Nowoczesna technologia i blondynka

Nowinki technologiczne…. brrr…. nic nie wywołuje u mnie tak nieprzyjemnej gęsiej skórki jak słowo z takim hasłem.

Nie zależało mi wcale, aby mieć nową komórkę – mówię to przy każdej kolejnej. I jest to prawda! Wymieniam komórkę, do której zdążę się już przyzwyczaić (czyt.opanować) tylko dlatego, że coś się w niej psuje- coś, z czym idę do serwisu by naprawić (w myśl wlokącego się ostatnio w otchłani Internetu hasła : „Kiedyś (….mlekiem i miodem ….) bo się naprawiało, a teraz się kupuje nowe”. No i co słyszę; że lepiej wymienić na nowy, bo za pół roku ani baterii do niego nie dostanę, ani ładowarki, ani żadnej części zamiennej, bo tego typu telefonu już nie będzie.

 

No nic. Po wielu przekonywaniach ślubnego, zdecydowałam się na nowy telefon.
– Chce pani z klawiszami?! To już jest zupełna staroć! – skwitowała rozbawiona pani w biurze obsługi.
Tym oto sposobem w mojej torbie wylądował telefon z nieskazitelnie płaskim ekranem, który wyglądał na taki, co nie chce współpracować. Nie tknęłam go przez dobę; traktowałam jak zbędny gadżet, aż zadzwonił.
To był mój mąż. Dzwonił i dzwonił, a ja nerwowo stukałam po tym ekranie w żaden sposób nie mogąc go odebrać! Ba, nie mogłam go nawet odblokować, by napisać sms, że nie mogę odebrać!

Kobieto, masz dopiero 50 lat! Musisz się nauczyć bo nie da rady inaczej! Zginiesz – moja 50-letnia przyjaciółka wyrecytowała ze spokojem  zdanie, zapewne powtarzane jej kilkakrotnie zanim i ona załapała, że telefon ze słuchawką możemy oglądać już tylko w muzeum. Jej to nic nie przeszkadza! Podczas gdy ja (lat 32) wpadłam w popłoch gdy nagle na ekranie swojego własnego telefonu zobaczyłam swoją twarz w tym samym czasie i przestrzeni, Agata śmiga po wszystkich wirtualnych kablach telefoniczno-internetowych z prędkością światła. Skype na komórce? No problem! Magazynowanie plików w telefonie? Nic prostszego!

Ale dziś, po około 3 tygodniach jestem już mądra i inteligentna. Mądra dlatego, bo zrozumiałam, że jeśli nie zaszyję się w bieszczadzkich górach, albo lasach Amazonii, technologia mnie dorwie i pożre w całości, a moje umiejętności nabywane konsekwentnie i nieprzerwanie są jedyną tarczą przeciwdziałającą temu. Poza tym technologia może działać na moją korzyść. Wbrew pozorom.
Inteligentna, bo jak ten kozak, piszę smsy, używam nawet symboli (chociaż gdy po raz pierwszy dostałam sms z uśmiechniętym ufoludkiem, chciałam zaraz pisać do koleżanki, jak to zrobiła) wykonuję telefony jeśli to konieczne, a nawet ustawiłam budzik, dzięki któremu, metodą prób i błędów w końcu czwartego  dnia udało mi się wstać o żądanej godzinie. (Raz nie zauważyłam, że ustawiłam nieświadomie tylko na weekend, drugim razem, że ustawiłam tylko na środę, a była sobota, trzecim, że nie włączyłam drzemki, a bez drzemki no wayyyy).

 

Opanowałam już całkiem nieźle kartę płatniczą. A i to przez zupełny przypadek. Kartę do bankomatu, swoją własną, miałam lata temu i to w czasach, gdy się nią nie płaciło, a podejmowało gotówkę w bankomatu. Teraz sprawy wyglądają inaczej, kartą się płaci, kartę można zgubić lub ją nam ukradną. Dlatego nie noszę, nie używam, nie umiem się nią posługiwać. PIN za to znam; pamiętam wszystkie hasła, które prowadzą do wirtualnego skarbca, wierząc, że w razie „wu” dalej poprowadzi mnie determinacja.

Kartą nie płacę, bo ma 4 możliwe strony do włożenia do czytnika, a ja zawsze muszę wypróbować (wcale tego nie chcąc) wszystkie 3, zanim trafię tę czwartą. Uwielbiam ekspedientki, które same mi tę kartę biorą, wkładają do czytnika i jedyne co muszę to wklepać PIN. A jak jest możliwość transakcji bezdotykowej, chętnie korzystam.
Piszę, jakby to co napisałam wcześniej, było kłamstwem. Jakbym płaciła kartą  co najmniej kilka razy w tygodniu. To może wyjaśnię.
Przełom nastąpił kilka dni temu, gdy bardzo chciałam kupić sobie bluzkę w Reserved, a nie chciałam angażować w to męża (z różnych powodów). Wzięłam więc kartę i chociaż bluzkę miałam upatrzoną już dzień wcześniej (nienawidzę chodzić po sklepie i dopiero oglądać, przymierzać i decydować) a jednak odwlekałam moment podejścia do kasy i dokonania transakcji. Jednak ten moment musiał nadejść. Do momentu zatwierdzenia po zielonym guziku, czułam się jak złodziej. Gdy zielony guzik potwierdził zatwierdzenie przez bank, tak mnie to zbudowało, że kupiłam jeszcze jedną bluzkę!
Jak powiedział Ralph W.Emerson Rasa ludzka wyginie ostatecznie od choroby zwanej cywilizacją.”   Póki co, osładzam sobie jakoś ten czas, czekając na i tak nieuchronną Apokalipsę.

 

woman,blondynka, blondynka i technologia,blondynka w świecie technologii