#MeNot – nie bądź ofiarą!

11 września 2001 doszło w USA do serii zamachów terrorystycznych, pod którymi dumnie podpisała się Al-Kaida. Dwie wieże runęły, a na ich miejscu powstała tak zwana strefa zero. Cmentarzysko, ściana płaczu? Bynajmniej.

 

Wolisz wersję audio?  – Tutaj mnie posłuchasz

 

Ówczesny burmistrz Nowego Jorku, Rudolph Giuliani zapowiedział zagospodarowanie tego miejsca, mówiąc: Wyjdziemy z tego silniejsi!
Jakże inna to podstawa od tej, która zaczęła się wkradać do społeczeństw tak zwanych zachodnich i rozpanoszyła się w nich na dobre – postawa ofiary.
Czy znasz ludzi, którzy zrobili grób swoim złym  doświadczeniom, błędom, rozczarowaniom, troskom, tragediom i nie wyszli  z cmentarza, tylko rozsiedli się wygodnie wokół grobu i do dziś opłakują to, co pogrzebane? 

 

Możesz mieć taką osobę w swoim otoczeniu. Trudno jej pomóc, gdyż zagasza każdą próbę udzielenia jej pomocy hasłami typu:  Tak, ale…  To może skuteczne dla kogoś innego, moja sytuacja jest zupełnie inna …  
Tę pozycję ofiary nazywa się też wyuczoną bezradnością.  Takie osoby pozornie i długo szukają rozwiązań, ale kończy się to jedynie na zwierzeniu się ze swoich trudności i skwitowaniu : Mnie się i tak nigdy nic nie uda ….  Ale to nie dla mnie ….  Nawet jeśli idą do terapeuty to po to, żeby ponarzekać. Po czym  w dalszym ciągu tkwią w poczuciu beznadziei, obwiniając  za  to położenie okoliczności, pewne cechy swojego charakteru, innych ludzi, Boga.
I niestety często inni na tym korzystają.  

 

Hillary Clinton kandydując na prezydenta, zwróciła się do czarnoskórych tymi słowy: Jesteście uciskani, jesteście ofiarami , a ja jestem z wami (ja wam pomogę)!  Ileś lat po prześladowaniach na tle rasowym, kiedy Murzyni żyjący w Stanach mieli czas stanąć na nogi, skorzystać z całego ‘dobrodziejstwa’ wolnego kraju i przekonania, że jak sobie pościelisz tak się wyśpisz niezależnie od tego, kim jesteś, są znów upupiani jako ofiary społeczeństwa i systemu.

 

Oj, kogoś uraziło wyrażenie Murzyn? Jakiś czas temu pewien biały polityk rozmawiał w większym gronie, w którym był również  amerykański  Indianin.  Jakaś osoba notorycznie nazywała go właśnie Indianinem, na to biały polityk zwrócił uwagę:
– Nie powinien pan pozwalać nazywać się Indianinem, tylko rdzennym mieszkańcem Ameryki! Indian to obelżywe określenie.
Na co ów Indianin odparł:
– Nie, rdzenny Amerykanin mnie obraża, za to Indianin to bardzo dobre określenie stanowiące pomnik dla  głupoty białych ludzi , którzy myśleli, że dopłynęli do Indii, a wylądowali w Ameryce.

 

Niestety dzisiaj wielu Indian żyjących w Stanach Zjednoczonych nie może się jakoś  pozbierać – jest wśród nich największy odsetek alkoholików oraz samobójców.  Nie muszą żyć w rezerwatach, a zachowują się tak, jakby nie mogli się z nich ruszyć. Mają tożsamość ofiary.

O amerykańskich przykładach można by dużo mówić, ale zostawię to sobie na kolejne posty. Polska wcale nie jest wolna od kultu ofiary, który nie skupia się już tylko na tak małych poletkach jak najbliższe otoczenie, a wychodzi na ulice. Ale od początku.

 

Kim jest ofiara?

 

Na pewno nie jest …. ofiarą, ale za taką się uważa.  Coś mogło się w jej życiu wydarzyć trudnego, traumatycznego nawet  i ona  w tamtym miejscu została. Załóżmy, że miała trudne dzieciństwo. Mimo, że dziś ma 30 lat, w swoich  życiowych  niepowodzeniach stale widzi piętno dzieciństwa. To dlatego w pracy jest pomijana, nie ma przyjaciół oraz udanego związku.  To matka i ojciec są winni temu, kim ona teraz jest i temu, kim być nie może.
W rzeczywistości taka osoba sama siebie ogranicza, gdyż łatwiej jest zrzucić odpowiedzialność na kogoś innego, na COŚ zewnętrznego,  niż wziąć sprawy w swoje ręce. Zaryzykować, podjąć działanie, iść do przodu i nie oglądać się za siebie. Ona nadal tkwi jednak w przekonaniu, że jej przeszłość ma większą „moc”  niż teraźniejszość.

Ofiara ucieka przed życiowymi wyzwaniami, rozwojem, stawieniem czoła światu, który przecież nie jest, nigdy nie był i jutro też nie będzie idealny (czyli w zasadzie to jaki?) .  Woli oddać kontrolę czynnikom zewnętrznym. Można bać się utraty kontroli, ale można też bać się ją mieć i osoba z tożsamością ofiary boi się wziąć odpowiedzialność, gdyż nie wierzy w zmiany, które sama w zakresie swojego życia mogłaby zaprowadzić.  Stale zrzuca winę na INNYCH – to inni są winni jej nieszczęścia, nieudolności, inni ją ograniczają, bo gdyby nie „ci inni” to co ona by zrobiła!  Kim by nie była!

 

 

Rola ofiary szczególnie mnie denerwuje, bo jest to postawa, której nigdy się nie poddałam. Uważam ją po prostu za poniżającą.  Wyparła postawę godności i honoru, które tak cenię.
Przyznałam już kiedyś, że miałam nie najszczęśliwsze dzieciństwo, ale nigdy nie myślałam, że podejmuję przez to złe decyzje, mam bardziej pod górkę niż inni i z tego tytułu coś więcej, cokolwiek! mi się należy, że inni powinni mnie zrozumieć i że INNI są w ogóle winni temu, jak żyję; co mam, czego nie mam, kim jestem, kim nie jestem.  Przejęłam całkowicie ster mojego statku i wpłynęłam na wody, które mi się podobały.
Nikt nie jest winny jeśli z czegoś w swoim życiu nie jestem zadowolona, prócz mnie samej.  Mało tego! Właściwie to jestem wdzięczna temu, na co sama nie miałam wpływu, bo wierzę, że to mnie ukształtowało i wzmocniło, wykrzesało we mnie wiele pozytywnych cech i umiejętności.

Tymczasem bycie ofiarą coraz bardziej jest społecznie nagradzane, przez co ludzie z poczuciem bycia ofiarą (nadal twierdzę, że nie ma ludzi – ofiar) czują się komfortowo, chronieni, akceptowani, żyją w zupełnej stagnacji i jeszcze myślą, że to jest normalne. Zastanawia mnie tylko, jakie przemyślenia będą mieli u kresu życia?

USA to wylęgarnia „pokrzywdzonych” . Łatwo tam o nie ze względu na różnorodną specyfikę społeczeństwa i kilka nieciekawych historii.
Jeśli kiedyś słyszałeś, słyszałaś określenie, że najlepiej żebyś był białym, heteroseksualnym mężczyzną   można sobie wyobrazić, że najgorszą opcją jest czarna, homoseksualna kobieta! Ale nie tylko. Już w ogóle czarnoskórzy, kobiety, homoseksualiści.  Zatrzymajmy się na tych ostatnich. Bo jeśli mowa o polskich realiach, to u nas właściwie nikt tak głośno nie krzyczy głosem ofiary jak homoseksualiści oraz skandujące w imieniu wielu ofiar feministki (o tym niebawem, bo jest tego trochę).

 

 

Adwokaci

 

 

Okazuje się, że w nowej wersji świata  nie ten jest bohaterem, kto radzi sobie na swój sposób z przeciwnościami losu, ale kto chowa się za plecami TYCH, których pozywa do załatwiania swojej sprawy. Tym adwokatem jest rząd, samorząd, organy ścigania.
W kulturze godności i honoru pojedynczy człowiek nie chce, by państwo mieszało się do jego prywatnych spraw.  W tej nowej „kulturze” ludzie idą poskarżyć się władzy i chcą by to inni walczyli za niego. O ile jest to całkowicie zrozumiałe w przypadku dzieci, to osoby dorosłe czyni…. dziecinnymi. Upupia. 

Niestety gro tych, którym zależy na posłuchu (czytaj: wyborcach) w taką niszę trafia, jak wtedy Hillary Clinton, jednocząc się z tym tłumem „ofiar”, które oczywiście tylko on(a) jest w stanie wybawić. Ej, nie trzeba. Jezus już to zrobił raz na zawsze. Już nikt nie musi być ofiarą.

 

#MeNot

 

Pamiętacie akcję  MeToo? Nagle z całego tego Mordoru, którym jest Hollywood zaczęły wyłaniać się czyste jak łza kobiety, które rok temu, albo trzydzieści lat temu zostały wykorzystane seksualnie przez mężczyznę i teraz sobie o tym przypomniały.  Mnie by było wstyd.

Tak, czuję już bluzgi niektórych na monitorze. Mam nadzieję, że każdy czytający ten tekst jest świadom tego, iż jestem przeciwna przemocy – czy to fizycznej, czy psychicznej, jakiejkolwiek. Napisałam, że byłoby mi wstyd to ogłaszać publicznie, bo znów musiałabym stanąć na tym miejscu z napisem „ofiara”. I to by chyba oznaczało, że ta tożsamość ofiary we mnie siedzi tyle czasu, i że przez te powiedzmy dwadzieścia lat niczego z tym nie zrobiłam – że nawet nie przerobiłam tego tematu z dobrym terapeutą. Zgodzicie się, że czym innym jest pójście na policję w celu powstrzymania i ukarania sprawcy , a czym innym ogłaszanie publicznie swej krzywdy i babranie się w tym latami?
Gdy człowiek przyjmuje tożsamość ofiary, nigdy nie wychodzi z tej pętli. To się po prostu nie kończy – pozostaje ofiarą na zawsze. Niezależnie od tego, co inni dla niego wywojują, jakie będzie miał prawa, przywileje, w swoim umyśle pozostanie ofiarą, osobą zależną.
Poczytałam trochę o ruchu #MeToo i nie chcę brać pod lupę motywacji każdej z tych osób, gdyż ich nie znam, ale mówiąc wcześniej o kole zamkniętym, myślę o Asii  Argento, która jako jedna z głównych postaci tego ruchu publicznie oskarżyła o molestowanie Harveya Weinsteina, a  ją z kolei o to samo, oskarżył  Jimmy  Bennett, któremu wypłaciła pewną sumę w ramach ugody.

 

 

Kwestia  do przemyślenia

 

 

Są wśród nas tacy Polacy, chrześcijanie,  którzy – podobnie jak Żydzi – święcą szabat. To oznacza, że między innymi nie pracują od zachodu słońca w piątek do zachodu słońca w sobotę. Kiedyś byłam jedną z nich.  Jak można się łatwo domyślić, to też ludzie, którzy potrzebują pieniędzy na życie, zatem parają się różną pracą, a sprawą standardową jest to, że w licznych miejscach  są odsyłani z kwitkiem – powodem jest właśnie wolna sobota.  Ja sama byłam niejednokrotnie w sytuacji, kiedy już, juuuż chciano mnie zatrudnić, NIESTETY – praca w sobotę, przykro nam, nie możemy dać pani pracy.  To samo spotykało dziesiątki moich ziomków. Co robiliśmy? Szukaliśmy pracy dalej.

Tak, należeliśmy w katolickiej Polsce do mniejszości. I rozumieliśmy to. Nie byliśmy kimś gorszym, wcale się tak nie czuliśmy, po prostu tak funkcjonuje państwo, tak funkcjonuje również kapitalizm, wolny rynek – i bardzo źle by się podziało, gdyby nas zatrudniano tylko dlatego, że jesteśmy wołającą o pomoc poszkodowaną mniejszością.  KLIK
Nie przypominam sobie, aby ktokolwiek wniósł  sprawę do sądu czy maszerował ulicami większych miast.
Oczywiście, zwrócenie na nas uwagi rozwiązałoby  wiele naszych problemów, ale ja osobiście czułabym się jak tupiące dziecko, któremu ktoś w końcu dla świętego spokoju dał lizaka, o który się upominało. Niepoważnie.

 

A dziś obserwujemy bezmyślne wychodzenie naprzeciw źle pojmowanej równości i chęci zrobienia dobrze każdemu, oczywiście w myśl własnych korzyści (np.poprawność polityczna, chęć uniknięcia konfliktów) i dlatego też w Norwegii obserwuje się efekt złotych spódniczek (czyli kobiet zatrudnionych na danych stanowiskach tylko i wyłącznie ze względu na płeć) w Hollywood przymusowe Oscary dla czarnoskórych twórców. I zatrzymajmy się na czarnoskórych.

Czy kogoś zdziwi stwierdzenie, że obecnie Stany mają do czynienia z czymś takim jak odwrotny rasizm? Podam przykład. Amerykański reżyser Jordan Peele orzekł, iż w swoich filmach nie będzie zatrudniał białych aktorów, gdyż nie widzi takiej potrzeby, poza tym „takie filmy już widział”. A teraz wyobraźmy sobie, że takie orzeczenie wydaje Steven Spielberg czy James Cameron w odniesieniu do czarnoskórych aktorów….

 

Nigdy nie przyszło mi do głowy, aby kogokolwiek winić za trudne sytuacje z mojego życia – to była moja sprawa i nie wołałam „Pomóżcie mi żyć!”, „Chcę mieć tak samo jak mój sąsiad!”. Nawet nie było mi smutno z tego powodu, bo całą moją ufność i nadzieję położyłam w Bogu, w myśl słów „Jeśli Bóg z nami, któż przeciwko nam?” (Rzymian 8:31).

Jeśli masz pewność, że Bóg jest z Tobą bo jesteś człowiekiem według Jego serca – nie bój się. Zapewni Ci wszystko to, czego potrzebujesz. On też przejął raz na zawsze rolę ofiary – za Ciebie.
Jeśli masz jednak  wątpliwości – jeszcze dziś zwróć się do Niego, a następnie świadomie zdecyduj się na zmianę sposobu myślenia. Przede wszystkim o sobie. Przyjmij nową tożsamość nie taką,- to nie będzie taka, za którą się ukryjesz, ale taka, dzięki której wyjdziesz do świata, i pozwól uwolnić się do życia pełnego działania, satysfakcji i odpowiedzialności – nic nie smakuje tak dobrze.