Nie bój się spełniać swoich marzeń!

Czy miałaś kiedyś tak, że bardzo czegoś chciałaś- jakieś Twoje marzenie, które naprawdę „czułaś” czekało sobie w poczekalni na lepsze czasy, ale one nigdy nie nadeszły? I teraz myślisz sobie, że jest już za późno, machnęłaś ręką, zamiotłaś pod dywan, wywaliłaś ze swoich myśli zastępując je czymś „praktycznym” ?

Tak, ja też miałam takie rzeczy :) Ale wierzę, że tęsknota za spełnianiem swoich marzeń, tych, które są częścią nas i bez których nie jesteśmy kompletni, to ta Boska cząstka. I z nią będzie jak z biblijnymi talentami: niewykorzystane, staną się przekleństwem, co można w wolnym tłumaczeniu zrozumieć: zgorzknieniem dla nas, bo nigdy nie wypełnimy tej dziury w duszy innymi rzeczami.
Ilu marzeniom pozwoliłaś odejść tylko dlatego, że bałaś się podjąć ich realizacji? Albo przekalkulowałaś, że się nie opłaci, że za drogo, że musiałabyś poświęcić trochę ze swojego obecnego komfortu lub środków? Albo też  zdałaś sobie sprawę, że nie wiesz, co ma być kolejnym etapem? Co zrobisz ze zrealizowanym marzeniem?
Jesteś np. księgową „z rozsądku”, ale zawsze marzyłaś, by studiować romanistykę i w ten sposób zarabiać na życie, bo język francuski towarzyszył Ci od zawsze, „czułaś” to, wypełniało to Twój czas i dawało radość.  Wtedy jednak odezwali się rodzice, znajomi, którzy zaczęli być głosem rozsądku: Na co ci to? /Będziesz mieć problem ze znalezieniem pracy!/ I co, chcesz się użerać z dzieciakami w szkole, albo ślęczeć nad tłumaczeniami?/  etc. Itd.itp.  Znasz to? :)

Nie dość, że wystąpiłaś z pomysłem przed bliskimi, choć sama nie byłaś dokładnie pewna, jak to wszystko będzie i naturalnie oczekiwałaś jakiegoś słowa wsparcia, podzielenia się pozytywnym doświadczeniem, czymś- co pomogłoby Ci podjąć walkę o marzenia, które na danym etapie życia i tak były lekkim szaleństwem, to spotkałaś się z murem. A głową muru nie przebijesz. Odpuściłaś.
Oczywiście, nie tak, że zaczęłaś łkać w poduszkę! O nie! Racjonalnie sobie wszystko wytłumaczyłaś. „Faktycznie, ciocia Janka ma rację: utknę w liceum z rozwydrzonymi dzieciakami”, „Marysia też skończyła filologię i trzeci rok szuka pracy w zawodzie”, „To za dużo by mnie kosztowało. Mam teraz inne wydatki, może kiedyś”.  I fajnie, gdy to KIEDYŚ w końcu może nadejść, jak w moim przypadku. A jeśli nie?

Porzucenie swoich marzeń wiele kosztuje. Naprawdę więcej, niż podjęcie ryzyka w celu ich realizacji.
Jeśli mówisz ” To tyle czasu zajmie!” wiedz, że czas minie i tak :)  Planujesz zrobić kurs wspinaczkowy? Rób wszystko z nastawieniem na to – za 2 lata, kiedy mogłabyś mieć już papier w ręku, uświadomisz sobie, że przez ostatnie 2 lata nie zrobiłaś nic w tym kierunku.

Nie wiesz, jak zabrać się do realizacji marzeń? Oto kilka srebrno-złotych myśli :)

Jeśli już na pewno wiesz, co będzie dla Ciebie dobre, co „czujesz” to od tego momentu jak pisał Coelho „Wszechświat zaczyna ci pomagać”. Cytat oklepany na maxa, ale naprawdę tak jest! Podam przykład:
Moim marzeniem było i jest pisanie. W każdym znaczeniu tego słowa z naciskiem na tworzenie :) Chciałam pisać opowiadania, powieści, wiersze i to tak, by je ludzie czytali. Przez lata, prócz biernego pisania nie zrobiłam jednak nic, by wykopać to marzenie na światło dzienne. Sama nie wiem dlaczego tak było.
W końcu jednak podjęłam rewolucyjną decyzję i…. zaczęłam pisać. Co? Nie pytaj mnie; wszystko po trochu :) Zajęłam się pisaniem drugiej książki, którą znajdziesz na www.miejsce-akcji.pl   moim pierwszym blogu. Tak! Otóż nie dość, że założyłam blog, to ten jest w dodatku drugi :) Mam tyle pomysłów, że gdziekolwiek nie idę, mam przy sobie mały notatnik, w razie ataku kreatywności :)
Ale co się jeszcze wydarzyło: zaczęły się otwierać kolejne drzwi; portale, wydawnictwa, imprezy, kluby, społeczności, dzięki którym mam szansę nie tylko zrealizować swoje marzenie, ale je REALIZOWAĆ; wpleść je na stałe do mojego życia, które już jest dzięki niemu pełniejsze :) A to dopiero początek!!

Zrób plan. To nie musi być jakiś super, biznes-plan! Zacznij sobie wyobrażać swoje marzenie jako coś realnego, co JUŻ jest Twoim udziałem. Marzysz o tym, by mówić biegle po hiszpańsku? Zamknij oczy i wyobraź sobie siebie mówiącą, rozmawiającą w tym języku :) Nie ma ograniczeń! Znasz absolutnie wszystkie słowa, zwroty, nie zacinasz się i nie stresujesz. Prawda, że przyjemne? To wyobrażenie (czyli: celu) sprawi, że z dużą determinacją przejdziesz wszystkie przeszkody, które pojawią się na drodze.

Czasem mam wrażenie, że naszym „cząstkom życia” czyli planom nadajemy nazwę ‚marzenie’ by chcemy pozbyć się odpowiedzialności za podjęcie ryzyka, ruszenie się z miejsca, by to po prostu zrobić. I w razie czego nikt nie nazwie nas dziecinnymi. Tak więc mamy realne plany (np. pojechać na Bora-Bora, zamieszkać w drewnianej chatce w lesie) ale tak przedkładamy przez całe życie pragmatyzm nad to, co naprawdę nas tworzy i określa, że zabijamy nim ostatecznie każdą cząstkę siebie, zadowalając się życiem na pół oddechu.

„To jest za trudne! / To nie jest łatwe!” mówisz raz po raz. Słowa trudny oraz niełatwy NIE SĄ synonimami słowa niemożliwy!!

No to co, zaczynasz dzisiaj? Daj znać, jak poszło :)

zdj.MotywK