Święta, życzenia, prezenty i rodzinne dramaty rozwiązane.

 

Czy te święta będą inne niż wszystkie dotychczas? Pod względem towarzyskim, dla wielu osób na pewno tak. Aczkolwiek nie znaczy, że gorsze! Kto ma na pieńku z teściową, z pewnością daruje mamusi długą, jakże niebezpieczną podróż, która zaprowadzi ją i tak tylko w czyhającą paszczę koronawirusa! Po co się narażać?
Jednak tym podobne rozłąki sprawiły, że zapewne więcej z nas decyduje się wysłać życzenia świąteczne, lub złożyć je w innej formie. Jak to zrobić lepiej?

 

Życzenia

 

Ja należę do osób, które tylko czekają na okazję, by wysłać kartkę z życzeniami 
i bardzo nie lubię tych gotowych, z drukowanymi życzeniami, jedynie do podpisania się. Jestem ich zaciętym wrogiem, ale gdy takową dostaję, cóż – akceptuję to, choć nie rozumiem, po co wysyłać obrazek z napisaniem własnego imienia.
Jeśli chcemy być zapamiętani jako ludzie serdeczni, tacy, którym po prostu zależy, warto zrezygnować z gotowców i jeśli nie zrobić kartkę własnoręcznie, to wypisać ją, traktując osobę indywidualnie.  Zawsze wyobrażam sobie jak każda osoba, do której wysyłam świąteczne życzenia, otwiera moją kartkę i czyta życzenia – czy poprawią jej dzień? Naprawdę ją ucieszą? Czy zachowa moją kartkę i znajdując ją zakurzoną, po latach, uśmiechnie się gdy ponownie ją otworzy? Z takimi myślami wypełniam i wysyłam wszystkie życzenia.

 

 

W erze Facebooka często zostawiamy życzenia dla wszystkich. Takie „Wesołych świąt dla wszystkich!” – ale to są życzenia dla wszystkich i dla nikogo. Ludzie lubią czuć się wyjątkowi, zatem jeśli mamy w znajomych  jakichś naprawdę bliskich naszemu sercu ludzi, warto się pofatygować i wysłać kartkę z życzeniami – choćby wirtualną, ale spersonalizowaną. A może zadzwonić? To też okazja do wymiany kilku zdań, rozmowy.

 

Inną zmorą są życzenia przy świątecznym stole. A ponoć jesteśmy takim rodzinnym narodem! Pomyślałoby kto! Dla mnie przez lata też był to ten niechciany moment, ale ostatecznie w gronie najbliższej rodziny mówiliśmy sobie utarte formułki, życząc przede wszystkim spełnienia wszystkich marzeń. No, zależy o czym kto marzy – bo jeśli życzy mi to – znowuż – „ukochana” teściowa, o której zniknięciu marzę, to kwestia szeroko pojętych marzeń zaczyna wyglądać inaczej. Myślę, że tu prócz tych naprawdę ważnych, życiowych spraw jak radość, uśmiech, zdrowie, powodzenie….warto dodać coś personalnego, czego na pewno życzyłaby sobie ta osoba – ja w tym roku będę chyba życzyć mojemu teściowi udanej rozgrywki w grach komputerowych.

 

 

Prezenty

 

 

Macie już wszystkie prezenty? Ja zazwyczaj kolekcjonuję prezenty ….. przez cały rok. Po prostu gdy coś zobaczę, od razu widzę osobę, którą chciałabym tym obdarować. Ale takie najpoważniejsze zakupy robię w okolicach października – listopada……..i tu przyznaję, nie zdarzył się rok, bym nie dokupywała czegoś jeszcze w grudniu!
Pisałam już poradnik świąteczny 3 lata  temu i rok temu o tym, co naprawdę tworzy świąteczną atmosferę

Przez kolejne lata ewoluowałam jako człowiek i chyba jestem w miejscu, w którym wiele rzeczy zaakceptowałam. Nie machnęłam ręką, tylko zaakceptowałam w wolności serca.
Na przykład tego, że często dostaję nietrafione prezenty, albo zupełnie nieprzemyślane. Jak się z tym uporałam? Napisałam tutaj.

 

 

Jaka jest najlepsza rada, gdy dostaniesz nietrafiony prezent? Podziękować za niego.
W ogóle nie musisz się nad nim rozwodzić, próbując na szybko znaleźć jego zalety („Och, jaki piękny kubek! Na pewno mi się przyda, gdy zbiją się siedemdziesiąt cztery sztuki, które mam w szafce!” …) ale po prostu z wdzięcznością podziękować. Nie każdy ma radość z wybierania prezentów dla innych – są ludzie, dla których takie zakupy są istną udręką!

Jedno z najstraszniejszych zdań to „Ooo, a ja już mam tę książkę!” – to co z tego? Gdy święta się skończą, sprzedaj lub podaruj komuś, kto na pewno się z niej ucieszy!

Lubisz dawać prezenty? Ciesz się tym i skup się na efekcie Twoich starań!

 

 

Gwiazdkowe  mądrości

 

 

Jako rasowy Mover nie rozumiem, jak ktoś może świętować, obchodzić coś, co do czego nie ma przekonania, a jedynie z tradycji. Ja muszę wziąć temat, rozłożyć na czynniki pierwsze i go „poczuć”. Muszę być przekonana, że potrafię szczerze coś świętować. Tymczasem wiele, naprawdę wiele osób obchodzi święta na zasadzie tradycji. Mam też wielu znajomych z Czech – ateistów, którzy również obchodzą święta; każdy ma inny powód. Głównie dlatego, że: jest spokój w mieście, są prezenty i fajna atmosfera wokół tego, jest wolne, jest dobre jedzenie (bramborový salat rządzi!) . I okej!
Im też składam życzenia, ale nie jadę pouczającym Mickiewiczem („Wierzysz, że się Bóg zrodził w betlejemskim żłobie, Lecz biada ci, jeżeli nie zrodził się w tobie.”) – raczej uderzam w ich rozumienie tego czasu – pomaga mi w tym empatia.

 

Mam znajomą, która jest Świadkiem Jehowy i która po prostu ignoruje życzenia świąteczne – gdy nieświadoma, wysłałam jej kartkę bożonarodzeniową, nawet jej nie skomentowała, jakby sprawy w ogóle nie było. Już drugi raz tego błędu nie popełniłam, ale uważam, że nie jest to uprzejme zachowanie. Sama przez kilka lat ze względów religijnych nie świętowałam Bożego Narodzenia, wykorzystując każdą nadarzającą się okazję do głoszenia ludziom prawdy jednej i jedynej, czyli, że tak naprawdę świętuję nie narodziny Chrystusa, ale Boga – Słońca.

 

 

Cóż…. Wspomniałam o empatii? Otóż to nie taka prosta sprawa – empatię trzeba rozwijać, stawiać ją często w warunkach niekomfortowych, konfrontować z odczuciami całej masy innych osób! Byle wytrwać! Z każdą kolejną próbą jest lepiej.

Dziś nie komentuję już braku „komentarza świątecznego” mojej znajomej, bo świętuję tylko z tymi ludźmi, którzy cieszą się ze świętowania tak, jak ja!
Ale tak sobie myślę, że gdyby nie było to wydarzenie wyjątkowe, nie działoby się przy jego okazji tyle wyjątkowych rzeczy; te wszystkie znaki towarzyszące narodzinom Chrystusa, prowadząca gwiazda, trzej mędrcy, którzy wiedzieli gdzie i po co idą i uklękli przed królem królów! (to dopiero wiara!) Drogocenne dary złożone temu wyjątkowemu niemowlęciu, któremu sam Duch Boży ogłosił imię. Wielki niepokój w Jerozolimie, gdyż narodził się „kolejny” król i wielka ucieczka, nad którą ręka Boga pozostawała przez cały czas.
To było preludium tego, co ponad trzydzieści lat później miało swój wielki finał. Jest co świętować. Dzięki Bogu.

 

 

Moje święta i ja

 

 

Lata świąt z rodziną nauczyły mnie jednego: wdzięczności za te cenne lekcje. Bardzo mi zależy na tym, by schodzić ze swojego ego = rozwijać się jako człowiek wartościowy. Boże Narodzenie jest ku temu świetną okazją. W tym czasie całkowicie koncentruję się na innych, myśląc o ich potrzebach i marzeniach, konsultując je z poszczególnymi członkami rodziny, a potem obserwując obdarowanych.

 

Warto odpuścić. Nawet jeśli jesteś osobą typu Mover lub wysoko wrażliwą (lub jedno i drugie!), dla której ważny jest każdy powód każdego wydarzenia i pragniesz by wszyscy czuli je tak samo jak Ty, masz niepowtarzalną szansę by chociaż przez ten jeden dzień w całym roku zachować się tak, jak zawsze chciałaś, chciałeś. Osobiście wierzę, że każdy z nas tak naprawdę chciałby być jeszcze lepszy dla świata, niż jest. Spróbuj i zobacz, czy warto to przeciągnąć o kolejny dzień.

 

Jeśli chodzi o mnie – przede wszystkim cieszę się – nie będę tu oryginalna – że pojawił się KTOŚ, kto dał mi powód i do świętowania, i do ćwiczenia się w miłości do bliźniego – do skonfrontowania po raz kolejny mojego życia z Jego odwiecznym przesłaniem miłości.
W końcu mówią: jaka wigilia, taki cały rok!

 

Nie macie jeszcze wszystkich prezentów? Może TEN POST Was zainspiruje.

 

Jak będą wyglądać Wasze święta? Czy trawią Was jakieś świąteczne zgryzoty?