Weekendowo-wakacyjne odprężenie. Muzyka.

Chociaż „wakacje” (tzn.wolne) mam od jakiegoś czasu, coś około 2 tygodni, a sprawy kulturalne towarzyszą mi nie tylko w wakacje czy podczas weekendów, to właśnie podczas wolnych dni jestem bardziej „nastrojona” (wyczulona?) na muzykę, film, literaturę.

Całkiem niedawno zdałam sobie sprawę z tego, że kiedyś (mniej więcej w wieku nastoletnim) byłam w stanie SŁUCHAĆ MUZYKI. To znaczy: spędzać godziny tylko i wyłącznie na tej czynności. Potem, nie wiedzieć dlaczego zaczęłam muzyki używać; jako tła/podkładu do ćwiczeń, sprzątania, uczenia się (!), gotowania, buszowania po Internecie. Przestałam przeżywać muzykę :-/
Do tego powróciłam całkiem niedawno, a pomogła mi w tym cudownie genialna Nina Simone. Tak, pokochałam blues i jazz; kolega powiedział mi kiedyś, że do tej muzyki trzeba dorosnąć. No i dorosłam :) W wieku 32 lat czuję się szczęśliwą słuchaczką jazzu. Zaczęłam całkowicie niewinnie :) Kilka lat temu była w Bielsku-Białej fajna kawiarnia (niestety….czas przeszły. Czemu to, co fajne znika?) której klimat, w dużej mierze tworzony przez muzykę sprawiał, że człowiek wchodził i wsiąkał na wiele godzin. Gdy opuszczał lokal, to okazywało się nierzadko, że minęło np. 5 godzin, zamiast 1 (wg osobistego przekonania :) ).
Zapytałam kiedyś w lokalu o tę magiczną płytę, którą wałkują, przenosząc ludzi w błogostan lat ’20. Okazało się, że to coś w stylu jazz cafe. Zakupiłam, zaczęłam te wędrówki w czasie we własnym domu :)
No a teraz rozkoszuję się każdym słowem Niny Simone jak najcudowniejszym ciastkiem (dla mnie: brownie tudzież ‚marlenka’). Bo gdy muzyki słuchasz, to dajesz się prowadzić za rękę po jej zakamarkach; z Niną możesz zejść do jazzowej piwnicy pełnej dymu tytoniowego, albo znaleźć się na słonecznej werandzie Georgii czy Karoliny, w senne, niedzielne popołudnie.
Nina nie wstydzi się śpiewać o słabości w miłości :) A ja Cię zachęcam byś pozwoliła jej opowiedzieć tę historię :)
ps. Masz takie muzyczne „odloty” ?

nina