Film tygodnia:  Każdy człowiek rodzi się wolny

Czekałam na ten film kilkanaście lat. I w końcu jest! Netflix wyszedł mi naprzeciw!
Ponad dekadę temu dowiedziałam się o kobiecie, która zaimponowała mi determinacją, niezłomnością, odwagą, a przede wszystkim wysoką samoświadomością, według której nigdy nie była – nawet jako czarna kobieta – zniewolona przez nikogo.  Ta świadomość przez lata wiła w niej naturalną tęsknotę za wolnością, za życiem do którego – według Stwórcy – została przeznaczona. A we mnie marzenie, by kiedyś zobaczyć ekranizację jej losów.

Harriet Tubman – bo o niej mowa – nie  wiedziała jednak, że została przeznaczona do jeszcze większych rzeczy i że jej niezłomna odwaga oraz nienawiść wobec niesprawiedliwości rasowej będą narzędziem Boga do wyprowadzania ludzi z niewoli.

Poznajemy

 

 

„Harriet”

 

 

 na jednej z wielu plantacji w stanie Maryland, około roku 1840. Harriet jak i reszta jej dużej, afrykańskiej rodziny codziennie doświadcza supremacji białych. Oni wszyscy przeżywają swoje życie na obcej ziemi, codziennie chodząc na palcach, by w żaden sposób nie narazić się swoim panom – a usługując im na każdy możliwy sposób.

Pewnego dnia Harriet ma dość. W zbyt gwieździstą noc, wkrótce ścigana przez białych „panów”  i sforę psów, opuszcza plantację i biegnie przed siebie. Wie gdzie ma biec, bo przygotowała się do tej ucieczki. A jednak na moście mierzy się z sytuacją bez wyjścia…

 

 

Pensylwania.   

 

 

Sytuacje bez wyjścia nie istnieją, gdy ma się u swego boku samego Boga, a Harriet Go doświadcza na każdym kroku. Dociera do Pensylwanii, lądu wolności. I po ciepłej kąpieli, nie spoczywa na laurach – zakasuje  rękawy i zabiera się za wyzwalanie z niewoli swoich pobratymców, którzy zostali.
Obiera rolę tak zwanego „konduktora” Podziemnej Kolei – czyli pracę bardzo niebezpieczną i przeprowadza kolejnych zniewolonych tam, gdzie jest ich miejsce – do wolności.  Dowiadujemy się, że w ten sposób w ciągu 10 lat udało się jej odbyć 19 podróży z Pensylwanii do Maryland i wyzwolić ponad 300 mężczyzn, kobiet i dzieci, by w 1850 roku prowadzić kolejnych ludzi do Kanady, kiedy w Stanach wszedł tak zwany Fugitive Slave Act[1].

 

Oglądałam ucieczkę Harriet z drżeniem serca – czy jej się uda? Czy ktoś kiedyś zastawi na nią skuteczną pułapkę?
Czy Harriet została kiedykolwiek schwytana?  Nie. Choć krążył za nią list gończy na coraz większe sumy. Jak to w ogóle możliwe, że młoda kobieta zdołała tyle razy uciec psom, licznych łowcom niewolników, panom?
Jak wspomniałam nieśmiało wcześniej, a teraz rozwinę, Harriet prowadził Bóg. I nie jest to ani przesada, ani metafora. W kluczowych momentach, w zaplanowanej ucieczce Harriet miewała nagłe wizje, w których dostawała od Boga ostrzeżenie, by nie iść wcześniej zaplanowaną trasą, bo tam jest niebezpiecznie. Harriet ufała Bogu całkowicie – pomimo licznych przeszkód, polowań, pułpek, nigdy nie została złapana.  Nigdy nie straciła żadnego „pasażera”.

 

 

„Prawdziwie wolnymi będziecie”

 

 

Gdy tak śledziłam losy Harriet oraz innych zniewolonych ludzi z plantacji, nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że ta historia to kolejna duchowa metafora – o wolności i niewolnictwie.
Tak się składa, że wolność jest dla mnie najwyższą życiową wartością – bo to w wolności przychodzi prawdziwa miłość i prawdziwa mądrość. W  zniewolonym umyśle takie wielkie sprawy nie wykiełkują, bo nie mają światła i przestrzeni.

W wolności okazuje się każda nasza intencja, każda motywacja – człowiek zniewolony musi pełnić wolę kogoś nad nim, zatem nie może odpowiadać za swoje czyny, jest zwolniony z odpowiedzialności i zawsze może powiedzieć „Kazano mi to zrobić” , albo „Nie mogłem sam zdecydować”.

Człowiek wolny ma ogromną  moc – jest w stu procentach odpowiedzialny; przed własnym sumieniem, przed Bogiem i przed innymi. I wielu boi się wolności. A patrząc na obraz tego świata, ludzie po prostu nie wiedzą, jak dobrze wykorzystać daną im wolność.
Jedni robią z niej dobry użytek i wykorzystują w pełni ten dar; pomagają innym stać się wolnymi.
Harriet miała te wolność wrytą w sercu i ta świadomość sprawiła, że chciała uwalniać innych – dawała im tę wolność, z którą mogli zrobić co tylko zechcą.
Z licznych wywiadów potomków uwolnionych przez Harriet, słyszałam przede wszystkim wdzięczność.  Bez miłości Harriet do wolności i tej świadomości jak powinno wyglądać życie każdego człowieka, a jak nie wygląda, kolejne pokolenia mogą żyć uwolnionym życiem.  Prawdziwa wdzięczność rodzi zaś prawdziwą radość.

Wolność to pierwsza rzecz, której doświadczyłam, gdy Jeshu wszedł do mojego życia. Nawet gdybym operowała najbardziej kwiecistymi słowami, nie umiem opisać TEJ wolności. Nie da się jej porównać z niczym.  Ta wolność, którą daje Bóg, jest niczym nieskrępowana, ale jednocześnie sprawia, że człowiek chce wybierać dobre rzeczy, chce ….zniewolenia miłością Boga, Jego obecnością i pragnie nieść tę wolność dalej, prowadzić do niej innych. Z czasem Bóg uwalnia przez tę wolność miłość – dlatego nie zdziwiła mnie matka zabitego nastolatka, która podczas rozprawy z zabójcą jej ukochanego syna śpiewa mu pieśń o wybaczeniu i mówi mu, że ma je w Chrystusie.

 

Harriet uwalniała ludzi fizycznie – oni mieli skrępowane codzienne życie, a często kończyny. Jeshu uwalnia każdego najpierw w sercu – tam jest źródło całego życia.  Duch człowieka jest wolny, ale potrzebuje uwolnionej przestrzeni, by się poruszać. I tylko Jeshu może to zrobić – tylko Ktoś, kto dał się zniewolić, by zobaczyć, jak to jest.

Niektórzy zniewoleni nie chcieli uciekać z plantacji – bali się ryzyka, bali się konsekwencji, nastawiali się na porażkę. Inni zaś znaleźli  swój sposób na przetrwanie – polowali na tych, którzy uciekli za wolnością, by doprowadzać ich z powrotem, „białym panom” – ku niewoli.
Jakże wielu takich ludzi jest i dziś! Tak zwanych psów ogrodnika – sami nie zaznają wolności, więc na każdym kroku pragną odbierać ją innym.

 

Zauważ, że nie użyłam powyżej słowa niewolnik – bo nie ma człowieka, który urodziłby się do niewoli. Ludzie bywają zniewalani – dotyczy to każdego z nas. Zniewalani życiem, którego tak naprawdę nie chcą, zniewalani nałogami, niewłaściwym myśleniem o sobie i innych, grzechami, z których nie potrafią wyjść.
A wyjście jest tylko jedno.

 

 

„Jeżeli więc Syn was wyzwoli , wówczas będziecie rzeczywiście wolni”[2]

 

Z czasem zniewoleni na plantacjach przyzwyczajali się do swojego losu i tak przeżywali swoje życie na pół gwizdka, na pół oddechu, byle tylko nie zdenerwować  swojego białego pana, by jakoś przetrwać.
Przypomina Ci to coś?
Jak wielu ludzi obecnie w ten sposób wegetuje? Bo to nie jest życie, to wegetacja, jakaś podstawowa egzystencja. W każdym razie nic, do czego Bóg zaprojektował człowieka. 

 


Byli też ludzie, którzy poszukiwali wolności na własną rękę – czasem udawało im się uciec, ale do końca życia żyli w strachu. Po prostu przemieszczali się po ogromnym obszarze, który wcale nie gwarantował im wolności – oni zdołali jedynie znaleźć się poza zasięgiem „pańskiego” wzroku, ale nie mogli spać spokojnie.
Ci, którzy wybierali Harriet na przewodnika mieli pewność, że ona doprowadzi ich do bezpiecznej przystani, poza jurysdykcją. trzeba dobrze wybrać swojego przewodnika do wolności.

 

Jeszcze dziś możesz zdecydować się na ucieczkę – na stronę wolności doprowadzi Cię Osoba niezłomna, która zawsze miała w sercu wrytą wolność i która pragnie uwolnić Cię z każdego zniewolenia, grzechu, lęku. Po prostu powiedz Mu o tym, że chcesz by Cię uwolnił i daj się poprowadzić trasą, której jeszcze nie znasz. Odzyskana wolność będzie dopiero początkiem. I będzie to wolność, która wyznaczy zupełnie nowy kierunek i może zapisać zupełnie nową historię Twojego życia.
Bardzo Cię do tego zachęcam.

 

 

 

[1] https://en.wikipedia.org/wiki/Fugitive_Slave_Act_of_1850

[2] Ew. Jana 8: 36