Przemyślenia blondynki.

Społeczeństwo cierpi na  skrócony czas – o ile nie na brak czasu! Ileż to  razy można usłyszeć, że fajnie, że był weekend, szkoda że tak szybko minął! Ja ostatnio znalazłam na to radę- zapisz się na wizytę do dentysty – koniecznie z borowaniem lub kanałówką. Zobaczysz, jak potrafi wydłużyć się jedna minuta. Ba! Całe życie potrafi stanąć przed oczami w ciągu tych  60 sekund, które magicznie się wydłużają. Korzystaj z nich!
Jeśli Twoje zęby są okej, idź zrobić tatuaż.

Życie tu i teraz. Życie chwilą, zamiast czekania na Bóg-wie-co. Jest taki nurt, pochwalam, w zupełności. Ludzie jednak mają z tym problem, czekając to na weekend, to na wakacje itede. Odkryłam, że i  na to jest rada! Budzik – to słowo klucz. Nigdy człowiek nie żyje tak tu i teraz jak w czasie drzemek, które i tak tylko odwlekają to, co nieuchronne.  Ma się ochotę wołać : Chwilo trwaj, jesteś taka piękna!

 

Jaki świat stał się funkcjonalny!…. Ot przykład: Idę ostatnio na pocztę kupić zupełnie pocztową rzecz – znaczki na list. Pani zagaja przy okazji: Może parasolkę? Mamy w promocji. A może proszek do prania?
Ludzie, co będzie następne? Manicure przy okienku?
Z tym podobnym precedensem postanowiłam niejako powalczyć. Ostatnio, będąc w Rossmanie, kasjerka rzuciła: Oferuję szampon do włosów wypadających i farbowanych, mamy w promocji – chrząknęłam ,uśmiechnęłam się i pokazuję na moje włosy (dredloki) jednocześnie czując  potrzebę małego sprostowania „To tak łatwo nie wypada”.  „No tak” – skwitowała kasjerka –„To może krem na zmarszczki 40+ ?” Tego już było za wiele. „Proszę pani, czy ja wyglądam na 40 PLUS?!” .
„To może na prezent dla mamy?” – nie poddała się. Gdzie ich tego uczą? I czy kasjerki mają przewodnik po tym jak mieć odpowiedź na każdą nietrafioną  sugestię?!

 

W ciągu tygodnia słyszałam 4 (a cztery  to w tym przypadku niemało) niezależne historie brygadzistów lub kierowników produkcji na temat tego, jak beztroskie są polskie, młodsze roczniki, urodzone po roku 90. Ich beztroska przejawia się między innymi tym, że nie czują potrzeby codziennego chodzenia do pracy. Chodzą, a owszem, ale jak akurat są w nastroju. Czasem nie pojawiają się przez 2 dni z rzędu „bo zapili” – no to ma się rozumieć, nie mogli, sprawa oczywista. A robić nie ma komu! – skarżą się brygadziści i kierownicy produkcji. Jednak produkcja stać nie może z powodu zamiłowania młodego Polaka do trunków. Codziennie przyjeżdżają autokary Ukraińców, którzy wyręczają naszych rodaków w trudzie życia.
Koleżanka nie mniej oburzona tym rozbestwieniem, chwali jednak swojego bratanka (urodzonego po roku 90. a jakże) że Paweł to nawet na kacu, ale do roboty idzie. No, to jest nadzieja dla polskiej gospodarki!
asert2