Schudnąć holistycznie – post dr Dąbrowskiej czyli post o poście.

Posty nie są mi obce – poszczę od jakichś 12 lat, mniej lub bardziej regularnie i w różnych formach. Postami stosowanymi przeze mnie najczęściej są posty jednodniowe; powstrzymuję się od jedzenia całkowicie, lub spożywam tylko małe ilości na przykład naturalnych soków warzywno-owocowych lub owoców. Mój najdłuższy post, podczas którego nie jadłam kompletnie nic  trwał 4 dni.
Post od głodówki może się różnić intencją – o duchowym znaczeniu postu napiszę pewnego dnia, dziś skupię się na wersji nieco roboczej.

Do słynnego postu dr Dąbrowskiej ostatecznie postanowiłam przystąpić po ….. poście Pawła z blogu Braciaprzykawie. 
Moim celem był rozwój duchowy – to na pierwszym miejscu; przełamanie pewnych tematów, pójście dalej, nowe poznanie. Byłam też ciekawa, jak post wpłynie  na moje ciało. W zupełności nie liczyłam na jakikolwiek trwały spadek wagi .
Wcześniej planowaliśmy z mężem głodówkę, później jednak doszliśmy do wniosku, że to jednak  post będzie dla nas optymalny. O poście dr Dąbrowskiej możecie poczytać na jej stronie jak i sięgnąć po jej książkę „Ciało i ducha ratować żywieniem” – ja dziś tylko krótko napiszę, na czym polega ten post:
przez określony czas (zaleca się by minimalnie były to 2 tyg.a maksymalnie 6) jemy tylko określone warzywa i owoce – w dowolnej formie, ale trzeba się ściśle trzymać tej diety, by sobie nie zaszkodzić.

Pierwsza doba – największe wyzwanie

 

Podczas postu uwalniają się z organizmu toksyny – dlatego pierwsze 1-2 dni są najtrudniejsze.  Cała Twoja dotychczasowa dieta wyjdzie właśnie wtedy :- ) Najczęstszym minusem jest ból głowy. Ani mnie, ani męża głowa nie bolała, nie mieliśmy też żadnych innych objawów…. ale w ciągu pierwszej doby mieliśmy ochotę się podgryźć! Byliśmy mega nerwowi! Nasze organizmy właśnie zaczęły przyswajać informację o zbliżającym się wielkim głodzie i ich waleczna strona uaktywniła się :- )
Uratowało nas to, co wpędziło w kłopoty pierwszych ludzi – jabłko*. Gdy po pierwszej dobie zrobiliśmy sobie smażone jabłko z cynamonem, wszystko wróciło do normy; łącznie z kotami, które znów poczuły się bezpieczne na kanapie pomiędzy nami.

*jabłko jest biblijnym owocem umownym i podanym kulturowo. W rzeczywistości nie wiadomo, jaki owoc zerwali Adam i Ewa :- )

Kolejne dni

 

Następnego dnia, po Wielkim Kryzysie – głównie emocjonalnym (ale czy większość problemów z jedzeniem nie leży właśnie w tej sferze?) obudziliśmy się jak….nowo narodzeni! Luz blues, mnóstwo energii, jest super! Tego dnia wyłączył się nam obu ośrodek głodu.  I tak już pozostało do końca postu (u męża 7 dni u mnie 14)
Rodzinka regularnie-jedząca nie potrafiła sobie tego wyobrazić i ilekroć coś przy nas jedli, nie obyło się bez : „Oooo wy nie jecie a pewnie wam ślinka cieknie! To przy was nie będziemy jeść!”  albo „Widzę, że byś zjadła, pewnie cię kusi!” . A właśnie, że wcale nie! Naprawdę odechciało mi się jeść! Można było przy mnie spożywać każdą ilość makaronu <love> ciast, sałatek, pizzy >wpisz co chcesz< ja byłam wyłączona. Jedzenie należało do ziemian :- )

Podczas postu byłam tak kreatywna jak jeszcze nigdy – oboje z mężem odkryliśmy niesamowite pokłady pomysłów, inaczej też podeszliśmy do rozwiązywania trudnych spraw :) Zupełnie inaczej!

Jabłka, buraki, marchew, jabłka, buraki, marchew

 

Post pomógł mi sobie wyobrazić czasy komuny w Polsce; gdzie była mała różnorodność jedzenia, a wszystko na kartki. 5.dnia gdy kupowałam w sklepie kolejny zapas warzyw i owoców, naciągnęło mnie gdy wzięłam do ręki jarmuż. Odłożyłam, dowiedziałam się, że resztę postu mogę „dociągnąć” na sokach warzywno-owocowych i na tym się właśnie skupiłam.
Odtąd moimi sprzymierzeńcami stały się soki: marchew-cytryna-jabłko.

W ciągu pierwszego tygodnia schudłam 4 kg., ale nie przywiązywałam się do tej wspaniałej świadomości zbyt łatwo – wiedziałam, że pierwsze kilogramy to woda, potem mięśnie, potem dopiero tłuszcz.
Zaskoczyła mnie energia, z jaką codziennie wstawałam; bez ociągania się, dokonywałam niemożliwego! Wstawałam o 5.00 zupełnie wypoczęta i pełna energii do działania! W ciągu dnia jednak dopadały mnie nagłe spadki energii ; trwały ok.1-2h.

Czas postu był czasem, gdy namiętnie do późnych godzin wieczornych przeglądałam internety w poszukiwaniu zdrowych przepisów. Oglądałam te wszystkie wege (tak, nie szukałam niczego z mięsem!) talerze i karmiłam się obrazkami; godzinami też rozmawialiśmy o jedzeniu – gdy spotkaliśmy się z kolegą, który przeszedł kilka tygodni wcześniej głodówkę, 2h gadaliśmy tylko o jedzeniu. Tak to sobie rekompensowaliśmy rzeczywistość :- )

Po 2 tygodniach ważyłam 5 kg mniej i miałam zupełnie przestawiony system myślenia, jeśli chodzi o jedzenie…

Schudnąć holistycznie

 

Pamiętacie mój post o objadaniu się? Uważam obecnie, że każda osoba, która ma problem z prawidłowym odżywianiem, powinna przejść post owocowo-warzywny. Choćby 7 dni.  Już mówię dlaczego:
Porównując swoje doświadczenia z kilkunastoma osobami, które ten post przeszły, wszyscy mamy to samo spostrzeżenie- a dla mnie jest to jedna z głównych korzyści, jakie wyniosłam z tego czasu:
Nasze myślenie na temat jedzenia zostało zresetowane, uzdrowione.
Dlatego też post (wiecie, tekst ;- ) ) nazwałam „schudnąć holistycznie” – bo korzyści z postu wychodzą daleko poza utratę zbędnych kilogramów.

 

Podczas postu robisz rzecz nieprawdopodobną: Przekraczasz swoje własne granice. Tym samym rezygnujesz poniekąd z samego siebie . Przez całe życie możesz żyć w machinie jedzenia, dogadzania sobie, nieodmawiania niczego. Nie wyobrażasz sobie, że z własnej woli mógłbyś to zmienić, że dał(a)byś radę. Przez pierwszą dobę, dwie Twoja ludzka, przyziemna natura bierze górę; chcesz zrezygnować, pokierować się tym, co tak dobrze znasz: zaspokojeniem ciała. Aż dowiadujesz się nowej prawdy o sobie: potrafisz wyjść ponad to.
To jak walka z sennością- zdarzyło Ci się kiedyś, że tak bardzo chciało Ci się spać, że po prostu już nie mogłeś wytrzymać, ale z jakichś powodów nie mogłeś się położyć, może wypiłeś szklankę wody i…wszystko przeszło – mogłeś funkcjonować dalej, kryzys minął? Tu jest tak samo. Tylko musisz wiedzieć, PO CO to robisz.

Po poście zmieniło się całkowicie moje podejście do sportu – wcześniej jeśli do wyboru miałam ruch albo dobry film, wybierałam to drugie. Dziś na odwrót! W ogóle nie zmuszam się do tego, po prostu dbanie o formę zaczęło mi sprawiać przyjemność! Podobnie dbanie o to, co jem :- ) Ale o tym poniżej.

 

Po co pościć?

 

Pości się z wielu powodów. Jak wspominałam, jednym z nich jest bycie bardziej istotą duchową (którą wszyscy jesteśmy) niż cielesną, wzrost duchowy, bycie bliżej Boga.

Mnóstwo osób podejmuje post Dąbrowskiej, aby schudnąć, albo wyleczyć jakąś chorobę- jest to post leczniczy z założenia (ponownie odsyłam do strony) i rzeczywiście mnóstwo osób już po pierwszym tygodniu może odstawić leki na nadciśnienie czy zbyt wysoki cukier.
Jedyne, co musisz wiedzieć to PO CO Ty pościsz. Świadomy wybór będzie Twoją jedyną motywacją.

Jak przygotować się do postu?

 

Jeśli jesteś osobą, która spożywa dużo mięsa i produktów pochodzenia zwierzęcego, a także nie stroni od używek, najlepiej  to wszystko po kolei wyłączać kilka dni przed postem – oszczędzisz sobie „sensacji” przez pierwsze dni lub znacznie je zmniejszysz (mogą to być: bóle głowy, bóle brzucha, biegunka, zaparcia, osłabienie, mdłości).

Zapoznaj się dokładnie z przeciwwskazaniami.  Jest to między innymi rezygnacja z leków –po prostu podczas postu nie bierzemy żadnych medykamentów – jeśli chorujesz na cukrzycę lub inne przewlekłe choroby, przeprowadzaj post w konsultacji ze „świadomym” lekarzem.  Całkiem możliwe, że po niedługim czasie będziesz w stanie odstawić wszystkie leki. Dotyczy to również pigułek antykoncepcyjnych- pisze, że w czasie postu działają znacznie intensywniej na organizm i tak naprawdę trudno przewidzieć jego reakcję. Wg dr Dąbrowskiej są jednym z głównych powodów  rozszczelniania jelit, co z kolei prowadzi do wielu chorób. Jeśli nie chcesz z nich rezygnować, skonsultuj to po prostu z inteligentnym lekarzem – i wtedy zdecyduj, co dalej.
Jeśli jest okej i możesz przystąpić do postu, wybierz się na zakupy :- ) Zaopatrz się w dość spore ilości dozwolonych warzyw i owoców- możesz zjadać ich codziennie dowolną ilość, najlepiej jednak nie przekraczać 800 kcal/ dziennie.

Jeśli masz taką możliwość, pość razem z kimś z rodziny – to o niebo łatwiejsze niż samotna walka ;- )

Jak NIE pościć

 

Muszę o tym napisać koniecznie, czytając wypowiedzi na różnych forach. Niektórzy straszą, że podczas postu wypadną ci włosy, rozchorujesz się i tak dalej. Zastanawiało mnie to przed postem, ale ostatecznie stwierdziłam, że skoro do postu podchodzę z Bogiem i głową (czyli zamierzam stosować się ściśle do zaleceń dr Dąbrowskiej) to nic mi nie będzie.
Z czasem dowiedziałam się, dlaczego niektórzy się zniechęcają do postu – źle go stosują, sami sobie szkodząc.
Kiedy na forum czytam „Dziś 3.dzień, wyłamałam się, zjadłam musli” i porady „To nic takiego, każdy trochę oszukuje” – dred się zwija. Pozwólcie, że wyjaśnię, dlaczego jest tak ważne stosowanie się do zasad postu czyli wejście w 100% i nie mniej:

Średnio po pierwszej dobie-dwóch wyłącza się ośrodek głodu. Nasz organizm dostaje informację, że jedzenia „z zewnątrz” nie będzie. Przechodzi zatem na odżywianie wewnętrzne (woda, białko, chore tkanki [stąd uzdrawiająca moc postu] tłuszcz. I jest okej. Gdy wpada mu musli, tym samym dostaje  informację:  Znów jemy! Ufff mogę odpocząć, będę dostawać jedzenie z zewnątrz! – i dostaje. Łyżkę musli. Albo kromkę chleba. Na cały dzień. – Zaraz, zaraz…. Przeszliśmy na odżywianie zewnętrzne, ale czemu głodujemy?!
Jeśli będziesz „oszukiwać” to zaczniesz zagładzać swój organizm – tym samym balansując na granicy zdrowia i choroby, a nawet życia i śmierci.

Z postem jest jak z relacją z Bogiem lub z małżeństwem – Albo wchodzisz na 100% albo zrezygnuj, poczekaj, aż dojrzejesz do tej decyzji. Jeśli pójdziesz na skróty, zaszkodzisz sobie i ostatecznie zrezygnowany powiesz „To nie działa”, „To szkodzi!”.

Po poście

 

Nie mogłam doczekać się dnia, w którym zjem ziemniaka! :- ) Kocham to zacne warzywo i podczas postu brakowało mi go najbardziej! Ale…. Po poście postanowiłam przenieść się na tzw. ”zdrowe żywienie”. Np. dobrowolnie zrezygnowałam z kupowanych słodyczy; od kilkunastu lat w ogóle nie jadam margaryny. Dlaczego mam ją nieświadomie konsumować w kupowanych ciastach i ciastkach? It’s over. Obecnie sama przygotowują wege słodycze i zarówno produkcja jak i konsumpcja sprawia mi wiele radochy :- )
Jednocześnie doznałam czegoś rewelacyjnego: to teraz wygląda tak, jakbym całe swoje życie skoncentrowała wokół jedzenia – a tymczasem jest  na odwrót! Uwolniłam się wreszcie, poprzez wyćwiczenie nowego nawyku, od jedzenia kompulsywnego, od łączenia emocji z jedzeniem. Nie jem też podczas seansów filmowych. W ogóle w ciągu dnia nie myślę zanadto o jedzeniu – robię plan co zjemy na kolejne posiłki i to by było na tyle. W sklepie świadomie wybieram to, co zjemy .
Zaczęłam jeść mniejsze posiłki, a częściej – i to okazało się strzałem w dziesiątkę!
Piję więcej wody.
Utrzymuję te -5 kg bez większego wysiłku; po prostu zaczęłam inaczej jadać; częściej a mniej, nie przejadam się! Zaakceptowałam fakt, że mój pierwotny instynkt nie działa tak, jak powinien- nie cierpię na niedostatek, a informacja o sytości spokooojnie dotrze do mojego mózgu kilkanaście minut po posiłku – i wtedy poczuję się nie tylko syta, ale i przejedzona. Jem zatem mniej. I to działa :-)
Codziennie lub prawie codziennie wybieram dla siebie jakąś aktywność – jazda na rowerze, szybki marsz, ostatnio hula hop, zupełnie podstawowe ćwiczenia  no i taśmy rozciągające- ale frajda!

Zbliżam się do końca, ale w  tym miejscu mam dla Was niespodziankę :- ) Chcę Wam przedstawić relacje kilku dzielnych dziewczyn, które również przeszły post dr Dąbrowskiej :- ) Posłuchajcie:

Wiola K.

„Pościłam 35 dni. Najtrudniejszy był dla mnie podczas postu brak chleba, masła i nabiału.
Bałam się przystąpić do postu, bo dużo osób pisało o strasznych bólach głowy. Ja nic takiego nie miałam. Dwa dni tylko bolały mnie łydki. ..coś takiego jak po sporcie, zakwasy. Miałam przed postem krwawienia międzymiesiączkowe. ..teraz super. Nic takiego. Minus tylko taki, że mam suchą skórę. Ale to chyba pikuś w porównaniu do tego jakie plusy są dzięki tej diecie. Co zyskałam? Spokojny sen, brak krwawień międzymiesiączkowych odstawiłam tabletki na nadciśnienie. Post polecić mogę każdemu, kto ma problemy zdrowotne.”

Agnes Wu

„Pościłam od 1.03 do 11.04 (41 dni, bo w 42 poległam). Zdecydowałam się na post bo doskwierało mi ŁZS, brak energii i ogólna ociężałość. Podczas postu najbardziej brakowało mi kawy i nabiału – odmawianie potraw zakazanych -otoczenie nie miało wiedzy nt. postu i nie miałam siły tłumaczyć że TAK- jeden kawałek ciasta zniweczy cały post. Moje plusy postu to:  zdrowa skóra, wspaniałe samopoczucie, przykładam większą uwagę do tego co jem, energia, wysypiam się. .. i 11 kg mniej .”

Z kolei Ola – właścicielka bloga/Fanpage’u  Lolitta Deliziosa o poście pisze tak:

„Post planowałam zrobić 2 tygodnie, ale tak dobrze mi szło, że zrobiłam pełen post 42 dni i 42 dni wychodzenia. O poście słyszałam już jakiś czas temu, ale raczej z komentarzem – „i tak nie dasz rady to hardcore, jesz tylko warzywa”. Często otoczenie demotywuje – co Ty robisz, co to za dieta, to niezdrowe, dlatego warto się dobrze przygotować przed postem i przeczytać książki, żeby mieć odpowiedź na głupie komentarze.
Zakupiłam książki, poczytałam artykuły, wysłuchałam wykładów na youtube w celu pogłębienia wiedzy, dołączyłam do grup na FB. Celem postu była utrata wagi oraz sprawdzenie czy zdrowotnie również coś się zmieni w kwesti insulinooporności, hormonów, morfologii, zespołu PCO i kręgozmyku.
Początki jak u większości ból głowy. Później uczucie zimna. Dopadł mnie kryzys ozdrowieńczy – myślałam, że to przeziębienie. Typowe objawy – katar, zatkany nos, ból głowy, ból gardła, zimno, przekrwione oczy, ogólne osłabienie. Nie wolno brać leków na poście, wiec ratowałam się naturalnymi metodami – herbaty rozgrzewające, lipa, napar z imbiru z goździkami, cynamonem, cytrusami, dużo przypraw rozgrzewających typu kurkuma, kardamon, inhalacje, dużo czosnku, sól morska do nosa. Trwało to ponad 2 tygodnie. Co było najtrudniejsze ? To nie jest dieta dla każdego. Potrzeba tu bardzo dużo dyscypliny, zawzięcia, konsekwencji, dążenia do celu oraz upartości, nie można zgrzeszyć chociaż 1 raz, bo przerwiemy wewnętrzne odżywianie, zero odstępstw, żadnych grzechów – a wiadomo, że były gorsze dni, ochota na słodkie – ratowałam się owocami i wypiekami z wytłoczyn. Najbezpieczniej było w domu, ale udało się przeżyć urodziny partnera wraz z tortem i uroczystą kolacją dla rodziny, imieniny rodzinne, imprezy u znajomych, nawet wesele i wyjście z postu w Święta Wielkanocne. Dałam radę – takie imprezy to tylko wymówki – zawsze będzie coś. Komunie, chrzciny, zaraz majówka, czerwcówka, wakacje.

Ogólnie zdrowo się odżywiam wg tolerancji pokarmowych. Ale na pewno post bardzo uświadamia, uczy nowych dobrych nawyków, czytania składu produktów. Pokazuje, że wcale nie potrzebujemy codziennie jeść tyle mięcha i węglowodanów – pieczywo, ziemniaki, makarony, że można najeść się warzywami. Pokazuje i uczy kreatywności ile dań można zrobić z warzyw, że wcale nie są nudne. Są jednym z najmniej przetworzonych produktów, darem natury i to warzywa powinny być naszym głównym pokarmem i królować na talerzu.

Plusy: Nie piję kawy w ogóle i mam więcej energii z zdrowego jedzenia. Obserwuje otoczenie, które udało mi się namówić na post i zaobserwowałam jak bardzo człowiek jest uzależniony od wielu produktów – jak narkoman. „O Boże nie wytrzymam bez kawy. Chce mi się słodkiego. Zjadłbym schabowego, albo kiełbasę” Nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy. To wszystko siedzi w naszej głowie. To MY jesteśmy panami swojego losu, życia, zdrowia.

Polecam wszystkim post dr Dąbrowskiej i dla osób w wieku 30 lat jak ja jak również po 50 jak mój tata, bez względu na to co mówią ludzie. Ale najpierw przygotować się psychicznie i mentalnie, zebrać informacje, potrzebną wiedzę, żeby nie robić błędów, które poważnie mogą nam zaszkodzić. Jak się da namówić partnera to razem raźniej i łatwiej . Razem można się motywować, wspierać „Ty dajesz radę to i ja dam”. I przygotowuje się to samo jedzenie w domu, a nie x2 bo mąż je co innego, to kusi – ja tak niestety miałam . Później zrobić zapas produktów warzywnych. Niektórzy twierdzą, że na tym poście jest nudne jedzenie i ile można jeść to samo. Ja wcale się nie nudziłam. Co prawda lubię gotować, ale kombinowałam bardzo i dzięki temu jadłam ciągle coś innego.
Powodzenia dla tych, którzy dopiero zaczynają tę przygodę. Ja na pewno wrócę jeszcze na ten post i będę robić przypominajki.
Nie masz pomysłu na zdrowe jedzenie? Odwiedź blog Oli.

 

 

 

 

 

 

  • Ja co jakiś czas wracam do tej diety. Pomogła mi przy zapaleniu stawów i przy wielu innych dolegliwościach, których już teraz nie pamiętam. Często ogladam filmy na youtube z konferencji prowadzonych przez dr Dąbrowską. Mam zamiar wybrać się kiedyś na taki turnus do jednego z jej ośrodków.

    • O, dzięki za podzielenie się! To kolejny pozytywny aspekt. U mnie np.całkowicie zniknął PMS.

      • O widzisz….mnie straszono wymianą panewek, od tego czasu minęło jakieś 10 lat, a z moimi stawami wszystko w porządku.Czasem sobie myślę, że Bóg nawet w najtrudniejszej sytuacji nie tylko pomaga nam z niej wyjść, ale i pomaga nam odkryć coś przydatnego dla nas.

        • To super!
          Tak, bo Bóg tak działa – kompleksowo :) Nie tylko daje nam rybę, ale często i wędkę= sposób na polepszenie swojego życia :)

  • IMOMO.pl

    Inspirujące. Moim największym grzechem jest kawa, myślę, że pozostałe pokarmy jakoś bym odstawiła – lubię gotować i dobrze to robię. Na kawę jednak też kiedyś przyjdzie kryska! [Maja]

  • Bardzo ciekawe, wielkie wyzwanie…

  • Wielki Post co prawda się skończył, ale post jako taki zawsze jest dobrą rzeczą. Najważniejsze to wybrać rozsądne wyrzeczenie. Nie typu; chcę mniej jeść, żeby chudnąć, bo to się mija z celem. Druga sprawa, że pościmy, żeby coś osiągnąć, a nie, żeby stracić, więc jeśli post godzi w nasze zdrowie, to chyba ktoś tu się mija z celem :)

  • Klaudia Kałążna

    Ciekawy artykuł, tym bardziej, że bardzo zainteresowałam się jednodniowymi postami. O diecie dr Dąbrowskiej nie wiedziałam niczego – dziękuję za wpis!

    • Jeśli zdecydujesz się kiedyś na post Dąbr.to jednodniowe posty na pewno Ci pomogą przetrzeć szlaki :) Stosuje jednodniówki od kilkunastu lat – robią dużo dobrego :)

  • Dla mnie też najważniejsze były te aspekty pozazdrowotne… zaskoczyłam siebie samą wytrwałością i odpornością na zachcianki i pokusy, w tym namawianie przez innych, okazje typu rodzinne święto, itp. Wytrwałam 3 tygodnie i 3 tygodnie wychodzenia. I po byłam z siebie niesamowicie zadowolona :)

    • Gratuluję!
      Tak, to naprawdę zarówno trening jak i sprawdzian silnej woli, przekraczania własnych granic, kiedy wszyscy wokół zdają się żyć „normalnie” :)) Naprawdę gratuluję każdemu, kto potrafi pościć – wyjść nieco poza siebie.

  • Ja właśnie boję się tego bólu głowy, bo właśnie przy głodzie je mam. A mam tendencję do migren, więc to NAPRAWDĘ ból! Raz robiłam sobie 3-dniowy post z koleżanką. Taki dla odtrucia. Podstawą był kefir, sok jabłkowy, suchary, jabłka, a trzeciego dnia warzywa. Na kefir już drugiego dnia patrzeć nie mogłam ;) Nie wiem czy wytrwałabym dłużej, chyba potrzebny byłby mi lepszy plan.

    • Wiem, że migreny to nie tylko „zwykły ból głowy”- potrafią odebrać w ogóle radość życia, lecz…. wiesz, że sporo osób dzięki temu postowi raz na zawsze pozbyło się migren? Poznałam takowe! A i w internecie znajdziesz zapewne przykłady.

  • Odchudzam się wiecznie i wiecznie na zasadzie „jem wszystko, ale mam wyrzuty sumienia” :) Może czas rzeczywiście trochę popościć, żeby sobie to odchudzanie w głowie poukładać i będzie potem łatwiej?

    • Czyli stosujesz dietę, którą ja przez lata stosowałam :-D
      Zmiana na lepsze zawsze wiąże się z wyrzeczeniem- choćby małym, ale sądzę, że mogę obiecać, że po tym jest tylko lepiej :)

      • Tym bardziej, że moja motywacja zmieniła się z „sześciopak” na „zdrowie”, co chyba bardziej do mnie przemawia :)

        • Gdyby zmieniła się „sześciopak ” „na zdrowie” byłoby się czym martwić :-p

          • Hehe, no jakoś nie – do „na zdrowie” mam od kilku lat jakiś lekki uraz, czy może bardziej niechęć. Albo się starzeję, ale już w moim życiu było tyle toastów, że wystarczy ;)

  • Napiszę wkrótce, expect the unexpected :)

    • Chyba domyślam się wniosków, ale poczekam na tekst :)

  • Ja poszczę będąc na diecie IF, mam okno żywieniowe 8h i to mi pasuje. Czuję się lepiej i jest to dla mnie wygodne. Powody czysto egoistyczne. :)

    • Czyli dieta pod tytułem „Jak to hen dawniej bywało” ? :)) To ciekawe w każdym razie i kto wie, czy nie spróbuję przez np. tydzień tego zastosować. Dzięki za komentarz!
      ps. A jakie zmiany po tej diecie widzisz u siebie?

      • Nie wiem jak to hen dawniej bywało, ale największa zmiana to taka, że tłuszcz zszedł bardzo szybko bez jakiegoś katowania się. Oczywiście do tego trochę ćwiczę i też patrzę co jem, ale głównym powodem jest dobre samopoczucie, utrata wagi przyszła przy okazji.

        Chyba najbardziej zdziwiony jestem jak fałszywe było stwierdzenie, że śniadanie to najważniejszy posiłek dnia i że bez śniadania to nie pojedziesz. Pojadę i czuję się całkiem dobrze. Rano gorący napój: czystek, mięta, melisa, yerba, rumianek lub pokrzywa. W pracy woda, zielona herbata lub mięta i spokojnie do 12-13 bez jedzenia można sobie pracować bez utraty koncentracji. :)

        • Ja szczerze powiedziawszy też nie mam problemu ze śniadaniem- mało tego, rano bardzo rzadko chce mi się jeść. Ale podobno śniadanie przyspiesza metabolizm i w ogóle mniej człowiek zjada na obiad. Ale czy nie jest tak, że każdy człowiek powinien dopasować do siebie sposób odżywiania w zależności od: wykonywanej pracy, naturalnego rytmu dobowego, kondycji, no i wsłuchać się w siebie? Kiedyś był czas że jadałam tylko duże śniadanie a potem obiad około 19 i chudłam i było super, potem się to zmieniło, teraz wolę kilka mniejszych posiłków w ciągu dnia- a większą wagę przykładam do tego, co jem.
          Są produkty, które definitywnie wyeliminowałeś?

          • Jest dokładnie tak jak pisałaś, patrz jak reagujesz na daną dietę. spożywane produkty i zestaw to z trybem pracy. U mnie jedzenie śniadania nijak nie przekładało się na mniejsze obiady, mało tego, często miałem ssanie a między 10.00, a 11.00.

            Jak teraz popatrzę na to co wyeliminowałem to trochę się tego nazbierało, ale przychodziło to z czasem, a nie wszystko na raz. Żeby ktoś tego źle nie zrozumiał.

            Definitywnie wyeliminowane produkty to jakiekolwiek pieczywo, nieważne czy białe czy nie. Dodatkowo unikanie nabiału, po zjedzeniu jogurtu mam uczucie bycia balonem. Mleko zwierzęce zastąpiłem roślinnym (sojowe, kokosowe, migdałowe). Kiedy bawię się w robienie naleśników to wchodzi mąka kokosowa lub kasztanowa. W ogóle nie smażę na oleju tylko na maśle klarowanym, ewentualnie smalcu jeśli nie mam masła pod ręką. Makarony prawie wcale, a jeśli już się pojawią to tylko brązowe. Najogólniej podpiąłbym to pod unikanie glutenu. Staram się też zwracać uwagę na indeks glikemiczny, ale to tak w kratkę wychodzi.

            Nie udało mi się natomiast wyeliminować ryżu, basmanti to moja mała słabość. Odpadł alkohol, na początku był raz w tygodniu, a przez ostatnie 6 tygodni tylko wino ze względu na urodziny narzeczonej. Podobnie ze słodyczami. Nauczyłem odmawiać propozycjom w biurze i jakoś samo poleciało.

            Oczywiście od czasu do czasu motywuję się cheat mealem, ale to rzadko, bo organizm tak się przestawił, że po zjedzeniu ciastek, chipsów i żelków to czuję się tak niedobrze, że później tego żałuję. :/

            A jak twoje przygody z różnymi produktami, planami, dietami? :)

          • Właściwie po poście nie jadłam „normalnych” słodyczy; raz połakomiłam się na czekoladowe jajko, czego później pożałowałam- czułam się fatalnie! A wcześniej mogłam tego zjeść tony. Nie jem też dużych porcji- kiedyś kupowaliśmy z mężem, dużą lub średnią pizzę na pół, teraz zjem najwyżej 2 kawałki i mam dość.
            Zatem wszystkie te zmiany tak naprawdę już po poście nastąpiły naturalnie- zaczęłam gorzej reagować na pewne rzeczy, więc je po prostu przestałam jeść. Np.nabiał. Ser na pizzy domowej jeszcze ujdzie, ale twarogi, jogurty…. ta dieta pozostaje już tylko wspomnieniem. Podobnie jak Ty, z małego spożycia alkoholu zeszłam do zerowego :) Kawę za to pijam z miłością- ale tylko z mlekiem owsianym.
            Plus jest taki, że jak schudłam, tak zostałam :- ) specjalnie się nie wysilając, po prostu jem -jak sądzę- bardziej racjonalnie, już sobie nie folguję; kilka kęsów jakiegoś dziadostwa nie jest tego warte .
            W którymś tygodniu chętnie wypróbuję dietę IF – sądzę, że będę po prostu jeść to co teraz, ale zwrócę uwagę na to „okno” :)

          • No i jest super! Miłego próbowania. :)

          • Tobie też- dużo zdrowia :))

  • Marta Iwanowicz

    Moja przygodę z postem rozpoczęłam 3 tyg temu (choc juz wiele miesieczy temu szukalam informacji), brakowało mi przepisow i ktos podal mi link do RND (www.RazemNaDiecie.org) i zszokowała mnie skala, to że tak wiele osób chce być na poście dr Dąbrowskiej i ogólnie, że jest takie zainteresowanie w ostatnich miesiącach.

  • Iwona

    jestem drugi dzień na poście i czuję się dobrze, wczoraj bolała głowa a dziś już dużo lepiej mam zamiar wytrwać 42 dni zależy mi na wyleczeniu niedoczynności tarczycy

  • Znam osobę, która stosuje tego typu oczyszczanie organizmu i zaczęła to robić zanim Dąbrowska stała się modna. Podobno efekty dla organizmu są wspaniałe, sama jednak nie mam ani odwagi, ani ochoty na testowanie tego na sobie.

    • Wierzę, bo post jest znany ludziom od wieków – gdy zwierzęta się leczą, też nie jedzą i jest to naturalne. Przed Postem Dąbrowskiej był post biblijnego Daniela (Daniel 1,12-15 i Daniel 10,2-3) ; już biblijni ludzie przecierali szlaki :)

  • To się nazywa dopiero wyzwanie!

  • Mam książki Dąbrowskiej – ale jakoś nie mogę się zabrać za realizację. Może jak będzie więcej świeżych warzyw ….

    • Dostępność świeżych warzyw zdecydowanie ułatwia post! Gdybym decydowała się drugi raz, wybrałabym sezon warzywno-owocowy.

      • Dojrzewam do decyzji….Trudno zrezygnować z węglowodanów :(((

        • To prawda. Przez pierwszą dobę możesz mieć pragnienie chodzić po ścianach lub wgryźć się w parapet. Przetrwasz jeśli będziesz mieć motyw :)