Ogarnąć ślub i całą resztę

W poprzednim poście zapomniałam napisać, z czego zrezygnowałabym, gdybym miała brać ślub. A przyszła mi na myśl rzecz istotna. Nie szkodzi, nadrobię w tym : – )

Nie, żebym była jakąś specjalistką od wesel, ale jednak uznaję empirię za matkę wszystkich nauk. Bywając na weselach, widząc to i owo, wyciągałam wnioski. A że jestem z natury ekstremalną hedonistką, staram się ułatwiać sobie pewne rzeczy, zamiast je utrudniać. Niestety, nie każdy podziela moje zdanie na ten temat i tak:

Siedzieliśmy do ostatniego gościa – Tak, jako naród wyjątkowy, wyjątkowo lubimy się poświęcać, umęczać na rzecz bycia gościnnym. Mój plan wydawał się dość szalony: robimy imprezę po angielsku: bawimy się z gośćmi do 22ej tudzież do północy (szczodry gest z mojej strony) i znikamy. Mój mąż jednak nie potrafił sobie wyobrazić takiego czynu i o godzinie 7ej rano zasypiałam na krześle czekając aż kierowca odwiezie ostatnią osobę. O 9ej musiałam wstać na śniadanie z gośćmi, którzy zostali na noc.
CHORE, niepotrzebne i ….po prostu bądźcie mądrzejsi.
Kilka lat później miałam okazję być na weselu właśnie w tym stylu: Młodzi ulotnili się o 21ej udając się na Miesiąc Miodowy, a goście bawili się nadal. Efekt? Wszyscy zadowoleni i wypoczęci.
Naprawdę…. nie trzeba robić czegoś na siłę. Jestem za wprowadzaniem nowych rozwiązań, przecież do wszystkiego co nowe, ktoś kiedyś przetarł szlaki!

Wejdź do strefy komfortu!

Wesele: tak, ale tylko 1 dzień – słowo „poprawiny” wywołują u mnie nieprzyjemne dreszcze. Lubię przeżywać coś po raz pierwszy i mocno, dlatego wszystko, co znów następuje mając nadzieję na tę samą energię, to dla mnie odgrzewany kotlet. I niepotrzebne wydatki.

Pokój przygotowań – zdecydowaliśmy się na imprezę w lokalu, który ma również pokoje na górze. Prócz kilku, które wynajęliśmy przyjezdnym gościom, jeden zarezerwowaliśmy dla siebie. Nie na noc poślubną, bo na to i tak nie było czasu (patrz: powyżej….) ale na zapewnienie sobie komfortu podczas wielogodzinnej imprezy. Na przykład: chciałam zetrzeć makijaż i poprawić look – szłam do pokoju, w którym miałam potrzebne rzeczy. Podobnie gdy chciałam się przebrać, odświeżyć lub położyć na chwilę. Takie rozwiązanie jest naprawdę nieocenione! A pokój dostaliśmy gratis.

Ciuchy na przebranie – jeśli nie jesteś księżniczką z rodowodem, to niestety każdy gorset, suknia do ziemi i buty na obcasie dają o sobie znać. Warto mieć coś na przebranie, by oszczędzić sobie wspomnień naszpikowanych bólem i dyskomfortem.

Makijaż – to była dla mnie najważniejsza kwestia. Mam lekkiego hopla na punkcie dobrze wyglądającej twarzy, a w tym dniu – uwierzcie – jest to podwójnie i potrójnie istotne dla dobrego samopoczucia! Przy czym, trzeba się w nim czuć dobrze i pewnie. Jestem przeciwniczką wszystkiego, co może odpaść lub zdeformować się w sposób, na który nic nie poradzimy, np. sztuczne paznokcie i – hit ostatnich sezonów- sztuczne rzęsy.
Mnóstwo zdjęć, mnóstwo gości składających Ci życzenia, patrzących prosto w twarz, wreszcie przysięga, podczas której Młodzi zazwyczaj patrzą sobie w oczy. Nie warto oszczędzać na dobrym, czyli dobranym i trwałym makijażu tego dnia. Można iść w sukience z second-handu, ale….Z TWARZĄ!

Organizacja czyli trochę rozgarnięcia

Jeśli masz wizję siebie jako panny młodej, kroczącej w zwiewnej  sukience z niekrępującym bukietem kwiatów i romantycznym wianku na głowie, której nie zakłóca żadna troska tego dnia, uszczypnij się, bo najpewniej jeszcze śnisz.

Wszystko, co jest związane ze ślubem i weselem wymaga czasu i zaangażowania oraz dobrej organizacji. Goście widzą już efekt, kiedy przybywają na miejsce, wszystko jest gotowe. Natomiast to Wy musicie zająć się każdym detalem. I przydałoby się mieć kogoś trzeciego do pomocy.
W Stanach czy Wielkiej Brytanii istnieje instytucja druhny. I uważam, że u nas powinna wejść ona na dobre!
O ile kwestie urzędowe musicie załatwić sami, inne, mniej istotne rzeczy warto powierzyć druhnie a najlepiej druhnom; załatwić winietki, bukiet (opcjonalnie….oczywiście) i wreszcie rzecz najistotniejsza:  impreza weselna.
To nie jest tak, że przychodzą goście i są w 100% samowystarczalni, wiedzą co i jak, gdzie mają wejść, kiedy, jak szukać swojego miejsca. Poza tym zawsze zdarza się coś nieprzewidzianego: brak krzesła, niewystarczająca ilość sztućców czy inne problemy logistyczne.  I na to trzeba zareagować.
Przyda się Wam ktoś rozgarnięty. Jest u nas tzw. starosta i starościna, ale niewielki z nich pożytek bo zajmują się tylko nalewaniem wódki.
Tu potrzebny jest ktoś, kto będzie trzymał rękę na pulsie i dopilnuje, czy wegetarianie dostaną swój posiłek, osoba niepełnosprawna czy starsza wygodnie się umiejscowi, a ty nie będziesz chodzić po sali z odpiętą sukienką.
Gdybym była mądrzejsza 5 lat temu, zrobiłabym „zebranie” i wyznaczyła do tych wszystkich drobnych (ale jakże licznych!) zadań odpowiednie osoby, ustalając  kto czego pilnuje.

Winietki – muszę to powtórzyć; to rzecz zbawienna. Oszczędzają mnóstwo czasu i niesnasek! Jeśli nie napiszesz czarno na białym, gdzie kto siedzi, goście przez godzinę i więcej będą krążyć po sali wybierając miejsce dla siebie! I nikt nie będzie zadowolony. Gdy na weselu koleżanki udało mi się zdobyć upragnione miejsce (koniecznie przodem do parkietu) ….. mnie i męża przegoniła stamtąd (dosłownie) mama panny młodej, ustalając, że to będzie najlepsze miejsce na pogaduchy dla niej i koleżanek. Ponieważ wszystkie strategiczne miejsca były zajęte, musiałam się zadowolić niechcianą miejscówką.

Czas – warto ustalić czas zakończenia imprezy. I to taki, który oboje jesteście w stanie zaakceptować. Ja nie cierpię wesel i w ogóle jakichkolwiek imprez więc urywam się z nich tak szybko, jak tylko się da – jeśli Ty też tak masz i trafisz na kogoś takiego jak mój mąż, który siedzi  na każdej imprezie do samiutkiego końca, aż go nie trącą miotłą, przeklniesz najpierw takiego gościa, a potem chwilę, w której nie zdecydowałaś o godzinie zakończenia wesela.
Jeśli wybierzesz opcję >zachodnią< (patrz wyżej) to godzina zakończenia Cię właściwie nie musi interesować.

Informacja – goście spodziewają się pewnego standardu. Jeśli zamierzasz wprowadzić coś nowego do polskiej rzeczywistości, warto ich o tym poinformować wcześniej –  wysyłając czy rozwożąc zaproszenia . Np. poinformować, że Wy, Młodzi opuścicie imprezę wcześniej, która będzie trwała nadal bez Waszego udziału. Jeśli planujecie wesele bezalkoholowe, też warto o tym wspomnieć – niech goście mają możliwość  zaprawić się wcześniej  ;- )

Finanse czyli punkt zapalny

Nie ma się co oszukiwać w dwóch kwestiach:  1) wesele jest kosztowne  2) wesele dlatego wzbudza tyle emocji (mieć czy nie mieć?) że jest kosztowne.

Często argumentem jest to, że za te 25 tys.zł lepiej udać się w podróż poślubną, niż zrobić wesele. I jest to jakaś prawda. I całkiem dobre rozwiązanie, jeśli ma się luźne 25 tys.zł i nie wiadomo, co z nimi zrobić.
Ale jest  również prastara opcja finansowania wesela przez rodziców.
Można też wziąć kredyt, żeby zrobić imprezę.
O ile te 2 opcje wydają się całkiem dobre : finansowanie samemu i przez rodziców, to trzecią podpięłabym pod – z kolei-  prastarą polską i niezbyt korzystną zasadę: Zastaw się a postaw się.

Na czym można oszczędzić?
Każda para i każde z pary ma swoje priorytety. Jak wspomniałam, na makijażu nie oszczędzałabym, ale na stroju, który jest dla mnie naprawdę czymś nieistotnym, już tak.
Zatem suknia ślubna – o ile garnitur pana młodego może być jeszcze wykorzystywany wielokrotnie do końca życia (zważywszy na dobrą przemianę materii…) suknia panny młodej po tych kilkunastu godzinach staje się zupełnie bezużyteczna. A suknia ślubna to przecież nie tylko sukienka, ale welon i pozostałe dodatki.
Myślisz o tym, by ją potem sprzedać? Cóż, po pierwsze  musisz i tak obniżyć cenę o kilkaset złotych, po drugie…. Przypomnij sobie, czy sama odkupiłabyś suknię od innej panny młodej, czy jednak wydałaś te 1600 zł (co najmniej) bo chciałaś mieć swoją, niepowtarzalną? Przyszła panna młoda również kupi/uszyje sobie nową. Ma to niewielki sens, bo i tak KAŻDA panna młoda wygląda koniec końców tak samo, naprawdę… niczym się nie wyróżnia prócz autorskiej twarzy.
Ale zrób test: weź 2 tys. zł w gotówce, podrzyj i wyrzuć przez okno – jeśli nie odczuwasz z tego powodu straty, zainwestuj w nową suknię ślubną.

Sporo można oszczędzić na samym weselu. Gdy będziecie dobierać menu, nie dawajcie się namówić na takie bajery jak fontanna czekoladowa (+ 300 zł) drogi tort (+700 zł)i tym podobne, wątpliwe atrakcje. Zamiast tortu dobrym i o wiele tańszym rozwiązaniem są coraz popularniejsze muffinki. Lub zamówienie tortu w cukierni nie mówiąc, że ma być „weselny” – tylko za to hasło i kilka marcepanowych różyczek zapłacisz kilkaset złotych więcej.
My, nasz tort (wcale mi na nim nie zależało) dostaliśmy z menu. Dopłata do niego była bodajże 200 zł.
Dobrze jest rozsądnie dobierać potrawy w menu; wiadomo, że to wesele, ale z tego powodu człowiek nie ma nagle 3 żołądków. I moja osobista rada, doradzona zresztą doświadczeniem innych: na weselach mało kto je ciasta. Nie ma sensu inwestować w nie nadmiernie.

Liczba gości – to może być punkt zapalny, ale całkowicie możliwy do ustalenia. My na samym początku zdecydowaliśmy, że nie chcemy dużej ilości gości i ograniczyliśmy się do 40. Pozostałych poinformowaliśmy o ślubie.

Wziąć ślub w USC –  to nie jest sarkastyczna propozycja. Biorę pod uwagę głównie czynnik głębokowierzących w naszym kraju. Znam tylko jedną (1) parę, która wzięła ślub w Kościele Katolickim  w pełni wierząc w to, co robi. Większość osób bierze ślub w Kościele Katolickim (to jest tu istotne) żeby  rodzice się nie czepiali, żeby było nastrojowo i podniośle,  żeby (najczęstszy argument) ksiądz nie robił problemu z chrztem przyszłego potomstwa, a moim zdaniem, panna młoda chce po prostu pokazać się w białej sukni. W USC też można, w dodatku cała przyjemność kosztuje 84 zł, zamiast 500 + wiele niechcianych spotkań przed.

Muzyka – zespół, orkiestra to zdecydowanie większy wydatek niż DJ. W dodatku nie grają podczas posiłków, co uważam za spory minus. O wiele przyjemniej spożywa się posiłki przy muzyce!
DJ to koszt ok. 1200-1400zł, można z nim ustalić repertuar, muzyka jest grana cały czas, całą noc bez dodatkowych opłat.

Napoje – mam tu oczywiście na myśli alkohol. Jeśli zakupimy go sami, koszty poniesione na alkohol spadną co najmniej o połowę.

Kamerzysta, fotograf – nie zniosłabym ani sekundy filmu ze swoim udziałem, mój mąż też nie, więc opcji kamerzysty nawet nie rozważaliśmy. Zdjęcia (nieustawiane) robiła nam koleżanka szlifująca fach fotografa, która jednocześnie była gościem; poprosiliśmy ją, żeby robiła takie zdjęcia, jak uważa i kiedy uważa za słuszne.

Przystrajanie sali – jeśli wynajmujesz salę, zawsze ją standardowo przystrajają. Jeśli chcesz coś innego lub dodatkowego – trzeba za to zapłacić. Po prostu zdecyduj, co jest dla Ciebie ważne w kwestii sali.
A jakie są Wasze pomysły na niepotrzebne koszty związane z TYM DNIEM?
Co uważacie za istotne, a co za zbędne?

slub,wesele,młodzi,nowożeńcy,organizowanie wesela

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

  • Nie ma takiej opcji, żebyśmy siedziały z gośćmi do rana. 2-3 i dziękujemy serdecznie :) Miejmy nadzieję, że przyszli małżonkowie też będę mieli takie poglądy :P

    • Iwona

      O to się właśnie rozchodzi :-D

  • Ja z jednej strony chciałabym mieć wesele, ale czasem sobie myślę, że lepiej odłożyć i zamiast tego pojechać właśnie w jakąś podróż. A zawsze można zrobić po prostu skromny ślubny obiad :)

    • Iwona

      Możliwości jest mnóstwo! Wszystko zależy od wyobraźni i odwagi Młodych. :)

  • Ja już mam pewną koncepcję odnośnie „wesela” i możliwych na nim oszczędności, ale jeszcze nie sprawdzałam, jak wyjdzie z organizacją. Tym bardziej, że mój obecny akurat uważa, że ten dzień powinien być wyjątkowy i nie wiem czy zgodzi się z moim skąpym i minimalistycznym pomysłem ^_^

    • Iwona

      A cóż to za pomysł? Ciekawam bardzo :)

  • Najgorzej to z tą sukienką. W tym miesiącu mnie to czeka, chociaż wymyśliłam sposób alternatywny. W końcu nie chcę być księżniczką. :)

    • Iwona

      No ja właśnie też nie chciałam być księżniczką ;-p Ale obecnie jest naprawdę mnóstwo opcji. Może być nawet wygodnie!

      • vanja

        A ja bym chciała ten raz w życiu poczuć się jak księżniczka..koniecznie w mistyczno-romantycznej Pradze:-)) czerwone suknie też mi się podobają..ale najbardziej to białe,wianek na głowie,przyjęcie na Zamku lub gdzieś gdzie jest zielono..