Seriale z dreszczykiem – 5 ciekawych produkcji.

Słucham sobie ścieżki dźwiękowej z serialu „Dexter”. Jestem soundtrackowym freakiem, a ta jest jedną z najlepszych, jakiej słuchałam.  Ech…. „Dexter” – morderca, a jednak tęsknię za nim!

 

Czy po serialu Dexter mieliście jakiś niedosyt tego typu produkcji? Ja tak. Dexter  co prawda wymierzał „sprawiedliwość” według Starego Przymierza (oko za oko i życie za życie) ale ja  i tak zamierałam za każdym razem , gdy policja Miami , która wpadła na jego trop, była kilka razy o krok od schwytania go. No i gdy dobiegł ostatni odcinek ostatniego sezonu, zapłakałam rzewnie , rzucając w pustkę pytanie: I co teraz?!

 

Dexter  był odpowiedzią na moją potrzebę niespodzianek – odkąd obejrzałam „Grę” z Michaelem Douglasem (1997) wiedziałam już, że TAK trzeba mnie zaskakiwać! Że takie filmy kryminalne lubię – które nie dość, że trzymają w napięciu, to fundują niesamowite zwroty akcji,  w których sprawy i bohaterowie nie są biało-czarni, ale niosą podwójne , potrójne i poczwórne dno.  No i natrafiłam na długie, długie NIC.  Aż do tamtego wieczora….

 

Gdy nie wiedzieć jak i kiedy, wygrzebałam tytuł „Harrow” (Patolog) – a że medycyna sądowa leży od dziecięctwa w kręgu moich ścisłych zainteresowań, postanowiłam spróbować. I…. już od pierwszego odcinka uznałam, że Harrow to odpowiedź na lukę po Dexterze!
Daniel Harrow jest patologiem sądowym, który pójdzie do celu po trupach – dosłownie, bo mimo, iż nikogo nie zabija (czy aby na pewno?) , w poszukiwaniu prawdy na temat zgonu, często gęsto omija przepisy prawa szerokim łukiem, pakując się w kłopoty – ale te kłopoty zataczają ostatecznie szersze kręgi, niż mogłoby się wydawać. Już pierwszy odcinek pozostawia widza z pytaniem: Ale jak to? To on zabił kogoś z premedytacją?  Kolejne odcinki wprowadzają nas w świat doktora Harrow i ostatecznie dają odpowiedź na to pierwsze pytanie.
Serial jest produkcji australijskiej, co – podobnie jak w przypadku Dextera z akcją osadzoną w słonecznym Miami – daje pewne uczucie lekkości i egzotyki. Próbowałam oglądać  seriale o podobnej tematyce, ale wszystkie one, osadzone w szaro-niebieskich realiach, zazwyczaj ciężkich budynkach, doprowadzały mnie do stanu typu doom & gloom.  W  Harrow nie brak zabawnych scen, a sam bohater jak i jego pomocnicy (np. Simon) do złudzenia przypominają poczciwego Dextera i jego otoczenie.

Kadr z serialu „Harrow”, print screen.

Jestem tak rozbestwiona, że rzadko sięgam w serialach kryminalnych do produkcji innych, niż amerykańskie. Po prostu uważam, że Amerykanie  najlepiej wiedzą, jak kręcić dobre filmy z dreszczykiem. Ale wiedziona ciekawym opisem i chęcią zmiany, natrafiłam na francuski serial „Zaginiona” (‘Disparue’)– i nie żałuję tej decyzji. Francuskie komedie bywają świetne (KLIK i jeszcze raz KLIK ) ale i do dreszczowców nie mam – po Zaginionej – się co przyczepiać.  Fabuła jest prosta i jakże powtarzalna: Nastoletnia Lea świętuje swoje siedemnaste urodziny w klubie z przyjaciółmi. W pewnym momencie wychodzi i ginie po niej ślad. Przesłuchiwany jest każdy, wychodzą na jaw kolejne, niewygodne i zaskakujące fakty (dziwiło mnie na przykład to, że znajomi Lei tak niechętnie pomagają policji). Historia bardzo przypomina nierozwiązaną do dziś historię zniknięcia Iwony Wieczorek – z tym wyjątkiem, że my w końcu możemy dowiedzieć się  prawdy.
Bardzo dobra, francuska produkcja – zdjęcia kręcono w Lyon, a ostateczne rozwiązanie znów okazało się być nieoczywiste i pokazujące, jak jeden wypadek może zmienić na zawsze życie wielu osób.

Kadr z serialu „Zaginiona”, print screen.

W podobnym tonie jest kolejny serial z dreszczykiem – „Sposób na morderstwo” (‘How to get away with murder’) co ciekawe, w brudne sprawki wchodzą studenci prawa. Wesa, Carlę, Connora, Ashera i Michaelę, poznajemy jako zwycięzców – wybrani, wyłonieni spośród innych do bezpośredniej współpracy z guru prawa – Annalise Keating (Viola Davis – świetna rola w „Służących”) jednak z każdym kolejnym odcinkiem, dowiadujemy się tego,  co właściwie wiemy; że Annalise nie jest taka krystaliczna i silna, na jaką się kreuje (rewelacyjna scena ze ściąganiem makijażu i peruki)i że nasi czempioni prawa, nie są tak prawi – wkrótce ładują się w sytuację, która na zawsze zmieni ich życiorysy i ich samych. Pojawiają się i inni współpracownicy Annalise, w których życie osobiste scenarzysta również nas wciąga.
Bohaterowie przekraczają kolejne granice, nie stawia się pytań o moralność – każdy chce tylko jednego: uratować swój tyłek.

Kadr z serialu „Sposób na morderstwo”, print screen.

Za to serial „Gwiazda szeryfa” (‘Tin Star’) który oglądam obecnie, podoba mi się z kilku powodów; przepiękna sceneria ; surowy, a jednak nieprzytłaczający klimat Kanady. Scenariusz jest ciekawy i starannie, psychologicznie przedstawiony – jest policjant, który już w pierwszym odcinku traci syna. To wpływa na życie całej rodziny, a demony przeszłości, przed którymi uciekł z Londynu, dają o sobie znać. Jestem ciekawa jak potoczą się dalsze losy Jima i jego bliskich, kim okaże się Whitey i czy pojawią się inne, dwuwymiarowe postacie?

Kadr z serialu „Gwiazda szeryfa”, print screen.

 

Zauważyłam też pewien fenomen; obecnie seriale kryminalne są kręcone w taki sposób, że są sprawy bieżące do rozwiązania, w które zawsze wkracza osoba posiadająca ósmy zmysł i jest wątek poboczny, który każe nam wytrwać do końca – bo jesteśmy ciekawi, czy kryje się za nim to, co przypuszczamy, no i jak się ostatecznie rozwiąże. W Dexterze była to sama postać, osobowość głównego bohatera i jego przeszłość, która coraz bardziej jest odkrywana przed widzem.
W Harrow jest to mroczny sekret Daniela, dotyczący morderstwa. A w Sposobie na morderstwo jest to już wszystko naraz! Mamy wniknięcie w świat i przeszłość każdej postaci i poznanie jej – co najmniej jednego – sekretu. Zatem nie tylko Annalise (ciekawie poprowadzona retrospekcja) i jej życie osobiste, ale i przeszłość wszystkich jej asystentów – dowiadujemy się, że żadna z tych osób nie znalazła się w zespole profesor Keating przypadkowo.

Samo przedstawianie postaci jest już robione dogłębniej, niż we wszystkich wcześniejszych serialach – poznajemy nie tylko lakoniczny motyw określonego działania  (np. śmierć dziecka, mąż – tyran) ale wnikamy krok po kroku w to, jak zmieniała się osobowość postaci pod wpływem wcześniejszych doświadczeń i w momencie, gdyż już sobie coś w głowie wytłumaczyliśmy, dostajemy kolejną porcję faktów z życia postaci. Ofiary morderstwa też są obnażane- nie tylko na prosektoryjnym stole, ale twórcy serialu bardzo dbają o to, byśmy nie oceniali po pozorach. I to chyba dobrze? Ponieważ mnie najbardziej  interesuje drążenie, producenci tych seriali wychodzą mi naprzeciw.

A Wam? Oglądaliście któryś z tych seriali? Jeśli tak, który z nich przypadł Wam do gustu? Co jeszcze możecie polecić?