Niedziela szóstego

 

Święta, święta i po świętach. I po choince i po prezentach – chociaż nie… niektóre zostają z nami na dłużej, jak na przykład obrus świąteczny od mamusi; a nadmienię, że jest to jedyny obrus w moim posiadaniu, nie licząc tych wymyślonych i narzuconych chałupniczo, na stół tarasowy w sezonie letnim.
Mamusia w tym roku zaszczyciła nas swoją obecnością aż na pełną dobę, od wigilii począwszy i w ciągu tego czasu zdążyła nam opowiedzieć najśmieszniejsze filmiki z psami i kotami, które widziała,
zdegustować się zwyczajami panującymi w naszym domu („Ten kot chodzi po stole!!”), wyrazić swoją opinię na temat biwakowania („Księżniczki nie śpią pod namiotem”) pomatkować („Iwonka, proszę zjeść śniadanie, nie wypuszczę cię  z domu z pustym żołądkiem!”) poteściować („Tomek brzdąkasz na tej gitarze jakieś harpagony. Zagrałbyś coś ładnego.  Tomek: Czyli co?  Mamusia: Coś z repertuaru Eleni.”) ale przede wszystkim, wejść w kolejny stopień wtajemniczenia, jeśli chodzi o YouTube’a:

Mama: A dziś jeszcze nie patrzyłam, co tam pokazują na Jutubie. Są takie dni, że jest sama muzyka klasyczna, ale czasem pojawia się filmik ze śmiesznymi kotami.
Ja (tajemniczo, idę w storytelling) : Zdradzę Ci sekret….wiesz, że możesz mieć Chopina cały dzień, albo śmieszne zwierzaki jeśli tylko chcesz. A nawet możesz słuchać Zdzisławy Sośnickiej cały dzień!
Mama: Jak?!!
Ja: Zrozum, że to TY masz władzę nad Jutubem! To nie kanał telewizyjny. To TY wybierasz, co chcesz oglądać.

Podczas gdy matka nieśmiało zamieniała się w słuch, ja – tonem ewangelizatora – już  zaczęłam przypominać jej znany symbol lupki, oraz wszechstronność klawiatury. W ten oto sposób moja rodzicielka, w wieku 70+ zyskała nową jakość dnia powszedniego.
Co prawda poniosłam pewne ofiary, gdyż co najmniej raz w tygodniu dostaję wybraną ścieżkę dźwiękową ze wspomnianego portalu, zwykle coś na nutę piosenki – z – przesłaniem Moniki Borys, ale przełykam ślinę i cieszę się, realnie się cieszę, że moja mat’ wydeptuje kolejne szpalery w tym labiryncie nieujarzmionej technologii.

 

Bardzo mnie też cieszył ten 30. finał WOŚP. Po raz pierwszy – pamiętam – byłam na 7. Finale Wielkiej Orkiestry – nie miałam pojęcia co do za in inicjatywa. Przyjechałam z zaproszenia na mało mówiące mi wówczas światełko do nieba , zobaczyłam mnóstwo ludzi z serduszkami na kurtkach, potem sztuczne ognie, ale to, co zapamiętałam najlepiej to niecodzienna atmosfera panująca na Placu Wojska Polskiego. Było ciepło wtedy w styczniu – od ludzi i od ich dobrej energii, nastawionej na bycie razem, dawanie, bycie dla drugiego człowieka.
Dziś mówimy, że Covid połączył nas wszystkich – a niektórych skazał na siebie nawzajem. Ale Covid to  spoiwo niechciane. WOŚP ma moc otwierania serc, a czasem robienia operacji na otwartym sercu.
W tym roku to zrozumiałam tak inaczej, dogłębnie.
Wśród tylu złych wiadomości, wylewających się z telewizora, to jedno wydarzenie w roku ma moc łączyć wszystkich i coraz więcej ludzi dobrej woli – na całym świecie, nie tylko w Polsce!
Gdy rozmawiam o WOSP z moimi zagranicznymi studentami, słuchają z uważnością, po czym mówią, że to niesamowite, że w ich kraju nie ma takich akcji charytatywnych, na taką skalę.
Jak twierdzi Jen – Amerykanka  mieszkająca w Pradze (polecam jej kanał YT Dream Prague) Amerykanie wiedzą co to dobroczynność – bo oni nie mają wyjścia. Usługi medyczne w Stanach są tak horrendalnie drogie, że nie pozostaje często nic innego, jak liczyć na pomoc innych ludzi. Za to w Czechach zaskoczyło ją nikłe zainteresowanie szczodrością, ale jak twierdzi, wynika to z lat reżimu komunistycznego, w którym władza nastawiła umysły ludzi na przekaz, że wszystko co mają, dostają od niej – od władzy.
Jak jest u nas? ja uważam, że wspaniale. Sama lubię wspierać przeróżne inicjatywy oraz fundacje, robię to regularnie i przy okazji widzę, poznaję ludzi, którzy też to robią, bo lubią pomagać.
Zresztą, czy wiecie, że przeprowadzono badania na temat hojności i dowiodły one jednoznacznie, że (uwaga, cytat)

 

 

„Wielkoduszność i zachowania prospołeczne wydają się umacniać więzi w każdej kulturze. Hojność łączy się także z lepszym zdrowiem i dłuższym życiem. ma tak wielką moc, że według naukowców Davida McClellanda i  Carol Kirshnit na samą myśl o niej znacząco wzrasta poziom przeciwciał w ślinie to znaczy immunoglobuliny A, białka należącego do układu immunologicznego” („Wielka księga radości” – Dalajlama & Desmond Tutu)

 

Jeszcze inna pani naukowiec wraz ze swoją ekipą badawczą odkryła dokładnie to samo, co ja :- ) A mianowicie, że ludzi w dłuższej perspektywie uszczęśliwia bardziej wydawanie pieniędzy na innych, niż na siebie – ona odkryła to u ludzi cieszących się dobrym zdrowiem (ponoć hojność skutecznie obniża nadciśnienie) ja – u siebie. Jestem głęboko szczęśliwa, mogąc się dzielić, rezygnować na rzecz innych, potrzebujących istot. To chyba najlepsza część człowieczeństwa, najbardziej pełna – nie sądziłam, że kiedykolwiek to powiem.

 

A WOŚP? Być może jest to jedno jedyne wydarzenie w ciągu roku, które jest w stanie połączyć nas – wiecznie skłóconych Polaków w jednym celu. Gdy za naszymi plecami, nocą, gdzieś za zamkniętymi drzwiami podejmuje się kolejne próby wdrożenia filozofii „dziel i rządź”, ludzie, którzy są nastawieni na dzielenie się dobrem, zmieniają nurt rzeki. Bo dobro ma moc zwracania kijem Wisły, dobro rozprasza mrok, bije takim światłem, w blasku którego nie ostoi się  żaden brud.
My – ludzie mamy moc. Nie potrzeba nam – żadnemu z nas – kontroli nad drugim człowiekiem, bo mamy największą, najbardziej zmieniającą świat moc – ustawienia swojego serca na dobro i pójście za tym w zaparte.
Taka moc zrywa człowieka ze sznurków, którymi się go „reguluje”, pociąga, by szedł tam, gdzie chce > władca marionetek < .  
Zrywajmy się z tych sznurków!
Ja już przebieram nóżkami, by się podzielić z Wami kilkoma praktycznymi wskazówkami na ten temat – ale to następnym razem….