? Przecież ty nie masz takich problemów jeżdżąc na motocyklu!
– A to co innego! Ja się na motocyklu czuję bardzo pewnie.
– Ja bym w życiu nie wsiadła na motor! Czułabym się taka …odsłonięta. Muszę czuć się bezpiecznie.

Jak widzicie, podzielenie się z kimś swoimi obawami i doświadczeniami pokazuje, że …. każdy ma jakieś bojączki. I jakieś granice.  I że nie musimy wszyscy robić tego samego.

 

– swojej nie wielozadaniowości i dostępności. Wbrew pozorom, kobiety nie są wielozadaniowe. Podobnie jak mężczyźni, nie potrafimy (i to jeszcze wydajnie!) robić kilku rzeczy dokładnie w tej samej chwili. Czy to źle? Uważam, że ten okres – znowuż  amerykańskiej – prosperity już minął i nie ma sensu czerpać z tego wzorca, który pozostał jedynie teorią.
Obecnie jest moda na „uważność” – czyli wracamy do korzeni…

 

Wiem, że szef nie akceptuje zdania „Nie dam rady” –  gdybym jako szefowa słyszała to nazbyt często, uznałabym, że moja pracownica (o ile nie byłabym totalną szefową – tyranką!) po prostu nie jest szczęśliwa w tym, co robi, że to nie współgra z jej duszą i może powinna zmienić kształt swojego życia zawodowego –czasem nie warto się oszukiwać, że  poradzimy sobie w marketingu, bo zdeterminują nas zarobki. Może praca w kwiaciarni, siłowni albo w Policji jest tym, w czym się odnajdziemy.

 

 

Kobieta współczesna to wir aktywności. Świat zmuszają, by była wszystkim dla wszystkich.

                <Biegnąca z wilkami (Clarissa Pinkola Estes)>

 

 

– swojej wiary. Obecnie mówić, że wierzy się w Boga chrześcijańskiego, to stąpanie po cienkim lodzie. Bycie buddystką – to tak. Rodzimowiercą – teraz to  modne, powrót do korzeni, naszych wspólnych korzeni, więc nie należy się śmiać, ale wierzyć w Jezusa Chrystusa i całą tę utopię dostępną dopiero po śmierci i tylko dla wybranych? Eee  trąci zaściankowością.
Wiem coś o tym.  Spotkałam w swoim życiu naprawdę sporo ludzi, którzy byli pozytywnie zaskoczeni moją wiarą w Boga Jahwe, jak i …negatywnie. „Nie powiedział(a)bym…nosisz dredy, interesujesz się tyloma rzeczami, wyglądasz raczej na rastafariankę, nie sądziłem, ze wierzysz w takie bzdury!”. Cóż, otworzyli mi szufladkę i sami w nią wpadli.
Tego nigdy się nie wstydziłam. Ale wielu rzeczy z tej listy – tak. Ty też? Co jeszcze dodasz do tej listy?

 

 

Wstydzimy się tego wszystkiego, bo się boimy:  że nas wrzucą do jednej szuflady, że ją zamkną i na zawsze tam utkniemy. Boimy się naszej okazania naszej wrażliwości – żeby nie została (znów) zdeptana, niedoceniona; zamykamy więc nasze serca, odcinamy się od uczuć, chcemy kontrolować relacje; kontrolować i dominować.
Boimy się bycia słabą. Tyle energii zużywamy, by podtrzymać choćby pozory siły, by zyskać choć namiastkę poczucia bezpieczeństwa.
Boimy się bycia posądzoną o niekompetentną , humorzastą, o bycie „babą”!
Boimy się tak naprawdę irracjonalnie – gdyż nadal spotykamy zbyt wielu niedojrzałych, zranionych mężczyzn, którzy widzą w nas tylko „babę” i to taką „jak każda inna” bo w końcu „wszystkie są takie same”. Zamiast jego zignorować, albo zaproponować terapię z psychoterapeutą, my się wstydzimy.
Wstydzimy się pragnienia bycia piękną , bo niedojrzali smarkacze z podstawówki wyśmiewali nasz wygląd czy szydzili z „trudnych dni dziewczyn”.
Uznałyśmy, że coś w tym jest! Że ich świat jest taki prosty, nic tylko postarać się do niego dostosować, wtedy znajdziemy wspólny język z facetami!

 

Teraz dla równowagi przedstawię Wam teraz bezzasadność  wszystkich, powyższych wstydów:

Żeby zrozumieć, jak irracjonalnie działa obecny przekaz „wstydź się!”, wystarczy przyjrzeć się temu, czego – według owego przekazu – mamy się nie wstydzić. Otóż mamy się nie wstydzić
pokazywania pięknego ciała innym osobom, nawet jeśli idą w tysiące.
pokazywania „naturalnego” ciała innym osobom, nawet jeśli idą w tysiące.
wyzwolenia seksualnego.
braku kręgosłupa moralnego – w końcu trzeba być otwartym na nowe doświadczenia.

mówienia wszystkiego „co się myśli”.
poniżania „głupoty” innych ludzi, zwłaszcza w Internecie.
pracoholizmu, tzw.”zarobioności”
gromadzenia dóbr materialnych.   I tak dalej….

Co jeszcze dopiszecie do tej listy?

 

Zamiast żyć pełną piersią (dużą czy małą) uczymy się płakać pod wodą.

 

 

„Nauczyłam się płakać pod wodą. Nie chciałam, żeby (ojciec) widział mnie płaczącą, gdy szliśmy na pływalnię” (fragment książki „Urzekająca” – Stasi Eldredge)

 

 

Każda kobieta ma potencjał. Do wydobycia tego, co jest w niej głęboko ukryte, a za czym tęskni jej dusza oraz do czego naprawdę została przeznaczona. Tylko trzeba dać swojej duszy przemówić. I nie obawiać się tego, co nam powie.
Czy jesteś gotowa porzucić każdy wstyd i wreszcie zacząć żyć? A może masz za sobą taką drogę i obecnie znajdujesz się w tym dobrym, błogim balansie? Podziel się w komentarzu.
Niebawem kolejne części, w których poruszę między innymi takie tematy:

 

 

  • Czy da się być sobą w tym świecie?
  • Czy da się być szczęśliwą sobą?
  • Z jakich wzorców czerpać?
  • W jakim lustrze się przeglądać, by zobaczyć prawdziwą siebie?
  • Jak odnaleźć swoje życiowe przeznaczenie ?
  • Jak dobrze wybrać życiowego partnera?

 

Pozdrawiam Was serdecznie!