A gdyby tak się nie bać?!

Kto mnie już trochę czyta wie, że jestem kociarą – kocham co prawda wszystkie zwierzaki, ale od 7 lat jestem szczęśliwą, nieświadomą kocią mamą. Nieświadomą tego, że należy się o kota bać. I nie wolno go wypuszczać poza drzwi. I trzeba osiatkować wszystkie okna. I patrzeć, jak zwierzę przeznaczone do wolności jest trzymane na smyczy….. mojego strachu.

Niedawno spotkałam się ze znajomą. To miało być fajne, budujące spotkanie po latach – tymczasem przywitałam kłębek nerwów z mocno ugruntowanym strachem o najprostsze rzeczy dnia codziennego; seksu z mężem już prawie nie uprawia z obawy o ciążę. Każdego dnia drży o pracę. Sprawy materialne rozsądza po ludzku, jakby nie istniał w ogóle Ten, Którego świadomie lata temu wyznała jako swego Pana i Zbawiciela. I – o zgrozo –  którego głosi innym!

 

Z ludzkim strachem spotykam się na co dzień. I ja go rozumiem – nie podzielam, ale rozumiem; jeśli żyją nim ludzie niewierzący, to nie zadaję żadnych pytań – bo wiem, że dopiero przed nimi (oby) doświadczenie Bożego prowadzenia, zaopatrzenia, błogosławieństw. Przed nimi zaufanie. Ale gdy widzę postawę strachu u osób, które twierdzą, że są wierzące, to zawsze pytam:
– Wierzysz w Boga?
– No pewnie! – zazwyczaj odpowiadają bez wahania.
– A wierzysz Bogu? – Zawsze wtedy słyszę niby tak ALE…. I wiecie co; to co jest po „ALE” to jest prawda o nich. I to do nich kieruję ten post.

 

Dlatego powiadam wam: Nie troszczcie się o życie swoje, co będziecie jedli albo co będziecie pili, ani o ciało swoje, czym się przyodziewać będziecie. Czyż życie nie jest czymś więcej niż pokarm, a ciało niż odzienie?  (Mt  6, 25)

Wiara na wstecznym

 

Do strachu człowiek, nawet wierzący, zwykł podchodzić w sposób dość pobłażliwy; To naturalne, że się obawiam/ Jestem tylko człowiekiem/ Jezus też się bał.
Cóż, o to właśnie kim jesteś w Jezusie się w tym całym strachu rozchodzi. Bo jeśli uważasz się za „tylko człowieka” czy nie daj Boże (dosłownie) „tylko słabego grzesznika” to sorry – nie masz pojęcia, kim jesteś w Jezusie. Właściwie odrzucasz wszystko, co On dla Ciebie wygrał. Jednym słowem – Jego ofiara, Jego zwycięstwo –a jest to zwycięstwo pełną gębą – nie mają w Twoim życiu żadnego znaczenia, a ono samo jest jedynie pseudo-chrześcijańskie.
To tak jakbyś będąc od lat w małżeństwie codziennie,  cały dzień myślał/a  czy wychodzący do pracy współmałżonek nie zdradza Cię tam z sekretarką. Strach w życiu osoby, która uważa się za osobę wierzącą Bogu, sieje spustoszenie.

Spójrzcie na ptaki niebieskie, że nie sieją ani żną, ani zbierają do gumien, a Ojciec wasz niebieski żywi je; czyż wy nie jesteście daleko zacniejsi niż one? (Mt 6,26)

Co Ci robi strach

 

– Kontrola. Każda osoba wierząca, którą znam, a która kieruje się strachem, pragnie wszystko kontrolować. Z Bogiem włącznie.

– Brak pokory. Strach to brak pokory!

– Skrzywiony obraz Boga.

– Skrzywione pojęcie łaski.

– Ciągła troska. A troska to brak zaufania do Boga.

– Hamowanie błogosławieństw, ograniczanie Boga, który chce dla Twojego życia WIĘCEJ

– Stawianie siebie na pierwszym miejscu, w centrum uwagi, w centrum dowodzenia.

– Szukanie aprobaty u ludzi zamiast u Boga.

– Życie wg podwójnych standardów = rychła frustracja ; dla ludzi  >z zewnątrz< odgrywasz rolę człowieka pełnego wiary i ufności, zachęcając do tego samego innych podczas gdy Twoje życie, myślenie, jest zaprzeczeniem mocy i miłości Bożej, które to głosisz.

A któż z was, troszcząc się, może dodać do swego wzrostu jeden łokieć?A co do odzienia, czemu się troszczycie? (Ps 6,27-28)

Bojaźń  Boża

 

Znajdą się i tacy, którzy usprawiedliwią swój strach tak zwaną bojaźnią Bożą. Tylko co to właściwie znaczy? Już mówię: Bojaźń Boża to raczej strach przed oddaleniem się od Boga. I we mnie jest taka bojaźń; ja po prostu nie chcę przebywać w jakimkolwiek świecie, rzeczywistości, w której Jego nie ma – a jest to każda rzeczywistość, w której MNIE (lub czegoś innego)  jest za dużo a JEGO za mało. Ale ta bojaźń to nie jest realny, paraliżujący strach czy smutek! Powiedziałabym, że wręcz przeciwnie.

Jeśli więc Bóg tak przyodziewa trawę polną, która dziś jest, a jutro będzie w piec wrzucona, czyż nie o wiele więcej was, o małowierni? (Mt 6,30)

 

Ze strachem jest tak, że jako osoba wierząca, możesz go sprzedawać innym, to znaczy – możesz siać strach, a w rezultacie niewiarę. I nawet jeśli jakimś cudem wejdziesz do Królestwa Bożego , nie będziesz rozkoszować się życiem w nim – tam jest 100% zaufanie, nie ma zmartwienia (a zmartwienie to nie brak problemów tylko stan ducha, nastawienie do nich) .Tam jest wszystko rozwiązane!

 

Gdy chcesz się bać

 

W życiu z Bogiem nie może być tak, jak z wybieranym przez Ciebie horrorem – wyłączasz światło, robisz mroczną atmosferę, bo chcesz się pobać, przeżyć jakieś emocje.
Ale jeśli naprawdę chcesz się bać – a to jest kwestia decyzji – nie oczekuj wzrostu w Bogu i otwartego Nieba błogosławieństw – sam/a je powstrzymujesz. Bóg Cię nadal bardzo kocha, ale jeśli odpowiesz strachem na Jego ofertę, znajdzie kogoś innego. Gdyby Maria – matka Jezusa ze strachu odpowiedziała Bogu „Nie, nie mogę tego zrobić!” – Bóg znalazłby kogoś innego, bo Zbawiciel musiał przyjść na świat. Tylko co by było z nami, gdyby Jezus ze strachu się wycofał? Hm.

Albowiem nie dał nam Bóg ducha bojaźni, ale mocy i miłości oraz trzeźwego myślenia. (2 Tymoteusz 1,7)

Historia mojego strachu

 

Nie zawsze się nie bałam. Ale nadszedł taki czas, kiedy postawiłam wszystko na jedną kartę- na całkowite zaufanie.
Paradoksalnie zaufania i pokonywanie strachu względem Boga nie nauczyłam się siedząc w ciepłym, domowym  kątku, ale w miejscu, w którym mogłam liczyć tylko na Niego i Jego prowadzenie – w większości przypadków były to sytuacje „za pięć dwunasta”.
Nie czarujmy się : każdy z nas, chrześcijan chciałby być tytanem zaufania, wiary i całkowitej wolności, bez strachu – ale kto chce przechodzić naprawdę trudne sytuacje? No właśnie. A to w nich usuwa się strach i kształtuje się zaufanie. Tylko najpierw musisz dowiedzieć się JAKI jest Bóg, który ma Cię przez te sytuacje przeprowadzić i kim TY jesteś w Nim.

 

Nie troszczcie się więc i nie mówcie: Co będziemy jeść? albo: Co będziemy pić? albo: Czym się będziemy przyodziewać? Bo tego wszystkiego poganie szukają; albowiem Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. (Mt 6,31-32)

Kot wychodzący

 

Moje koty są wychodzące – bo ich przeznaczeniem jest wolność. Tak jak i moim. Jeśli jakiś rozschizowany kociarz zarzuca mi lekkomyślność, mówię: W moim domu wszyscy włącznie z kotami poruszamy się w Królestwie Bożym, nie kierujemy się strachem.

 

Już-dziękowanie

 

Wraz z kolejnymi latami przyszło wiele trudnych doświadczeń i tyleż samo ich naprawdę wspaniałych, takich zupełnie nie moich rozwiązań. One mi już wystarczyły. Za którymś przestałam w ogóle wypowiadać słowa strachu, zwątpienia, zamiast tego zaczęłam JUŻ – DZIĘKOWAĆ. Tak nazywam tę chwilę gdy jest problem w stylu węzeł gordyjski i nie ma w ogóle dobrego rozwiązania, w którą stronę by człowiek nie popatrzył. Mnie już wystarczy, że wiem kilka rzeczy o moim Bogu: kocha mnie, chce mojego dobra, a Jego dobro jest zawsze dobre i sprawiedliwe. I ja uświadamiając sobie to po raz kolejny, już dziękuję. I Go uwielbiam. I błogosławię tej całej sytuacji. I czekam, myśląc sobie: Nie mogę się już doczekać, co tym razem wymyślił mój Tata :- )
To nie jest zaklinanie rzeczywistości, żadna pozytywna mantra, poklepywanie się po ramieniu ze słowami „musi być dobrze”. Nie musi. Ale wiem, że chce :- )

Ale szukajcie najpierw Królestwa Bożego i sprawiedliwości jego, a wszystko inne będzie wam dodane. (Mt 6,33)

Ja się już nie boję – wiem, kto mnie kocha.  Ja po prostu siedzę i pachnę :- ) A po biblijnemu:

Oto człowiek, który nie uczynił Boga schronieniem swoim, Ale ufał wielkim bogactwom swoim(…)Lecz ja jestem jak oliwka zielona w domu Bożym; Zaufałem łasce Bożej na wieki wieków. Będę wysławiał cię na wieki za to, coś uczynił, I będę oznajmiał imię twoje wobec wiernych twoich, bo jest dobre. (Ps 52, 9-11)

 

Mój bóg – Strach

 

Po co Ci wiara, Bóg, jeśli masz się bać? Tak się nad tym zastanowiłam przy okazji tego spotkania, o którym napisałam na początku. Naszła mnie wtedy taka refleksja, patrząc na >Bożego< człowieka;  po co więc ta wiara i te wszystkie zabiegi, poświęcenia?! to chodzenie co tydzień do kościoła, pogoda czy nie pogoda, odmawianie sobie tylu rzeczy….w imię czego, jeśli na pierwszym miejscu jest Strach ?

Odwaga czyli przeciwieństwo strachu, nie jest dodatkiem do życia chrześcijanina – ale wręcz jego podstawą. Odwaga to okazanie wiary (a „bez wiary nie można podobać się Bogu”) to sto procent Twojego TAK na Jego wezwanie. Odwaga uwalnia, daje pokój, radość, poczucie bycia na właściwym miejscu, poczucie celu. Nie wiadomo z jakimi okolicznościami będziesz musiał/a zmierzyć się jako człowiek Boga – może to będą realne prześladowania, jak moich braci i sióstr w Pakistanie, może zmierzenie się z wyśmianiem, może zmiana kierunku życia, miejsca zamieszkania, chwilowe bezrobocie, zmiana kościoła;  Twoja odwaga lub jej brak zdecyduje o Twoim duchowym losie.

 

Jak się pozbyć strachu?

 

Proponowałabym tylko jedno: poproś Boga, by objawił Ci swoją miłość do Ciebie i pokazał Ci, kim dla Niego jesteś, jakie ma myśli o Tobie, żeby pokazał Ci Ciebie w Jego sercu.
Ta prawda będzie dla Ciebie powalająca.

Podejmij decyzję, że  nie chcesz już oddychać przez foliowy worek z dziurką wielkości główki od szpilki. I powiedz to na głos:

 

Wierzę – nie boję się

 

Podobno wyrażenie Nie bój się  występuje w Biblii 365 razy – to obietnica na każdy dzień roku.
Taką decyzję można podejmować każdego dnia po przebudzeniu : Dziś mówię strachowi NIE, bo mam wielkiego Ojca, który mnie kocha i wszystko, co On robi jest dobre. Nawet jeśli spotykają mnie złe rzeczy od innych osób, oddaję je Bogu- On wie, co z nimi zrobić. A ja się nie boję. Ja stoję w uwielbieniu i JUŻ dziękuję , bo moje sprawy są już rozwiązane w Królestwie mojego Ojca. Amen.

Bless you all!

Doświadczyłeś strachu jako człowiek wierzący? Jak go przełamałeś i jaką widzisz różnicę?

Pan jest pasterzem moim, Niczego mi nie braknie.
Na niwach zielonych pasie mnie. Nad wody spokojne prowadzi mnie.
Duszę moją pokrzepia. Wiedzie mnie ścieżkami sprawiedliwości Ze względu na imię swoje.
Choćbym nawet szedł ciemną doliną, Zła się nie ulęknę, boś Ty ze mną. (Ps 23,1-4)


 

 

  • Tak jak u Ciebie, moim największym strachem jest strach przed oddaleniem się od Boga.

    • I to jest jedyny, słuszny strach – o ile pozwala żyć i cieszyć się życiem :)

  • A u mnie jest na odwrót. Przestałem się bać z chwilą kiedy przestałem wierzyć w mitologiczny byt a zacząłem wierzyć w siebie. Bo wiem, że tylko sobie mogę zaufać i na sobie polegać. I nigdy się nie zawiodłem.

    • Dlatego ten post bardziej skierowałam do ludzi, którzy uważają się za wierzących w Boga. Dla mnie w takim przypadku jak napisałam jest jasny podział: można wierzyć w Boga i można wierzyć Bogu. Jeśli wierzy się w Boga to łatwo się zawieść.

  • Ja jednak myślę, że strach, obawa jest naturalnie wpisana w naturę człowieka. Im więcej wiemy, im więcej sobie uświadamiamy, tym więcej w nas obaw i lęków.

    • Są naturalne obawy, które uczą mądrości np. by nie wkładać rąk do ognia (chociaż i tu w niektórych przypadkach Królestwo Boże przychodzi z odsieczą :- ) [Mk 16,17-18] ) ale życie pod strachem… nie jest częścią tej duchowej rzeczywistości. Z bojącym się człowiekiem Bóg po prostu niczego nie może zrobić bo strach wiąże ręce . Możesz się z tym zgodzić?

      • Z racji tego, że do religijności mi daleko, trudno się zgodzić :). Ale szanuję punkt widzenia.

  • Tekst, który daje do myślenia. Naprawdę jest tak jak piszesz. Często przez to, że się boimy tracimy tak wiele… Dlaczego? Bo nawet nie spróbujemy zrobić tego o czym marzymy.
    Z moją wiarą ostatnio jest baaardzo na bakier. Kiedy czytam takie teksty mam wyrzuty sumienia, bo wiem, że Bóg istnieje i zdaję sobie sprawę z tego ilu Mu zawdzięczam.

    • Nie musisz mieć wyrzutów sumienia z tego powodu – każdy człowiek, który chce wzrostu duchowego, doświadcza wielu stanów, lęk jest jednym z nich- dopóki nie nabierze osobistych doświadczeń z Bogiem :) Ważne, by zawsze mówić Mu „tak” – to otwiera drzwi do poznawania tego, jak dobry jest i jak wszystko jest przemyślane, to, co On dla nas ma :)

  • Ciekawe spojrzenie na temat strachu :)

  • Iza

    Świetny tekst jak zwykle, droga Iwono :-) Strach to wiara niewłaściwie ulokowana, ze wszystkim zgadzam się w 100 %, a jednak … od samego patrzenia na to zdjęcie kręci mi się w głowie …

    • Dziękuję! Co do zdjęcia – ja się boję latać samolotem :-D ….ale latam.