5 filmów na długi weekend

Przed niektórymi z nas dłuższy weekend, ponadto jesienne wieczory – a nawet widmo lockdownu. Z pomocą przychodzi niezawodna platforma, jaką jest Netflix! Naoglądałam się tych produkcji, oj naoglądałam! Dziś postanowiłam polecić kilka z nich – właśnie z powodu wyżej wymienionych okoliczności.  Będzie straszno i śmieszno, pouczająco i na duchu podnosząco.
Jedziemy!

 

 

Dziewczynka z pionkami

 

 

Długo odwlekałam moment odpalenia TEGO serialu!  Po prostu uznałam, że skoro nie lubię filmów o sporcie i o szachach, a szachy – o zgrozo! – są  uznawane za sport to „Gambit królowej” nie będzie miał mi niczego do zaoferowania. Jakże się myliłam! Na szczęście Netflix cierpliwie czeka.
W swoim początkowym zniechęceniu nie zauważyłam istotnej rzeczy, jaką jest akcja rozgrywająca się w latach 50.i 60.  ubiegłego stulecia, w Stanach Zjednoczonych – a takie produkcje oglądam zawsze.

Zatem mamy Amerykę, zoom na stan Kentucky (w którym Harland Sanders właśnie walczy o przetrwanie swojego gastronomicznego biznesu znanego nam dziś jako KFC) i 9-letnią, rudą dziewczynkę, która zostaje sierotą. W sierocińcu, pewnego dnia i przez zupełny przypadek spotyka woźnego rozgrywającego samotną partyjkę szachów. Dziewczynka jest tak zainteresowana czarnobiałą planszą i ruchem figur, iż prosi woźnego, by  nauczył ją w TO grać. Szybko okazuje się, że mała ma bardzo przenikliwy umysł.
Kilka lat później w jej lepkie ręce trafia magazyn dla szachistów i…..daty oraz miejsca turniejów szachowych! Warto wspomnieć, że w przeciągu kilku lat, los Beth się odmienił; zostaje adoptowana jako nastolatka i chociaż jej nowa mama nie ma pojęcia, dlaczego nastoletnia dziewczyna interesuje się grą w szachy zamiast chłopcami i strojami, w pełni ją akceptuje i już niebawem stanie się jej sojuszniczką, skarbnikiem oraz towarzyszką w wyprawach na szachowe wojaże po całych Stanach Zjednoczonych.
Beth jest zawsze nastawiona na wygraną, jest bardzo pewna siebie, nie odpuszcza, chce wyzwań. Wkrótce przyjdzie jej się zmierzyć ze światowej sławy szachistą – Vasilem Borgovem (w tej roli jak zwykle dobry Marcin Dorociński).

 

Niektórzy mówią, że „Gambit…” jest ukazaniem siły kobiet, ich przebijania się w świecie zdominowanym przez mężczyzn. To poniekąd prawda. Warto tu jednak zauważyć, że Beth nie jest postacią perfekcyjną i silną; ma przenikliwy umysł, ale jest to raczej wynik jej osobliwych cech – jest między innymi nieco autystyczna. Odbieram ją mocno jako Sheldona Coopera w spódnicy. Trudno byłoby mi też mówić o „sile kobiet” kiedy tę siłę trzeba regularnie wspierać środkami odurzającymi, bo bez tego ani rusz. W filmie obserwujemy przemianę Beth – kilkukrotną. I złożoność jej charakteru. Podoba mi się to, że nie została zamknięta w tej fiolce z przepisem na fenomenalną szachistkę; wycofaną, skupioną , nieco nudną i tendencyjną. Zdaje się, że koleje losu zaskakują Beth tak samo, jak i nas. Warto poświęcić im czas!

 

 

Polskie ZOO w wersji hardcore

 

 

Pamiętacie, Wy  dojrzali w latach – kiedy  w latach 90. mogliśmy oglądać w telewizji program rozrywkowy „Polskie ZOO”? 
Program traktował o scenie politycznej w zabawny sposób, a popularnych polityków przedstawiały zwierzęta – mapety.  Polityka nigdy nie przestała być mniej lub bardziej wdzięcznym tematem popkultury. W zeszłym roku Patryk Vega wyczuł temat (szkoda, że nie poczekał do końca tego roku ….! To byłby hit. Może powstanie część 2 ) i zrobił film, który rozbawił mnie  już w pierwszej minucie – tytuł „Polityka”.

Wiem, że wiele osób nie lubi filmów Vegi – ja lubię jedynie niektóre, na przykład za rewelacyjny film uważam „Pitbull. Niebezpieczne kobiety” , za całkiem dobry „Służby specjalne”, a już zupełnie sympatycznym był „Last minute”. Dziś będzie o jeszcze jednym, ale poczekajcie.

 

„Polityka” nie różni się od innych filmów Vegi jeśli chodzi o obsadę – jak zwykle świetna. Postacie dobrane idealne, a tym razem każdy bohater był poddany jakby podwójnej ocenie – zastępował mapeta z lat 90.
Film w sposób groteskowy i bezkompromisowy przedstawia różne, głośne, polityczne afery – głównie towarzyskie – na  przestrzeni ostatnich kilku lat. I tak: jest romans posła Pięty, wypadek z udziałem Beaty Szydło, dotacje na uczelnię Rydzyka, kariera Misiewicza (w tej roli rewelacyjny Antoni Królikowski) a to wszystko przeplata się z wizją Prezesa; każdy z polityków wie, że nie należy do siebie samego, że jego być lub nie być zależy od szefa szefów, który wymienia swoich poddanych wedle bieżących potrzeb, zatem każdy z nich  korzysta ze swoich pięciu minut.

Nie znajdziemy tu rozkmin przyczynowo-skutkowych, Vega nie zagłębia się w psychologię charakterów – mamy to, co na tabloidach: bezlitosne (acz zabawne) obnażenie przedstawicieli władzy i pokrótce machinę tych wykorzystywanych – zazwyczaj niewłaściwie – pięciu minut władzy.

Zobaczymy też kulisy wybierania kandydatów na poszczególne stanowiska, przygotowania do wystąpień, a cały film jest zgrabnie posklejany z różnych wydarzeń, które śledziliśmy w mediach – tutaj mamy niejako zaproszenie za kulisy.

 

Z ciekawostek – przed wypuszczeniem „Polityki” głośno oponował Bartłomiej Misiewicz twierdząc, że reżyser uderza w  jego godność…zresztą….  Polecam wywiad.

 

 

Pomost między przeszłością i teraźniejszością

 

 

Innym filmem Vegi jest „Plagi Breslau” – patrząc na obsadę, można odnieść wrażenie, że ci sami aktorzy przechodzą z jednego planu filmowego Vegi, na drugi – co nie oznacza obsadowej klęski – wręcz przeciwnie.
Główną bohaterką filmu jest policjantka, Helena Ruś (Małgorzata Kożuchowska) która stara się rozwiązać serię tajemniczych i brutalnych morderstw mających miejsce regularnie; każdego dnia o tej samej godzinie. Helena nie potrafi początkowo dopatrzyć się wspólnego mianownika tych wszystkich morderstw – z pomocą przychodzi jej profilerka Centralnego Biura Śledczego, Iwona Bogacka (tę rolę absolutnie rewelacyjnie zagrała Daria Widawska) która interesuje się historią Wrocławia – okazuje się, że morderca działa według pewnego, historycznego schematu, a jego ofiary nie są przypadkowe.

Film jest mroczny, a jednocześnie dynamiczny i  intrygujący; są zwroty akcji, a na końcu widz zostaje uświadomiony i rozumie już wszystko: i początkową scenę w samochodzie i postać Heleny i….już wszystko :- )  Mogę polecić.

 

 

Słabość  Samsona

 

 

Trzeci film został mi polecony w komentarzach (dzięki!) i pozornie dotyczy … włosów. Główna, bohaterka, Violet ma obsesję na punkcie swoich włosów – walczy z nimi od dziecka, a ta walka to niechciane i podświadome dziedzictwo przekazane przez matkę. Violet miała nieco spaprane dzieciństwo przez swoje afrykańskie włosy, przyjmując podskórną prawdę: nigdy nie ułożę sobie szczęśliwego życia, jeśli nie ułożę włosów! Zatem powstał
„Chwyć życie za włosy” !

Poznajemy Violet, gdy bardzo liczy na oświadczyny swojego chłopaka. On nigdy nie widział jej w naturalnym look’u, on też uwierzył w jej doskonałość, a ostatecznie ich związek rozpada się – nomen omen – przez to, że Violet jest „zbyt idealna” i „mało spontaniczna”.

 

I nagle  Violet zaczyna być spontaniczna jak nigdy dotąd! Można śmiało powiedzieć, że odbywa podróż w głąb siebie, robi kolejne kroki by dowiedzieć się, kim i jaka naprawdę jest. Odkrywa, że jej włosy są winne całemu nieszczęściu i dokonuje kilku radykalnych zmian. Ma to efekt motyla.
Na początku napisałam, ze film pozornie dotyczy włosów. Bo tak naprawdę jest o akceptowaniu samego siebie – i nieważne, czy chodzi o włosy, nos, sylwetkę – ewoluująca postać Violet  przekazuje nam odwieczną prawdę: dopóki naprawdę nie pokochasz siebie i nie zaakceptujesz tego, kim jesteś, nikt i nic innego cię nie uszczęśliwi.
Odruchowo chciałam napisać, że to film dla kobiet. Otóż nie.  Już postać Clinta – chłopaka  Violet zaskakuje raz jeszcze, ale umówmy się: mężczyźni również nie akceptują siebie, chcą się zewnętrznie  „ulepszać” by w swoich oczach zyskać na wartości, poczuć się pewniej, bardziej sprawczo.
Każdy ma swoje centrum udoskonalania – tak, jak dla mężczyzn często jest to sylwetka, kobiety w swoim centrum mają włosy; bo dla kobiet włosy są ważne.
Violet nie akceptuje swojej natury – to, że ma afrykańskie włosy, że nie są one takie posłuszne jak te „białe”. Mnie się za to jej naturalne włosy ogromnie podobają – zwłaszcza, że tych afrykańskich włosów własnoręcznie dotykałam i uważam, że są ….kosmiczne! Jest to oprócz skóry węża, chyba najmilsza rzecz, jakiej dotykałam. Mają zupełnie inną strukturę niż włosy „białe”; są niczym jedwab, jakby utkane z najdelikatniejszej pajęczyny – mimo, iż sprawiają wręcz przeciwne wrażenie, prawda?
To jedynie mówi, w jakim złym wyobrażeniu o sobie samych może żyć wielu z nas.  
Violet w końcu przestaje żyć w tyranii swoich włosów i zaczyna żyć naprawdę. Film bardzo polecam.

 

 

Święty Mikołaj z tropików

 

 

Na koniec mam kino familijne, przyjemne dla oka i dla ducha – „Prezenty z nieba”. Fabuła jest przewidywalna, przyjemna, ale podszyta prawdziwą historią!
Otóż w amerykańskiej bazie lotniczej na jednej z tropikalnych wysp żołnierze przygotowują świąteczne paczki, które następnie zrzucają nad liczne, okoliczne wysepki odcięte od świata. Mieszkańcy wysp cały rok z utęsknieniem czekają na paczkę na spadochronie i cieszą się dosłownie ze wszystkiego, co w niej znajdą!
Idealny świat, prawda? Nie dla księgowych. Erica Miller zostaje wysłana z Waszyngtonu na wyspę Guam, by zdać raport z każdego wydanego przez jednostkę  centa. Inaczej: nie wiadomo, czy taka baza jest w ogóle potrzebna. Jeśli nie – jest do zlikwidowania.
Na miejscu, Erica – mimo początkowego dystansu – z dnia na dzień nabiera coraz większej pewności, że to, co robią amerykańscy żołnierze nie tylko ma sens i jest potrzebne, ale jest przede wszystkim….wspaniałe, piękne – nie jest jedynie ludzkim odruchem na potrzeby innych, ale wyjściem im naprzeciw z sercem na dłoni – lub raczej: na spadochronie.

Głównym dowódcą jednostki jest przystojny kapitan Andrew Jantz, to on jest sercem całego przedsięwzięcia, spotyka się z mieszkańcami wysepek, którzy traktują go nie tylko jak Świętego Mikołaja ale i przyjaciela.

 

Najwspanialsze w tym filmie są nie tylko cudowne widoki, ale i fakt, że historia jest oparta na faktach!

W rzeczywistości Operacja Christmas Drop rozpoczęła się w 1952 r. jako ćwiczenie szkoleniowe dla 54 Dywizjonu Rozpoznania Pogody na Guam. Kiedy załoga samolotu leciała na misję na południe od Guam, zauważyła mieszkańców wyspy machających do nich z ziemi. Załoga szybko zebrała przedmioty, które mieli na pokładzie samolotu i zrzuciła ładunek na wyspę. Od tego czasu tradycją stała się misja na pełną skalę prowadzona przez Departament Obrony, w ramach której co roku mieszkańcom Guam zrzucanych jest prawie 400 kontenerów towarowych. Obecnie jest to najdłużej działający transport powietrzny humanitarny na świecie.  Teraz prawdziwa operacja Christmas Drop składa się głównie z ochotników z bazy lotniczej Andersen, a także członków załogi z bazy lotniczej Yokota w Japonii. Począwszy od 2014 roku do operacji dołączyły Siły Powietrzne Pacyfiku; w 2015 r. dołączyły Japońskie Siły Samoobrony Powietrznej i Królewskie Australijskie Siły Powietrzne. Niedawno do operacji przyłączyły się Filipińskie Siły Powietrzne, a członkowie lokalnej społeczności Guam co roku pomagają zbierać datki. Pomimo wydarzeń w Operacji Christmas Drop, nigdy nie było żadnej rzeczywistej próby zakończenia operacji, która odbywa się co roku przy pełnym wsparciu Guam i Departamentu Obrony. [1]

 

Pod koniec filmu widzimy prawdziwe zdjęcia i nagrania z tej poruszającej, corocznej akcji. Wspaniały film rodzinny na jesienne  wieczory!

 

Tu się zatrzymam. Czy oglądaliście którąś z tych propozycji? Jeśli tak, jaką macie opinię? Czy którąś z nich polecilibyście? Jestem tez ciekawa, co ostatnio oglądaliście i co możecie polecić.

 

Tymczasem pozdrawiam, udanego seansu!

[1] Za: https://screenrant.com/operation-christmas-drop-netflix-true-story-air-force/