Serial tygodnia: 7 żyć Lei

 

Lea jest pozornie zwyczajna, zagubioną, francuską siedemnastolatką. Pewnego dnia bierze udział w imprezie w wąwozie, gdzie znajduje…ludzkie szczątki. Gdy na miejscu zjawia się policja, zaczyna się dochodzenie. Ale już najbliższej nocy Lea dowie się, do kogo należą znalezione kości.
Będzie próbować dowiedzieć się też, dlaczego właściciel kości zginął i podejmie próbę uratowania go.

Jak?

Gdy Lea zasypia, przenosi się w czasie wstecz o 30 lat.  
Budzi się w nieswoim łóżku, w nieswojej skórze – jest Ismaelem; chłopakiem, który zakończył swój żywot może zbyt szybko, tam w wąwozie, 21 czerwca 1991 roku.
Lea spogląda na datę – jest 15 czerwca. Ma kilka dni, by poznać historię Ismaela. Tymczasem… przebywa w jego skórze, w jego życiu, poznaje jego świat. Lecz nie pozostanie w nim na długo. Nadchodzi kolejna noc….

Lea budzi się 16 czerwca 1991 roku, znowu w innym domu; nie jest ani Leą, ani Ismaelem – ale jest kimś z jego otoczenia, kogo w dodatku bardzo dobrze zna! Zegar tyka, a Lea obudzi się jeszcze pięć razy w przeszłości; wśród kaset, magnetofonów i budek telefonicznych. Będzie uczestniczyć w życiu młodzieży lat 90., przeżyje nie swoje troski, nie swoje dramaty i nie swoje małe szczęścia. A może właśnie jej małe decyzje spowodują efekt motyla, który zmieni z kolei jej świat w roku 2021?

Bardzo zachęcam do seansu „7 żyć Lei” (Netflix).

 

Refleksja

 

 „7 żyć Lei” to miniserial, który ogląda się w sympatycznym napięciu, czekając na to, co będzie dalej? Kim jeszcze będzie Lea? Czy zdoła uchronić Ismaela przed śmiercią? Gra młodych aktorów zasługuje na uznanie; za każdym razem muszą odgrywać „siebie” nieco inaczej.

Lea, podczas tych mimowolnych, conocnych przenosin miała okazję, której nie miał i nie będzie miał nikt z nas – okazję do pochodzenia w cudzych butach.  W języku polskim mamy powiedzenie wejść w czyjąś skórę – po angielsku brzmi to dosłownie wejść w czyjeś buty (walk in somebody’s shoes) i Lea ma ten przywilej; poznać dogłębnie to, co inni znają tylko z pozorów; wciela się w losy kilku osób, które na początku serialu poznajemy powierzchownie  – ale czy nie tak właśnie znamy ludzi wokół nas? Wydaje się nam niejednokrotnie, że wiemy o kimś wszystko, podczas gdy prawda o nim jest zupełnie inna.  Lea poznaje te prawdy do szpiku kości.

 

Co sprawiło, że siedemnastolatka podejmuje tak desperacką próbę ratowania nieznajomego chłopca, w dodatku nie z jej rocznika, nie z jej wieku?! Być może ta pasja, która robi z nastolatkami, co chce; może działać destrukcyjnie, ale porywa się też na rzeczy duże, ważne?

Podczas tych podróży, Lea dowiaduje się prawdy o sobie, swojej rodzinie i mam wrażenie, że dojrzewa – na pewno dojrzewa do miłości; tej jedynej prawdziwej i nieobłudnej, która potrafi usunąć się w cień, gdy w grę wchodzi czyjeś szczęście.