Blondynka i motocykl

 

– Mamo, kupiłam skuter!
– Ty wiesz,  jak mówią na takich jak ty?….
– ???
– Dawcy.

Pamiętacie film „Terminator 2”? Odkąd go zobaczyłam, w 1991 zapragnęłam mieć motocykl. Taki, na jakim poruszał się Terminator. Był to oczywiście Harley Davidson, a ja miałam po premierze „Terminatora” inne sprawy na głowie i nowe rzeczy do chcenia niż motocykl, ale gdzieś tam z tyłu głowy ten obraz ja + motor, został.

Faceci, niby wchodzą w taki wiek, gdy kupują motocykl. I ponoć każdy facet marzy o motorze. Cóż, osiągnęłam wiek Jezusowy i widocznie TEN CZAS upomniał się i o mnie.
A zaczęło się całkiem niewinnie:
Postanowiliśmy z moim facetem ograniczyć używanie naszego wysłużonego samochodu do minimum, do niezbędnej konieczności, a w zamian kupić sobie po motorze.
I tak, wczoraj stałam się właścicielką Bartona Huragan 125-tki, który więcej niż 90 km/h nie pojedzie.  Ale jego wybór, wcale nie był prosty…

– Kochanie, jaki chcesz motor?
– Duży i czarny.

To było jedyne kryterium, jakim się kierowałam. Kiedy patrzyłam sobie na przeróżniaste jednoślady, gdy już jakiś NAPRAWDĘ mi się spodobał, okazywało się, że kosztuje około 40 tys.zł (np.,Yamaha TMax, Kymco  XCiting) Nagle przestało mi być wszystko jedno, na czym się PO PROSTU przemieszczam. Uznałam, że tylko te za 40 tys.zł. korespondują z moją osobowością. Niestety, nie korespondowały jednocześnie z naszymi funduszami i to przeważyło.
W ciągu ostatnich kilku tygodni naoglądałam się setek filmików na YT, przeczytałam cały Internet na temat różnych motocykli, które uparcie nazywałam skuterami.

Aż do dnia, w którym nabyłam Bartona. Nigdy wcześniej nie jeździłam na niczym co nie było rowerem lub samochodem, ale czułam, że w przeciwieństwie do dwuśladów, z motorkiem się polubimy!

Biurokracja

Pierwsze schody zaczęły się, gdy dotarłam do rejestracji. Pomijając ten drobny szczegół, że zapomniałam dowodu i prawa jazdy, mąż musiał mi je dowozić, to przy okienku, już cała happy ze wszystkimi możliwymi dokumentami tożsamości i nie tylko, zostałam odesłana z powrotem do salonu; otóż fakturę wystawiono na „skuter” a mój Barton okazał się niczym innym jak motocyklem. Cóż, opóźniło to moje szarżowanie po okolicznych szosach o całą dobę, ale przynajmniej miałam czas, żeby kupić sobie kurtkę. Takie kurtki na motocykl bardzo mi się podobają na innych motocyklistach. Gdy przymierzyłam kilka, zakupu dokonałam z niechęcią- mam jeździć z deską na plecach?! O kurtce później.
Tak na serio, trawiącym mnie problemem, który nie dawał mi spać po nocach był kask. Wydawało mi się, że na całym świecie nie ma kasku na moją głowę. Sprzedawca, mając widocznie do czynienia z kobietami, na moje ; Potrzebny mi kask, zapytał krótko; Ma być bezpieczny czy pod kolor?
Chociaż targały mną sprzeczne uczucia, wybrałam po prostu pasujący na moje dredloki. Przy okazji okazał się czarny. Gdy go założyłam, spełniły się moje najgorsze obawy: wyglądałam w nim jak kosmita, któremu odcięto dopływ tlenu. No trudno, o kasku później.

iw2Pierwsza  raz

Najpierw pojechał mój facet, potem ja. i…od razu poczułam się tak, jakbym robiła to od zawsze. Gdy jechałam, bardzo skupiona mając w głowie wszystkie filmiki pod tytułem „Tego nie rób na motorze” jakiś człowiek chciał mnie zaczepić i zapytać o coś, pewnie o ulicę, podstawiając pod nos mnie, jadącej po raz pierwszy na motorze i skupiając się na tym, żeby w miarę normalnie przejechać „hopek” – jakąś karteczkę. Wydałam z siebie jakiś dziwny dźwięk, połączony równie nieokreśloną gestykulacją, która miała wyrazić; Kamaaan, człowieku nie widzisz, że tu się jedzie??!!

Natomiast pierwszą „prawdziwą” jazdę czyli po ulicy z innymi uczestnikami ruchu, zaliczyłam dzisiaj. Po dzisiejszej jeździe jedno sobie obiecałam; już nigdy nie wyprzedzi mnie żadne Tico!
Ogólnie poszło naprawdę dobrze. I opanowałam jeden szkopuł, który pojawił się wczoraj!

Nieoczekiwany  problem

Mogłam przewidzieć jak koszmarnie będę wyglądać w kasku motocyklisty oraz, że będę mylić kierunek dodawania gazu, ale nie sądziłam, że tyle problemu sprawi mi zaparkowanie motocykla na centralnej stopce! Motocykl waży 113 kg, ja 65. Dodam, że jestem wyjątkowo silną fizycznie kobietą, a jednak nie mogłam zaparkować motoru. Ile się we trójkę (ja, mąż, szwagier) nakombinowaliśmy! Żadnemu z nas (każdy po ok.70 kg…) się to nie udało. W końcu odezwał się głos rozsądku (szwagier) To niemożliwe! Musi być na to jakiś sposób!
Gdzie się udaliśmy? Ano do skarbnicy wiedzy wszelakiej, czyli YouTube. I tam, po minucie już wiedzieliśmy co i jak. A następnie próbowaliśmy wcielić w życie. Okazało się, że…… no właśnie, konkurs wie ktoś jak to zrobić? ;- ) Ja już umiem. Po dzisiejszych próbach i mojej własnej modyfikacji, znalazłam sposób.

Praktycyzm

to najbardziej przydatne słowo w tym wypadku. Pomimo, że nie cierpię kasku, to muszę przyznać, że przednia szybka izoluje mnie całkowicie od wiatru. Kurtka (Wolf) jest solidna, ma wersję ocieplaną i przewiewną. I dobrze skrojona.
Paradoksalnie najmniej wygodne w tym wszystkim, są moje włosy – najpierw trzeba na nie uważać, wpychając mózg w kask, potem przyczepiają się do rzepów w kurtce.

Koszty

Motocykl wiąże się z jakimiś tam kosztami, ale…kto by o tym pamiętał? ;-)
rejestracja:  120 zł
ubezpieczenie:  100 zł/rok
kurtka:  ok. 330 zł  Można rzecz jasna kupić i za 2 tys.
kask: 100-1000 zł (ja dostałam gratis do motocykla…. który wywaliłam bo nie jest bezpieczny. Kupiłam porządny o taki KLIK) 
spodnie: ok. 300 zł (wciąż poluję i może w końcu uda mi się je kupić) W końcu kupiłam!  330 zł
rękawiczki:  180 zł

Motor lepszy niż samochód

To pozostawiam WAM  : – )  Co byście tu wpisali?
W ogóle, jeździcie na motorze? Jeśli tak, jakim? Jak długo? Jak wrażenia? Chcę wiedzieć wszystko :- )

motocykl barton huragan,skuter,kobieta na motorze,odzież motocyklowa,wolf

 

  • Nie zupełnie obalam mit, ale nie marzę o motorze. To jednak wcale nie znaczy, że nie chciałbym. Zagmatwane? Podobają mi się motory, a jakże, taki Harley lub inny śliczny chopper, ale nie marzę. Powodów jest kilka:
    1. Nie mam prawka na motor. Wiem, że to nie problem, ale z tym wiąże się punkt 2.
    2. Nie robię prawka by mnie nie kusiło kupić motor.
    3. Samokrytycznie stwierdzam, że gdybym posiadał motor znalazłbym się prawdopodobnie w gronie dawców. Wiem (nie pytajcie skąd), że nie potrafiłbym poskromić chęci do szybkiej jazdy. Wolę wyżywać się w 4 kółkach, bezpieczniej.

    • Iwona

      Ja nie mam prawa jazdy na motocykl :)
      Harley niejako likwiduje ryzyko bycia dawcą :D To ścigacze prędzej ;)
      Kto wieeee…może kiedyś się skusisz! Będziemy szusowac razem :D

      • No fakt, zapomniałem, że do pewnej pojemności chyba nie potrzeba kategorii A.
        Harley tylko niejako likwiduje ryzyko, ale ciągle jest to jednoślad i tez potrafi się rozbujać ;)
        Nie sądzę bym się skusił.

  • Chyba byśmy się nie zdecydowały na jazdę motorem. Obawiałybyśmy się o to, że sobie nie poradzimy, siebie lub kogoś uszkodzimy :P

  • Jako facet obalam mit, nie – nie każdy facet marzy o motocyklu :)

    • Iwona

      OK mamy jednego, który nie marzy o motorze :)