Czy ktoś jeszcze pisze listy?

Masz szczęście, że wyrwałaś się z tego okopconego miasta. Latem to u nas jest powietrze mniej zanieczyszczone, bo sąsiedzi nie ogrzewają mieszkań (gotują i grzeją wodę gazem). A teraz, zimą to dymimy wszyscy i my też. Ogrzewaliśmy mieszkanie gazem, ale to bardzo drogo kosztuje.

 

Wygląda jak e-mail z roku 2020, prawda? Czy zaskoczę Cię, jeśli powiem, że  to fragment listu z 1992, który do mojej mamy napisała jej znajoma?
Kilka dni temu robiłam porządki pod schodami – i zatrzymałam się na kilku pudełkach z myszką.  Wiedziałam, że chcę napisać post o listach i …. To znalezisko jeszcze szerzej otworzyło ten temat w moim sercu.

 

 

Czy kiedykolwiek napisałaś, napisałeś list?

 

 

Był rok 1990 gdy machałam na pożegnanie mojej koleżance z dzieciństwa. Ola była bardzo zatroskana o dalsze losy naszej znajomości – wyprowadzałam  się  przecież na drugi koniec świata. Całe 50 kilometrów dalej! Telefonu brak. Jak to teraz będzie? Z pomocą przyszła Poczta Polska.  Tak pisałyśmy do siebie listy regularnie przez co najmniej kilka lat.

 

fragment listu, rok 1992

 

Ola Olą, ale Święty Mikołaj mieszkał jeszcze dalej! Gdy dowiedziałam się, że mogę napisać list do oryginalnego Świętego Mikołaja, nie zawahałam się ani chwili!  Napisałam i nawet dostałam odpowiedź; kursywą, napisaną na komputerze, po angielsku. Prezentu nie dostałam, ale ta odpowiedź tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że CHCĘ dobrze znać język angielski!

 

fragment listu, rok 2001

 

Wkrótce listy pisałam już nie tylko z Olą, ale i z koleżankami, które poznałam na koloniach, a szczytem  tego zamiłowania pisarskiego była…. regularnie wymieniana korespondencja z moimi dwoma psiapsiółkami z technikum. Nie dość, że spotykałyśmy się codziennie w szkole, przegadywałyśmy każdą przerwę, często widziałyśmy się po lekcjach, to nadal nam było mało! Zaczęłyśmy się wymieniać listami – często obficie zdobionymi za pomocą kredek – opisując przebieg naszego dnia w domu, nasze obserwacje środowiskowe, emocje, problemy i załączając opinie na każdy, możliwy temat.
Gdy era listów pomału mijała, a my nie widywałyśmy się już każdego dnia, zaczęłyśmy pisać do siebie maile – kilka z nich zachowałam (na dyskietce :- )  ) i czasem do nich wracam, śmiejąc się, tudzież przeżywając nawet jakieś chwile grozy – dziś niektóre z dawnych wydarzeń widzę inaczej.

 

fragment listu, rok 1991

 

Rzeczywistość  z  listów

 

 

Podobnie było kilka dni temu, gdy odkurzyłam dawne listy koleżanek mojej mamy. Dziś sporo osób idealizuje lata 90. – ja trochę też, bo na początku 1990 byłam dzieckiem, chwilę potem nastolatką, codzienne sprawy związane z cenami, rachunkami, pracą jeszcze mnie nie dotyczyły, ale w listach czytałam zmagania ludzi dorosłych. Wiele mi te listy powiedziały. O trudnościach związanych z tym przełomem – przecież dopiero weszliśmy w nową rzeczywistość! Początki kapitalizmu, wiele napięć społecznych, problemów finansowych i …. bardzo niski poziom nadziei. To było dominujące przesłanie: nie wiadomo, jak to teraz wszystko będzie, jest coraz gorzej, jaka będzie przyszłość  nasza i naszych dzieci? ……

 

 

A potem był Internet

 

 

 

Gdy byłam „skazana” na pisanie listów i kontakt telefoniczny w długim kablem w tle, marzyłam by ktoś wymyślił jakiś sposób szybkiej komunikacji!  Jak by to było, gdybym wiadomość od koleżanki dostała tego samego dnia i….nie był to telegram?
No i voila! Internet. I paradoksalnie….. te wszystkie kontakty poluźniły się, a z czasem zanikły.

 

Przyszedł chyba taki czas, że zaczął nas otaczać nadmiar. Nadmiar informacji, możliwości, ludzi, obowiązków. Przyśpieszyliśmy. Sms , który wydawał się szczytem prędkości komunikacji, przestał wystarczać. Nadeszły komunikatory – ludzie chcieli mieć namiastkę realnego dialogu to jest jak najszybszej odpowiedzi. Na początku my – wychowani w  latach 90. zachłysnęliśmy się tym!
I nadszedł czas, gdy wróciłam do listów.

 

 

Slow  down

 

 

Listy każą czekać, ale jest to przyjemne oczekiwanie. Ta chwila, gdy otwierasz skrzynkę na listy i wyciągasz coś zupełnie innego niż rachunki, reklamy i przesyłkę z Aliexpresu……
Listy uczą się wysławiać i wyrażać. Oduczają słów rzucanych pod wpływem emocji i odpowiedzialności za nie – można oczywiście w nieskończoność tworzyć nowy list za każdym razem pisząc coś innego, ale można też zastanowić się, pomyśleć co chcemy przekazać i ułożyć to sobie w głowie.
List to szansa powiedzenia tego, co lezy Ci na sercu. Lub na wątrobie. Nie wszyscy potrafimy się konfrontować twarzą w twarz. Czasem znacznie łatwiej jest coś napisać.

List to szansa na skoncentrowaniu się na rozmówcy przez cały czas pisania, poświęcenie mu swojej uwagi i czasu  – wysłuchania go, albo też czas osobistych wynurzeń.

 

fragment listu, rok 1991

 

Dla mnie pisanie listu to swoista psychoterapia – momenty, kiedy poczułam się najlepiej, momenty uwolnienia od jakiegoś dziadostwa trawiącego moją głowę przez lata to moment wyrzucenia wszystkiego w liście i …..niewysłania go. A najlepiej spalenia.  Polecam!
Listy to przejście na rytm slow.  Zanurzenie się na tej jednej chwili.
Nie wiesz od czego zacząć slow life? Zacznij pisać z kimś listy!

 

 

Listy ratujące życie  

 

 

10 grudnia obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Praw Człowieka. I mnóstwo ludzi na całym świecie pisze listy  – a wiele z tych listów pomaga. Na przykład uwolnić więźniów politycznych w państwach totalitarnych. Na stronie Amnesty International możemy przeczytać na przykład wypowiedź Muhamada Bekzhanowa z Uzbekistanu:

 

„Wasze listy naprawdę podniosły mnie na duchu, gdy byłem w więzieniu. Dziękuję!”

 

Więźniami bywają dziennikarze zatrzymani w trakcie swojej pracy, chrześcijanie więzieni za wiarę, muzułmanie więzieni za wiarę, ludzie walczący o prawa człowieka….
O szczęśliwych rozwiązaniach można przeczytać tutaj 
Natomiast obecną listę osób, dla których możemy zrobić tak niewiele po prostu napisać list, można zobaczyć na stronie Amnesty International – a także przystąpić do maratonu pisania listów.

 

 

Jak zacząć pisać listy?

 

 

Jeśli mogę powiedzieć, że zawdzięczam coś Facebookowi, to są to między innymi grupy miłośników tradycyjnych listów! Szaleństwo ?! Trochę tak! Ale uwierzcie…. na tym świecie jest mnóstwo ludzi, którzy właśnie odkrywają lub odkrywają na nowo magię wysyłania i otrzymywania listu!
Jeśli nie wiecie, jak znaleźć korespondenta, wystarczy wejść na którąś z grup ludzi piszących listy, dać ogłoszenie lub poszukać anonsu odpowiedniej osoby. Znajdziecie ich w takich grupach jak:
Stare konie piszą listy (dla osób powyżej 20 roku życia) ,
Piszemy do siebie listy tradycyjne,
Piszemy listy,
Chcę korespondować – czas listów
Gołąb pocztowy   …… i kilka innych.

 

 

Dziś już nie piszę do Świętego Mikołaja – ale piszę listy z ludźmi z całego świata. Moją obecnie najdalej mieszkającą korespondentką jest Japonka. Kocham pisać listy i nieśpiesznie poznawać historie konkretnych ludzi.
Początkowo listy traktowałam bardziej zachowawczo – dziś nie ma dla mnie granic jeśli chodzi o ozdabianie listów! Uwielbiam własnoręcznie robić koperty, ozdabiać je – przyznaję, że moim ukochanym sklepem od zawsze był papierniczy, zatem teraz tę moją miłość do papieru wykorzystuję! Zaczęło się od jednego dziurkacza ozdobnego – dziś mam ich 11, ponad 30 kompletów pieczątek silikonowych i całe mnóstwo pojedynczych sztuk.
Pani na poczcie zna mnie i zawsze daje mi „ładne znaczki”, gdyż wysyłam „takie ładne listy” , a listonosz zna mnie po imieniu, mimo, że nigdy mu się nie przedstawiłam.

 

I tak sobie myślę, że pewnie za ileś lat jedna z moich bratanic znajdzie te listy w pudle  pod schodami i przeczyta, jakie problemy trawiły ludzkość w 2020 roku i co uszczęśliwiało starą ciotkę.
Dziś mam świadomość, że pisząc list, spisuję bieżącą historię, po której jednocześnie przejeżdża regularnie kombajn zmian – ale która być może będzie pokrzepieniem dla kolejnych pokoleń, może lekcją mądrości, refleksji, a może po prostu niezłym ubawem. Każdy powód jest dobry, by wysłać list!

 

 

Czy pisaliście lub piszecie tradycyjne listy? Co sądzicie o takim pomyśle w XXI wieku?