Bóg vs. religia

Był taki czas w historii świata, gdy człowiek spotykał się z Bogiem kiedy chciał; pozostawał z Nim w osobistej relacji, otoczony miłością, na spotkania przychodził nago ze swoją lubą i wcale się nie tego wstydzili ( 1 Ks.Mojżesza 2,25).  I to było dobre.
Dalsze wydarzenia zmieniły bieg świata i losu człowieka; wszystkich i każdego z osobna i nabrały efektu kuli śniegowej; nic już nie było święte poza Bogiem, Ziemia stała się miejscem nieprzyjaznym, oddanym złu, Bóg choć nadal był w tym samym miejscu, był teraz dla człowieka Kimś odległym; człowiek zaczął się Go bać i wstydzić, ale zaczął też usilnie szukać dróg, które mu choć trochę pozwolą zbliżyć się do Stwórcy i zadowolić Go. Tak powstała religia.

Kiedy mędrzec wskazuje księżyc, idioci patrzą na palec. (powiedzenie ze Wschodu)

Tymczasem w religii człowiek nigdy nie odzyska pierwszej relacji z Bogiem, bo Bóg nie jest religijny i nie stworzył żadnego człowieka po to, był ten był religijny. Stworzył nas do relacji.
Ale czym tak naprawdę jest religia? I co jest jej przeciwieństwem? Otóż, przeciwieństwem bycia religijnym, nie jest bycie ateistą.

Religia powoduje na świecie wiele zła

– mówią.  I ja całkowicie się zgadzam z tą opinią. Religia wyklucza wszystko, co daje żywy Bóg; miłość, wolność, wzrost duchowy, autentyczną radość i przede wszystkim: relację z Nim.

 

Dlaczego ludzie stają się religijni?

Prostą odpowiedzią jest: bo tak ich – NAS – nauczono. Od dziecka obracamy się w systemie nagród i kar. Musimy coś zrobić by uzyskać jakiś efekt. Czasem dowiadujemy się, że na miłość trzeba zasłużyć. Nie wyobrażamy sobie nawet, że można funkcjonować inaczej. Religijność jest zatem mimowolna – dopóki człowiek sobie jej nie uświadomi i dopóki jej się nie przeciwstawi – dopóki nie złamie ducha religijności.
Z czasem ludziom religijność wydaje się czymś wyrafinowanym, wyższym, owianym nutą tajemniczości, podczas gdy ewangelia jest prosta.  Dla niektórych – zbyt prosta.
Religijność może być domeną egocentrycznych praktyków; chcą robić jak najwięcej, czuć czyn w rękach, czuć jak bardzo zasługują na Bożą przychylność – zwykle w zestawieniu z  tym, czego inni nie robią.
Religijność cechuje również teoretyków; pięknie mówią o Jezusie, o miłości, ale nie chcą się z tym konfrontować w życiu codziennym.

 

Dwóch ludzi weszło do świątyni, aby się modlić, jeden faryzeusz, a drugi celnik. Faryzeusz stanął i tak się w duchu modlił: Boże, dziękuję ci, że nie jestem jak inni ludzie, rabusie, oszuści, cudzołożnicy albo też jak ten oto celnik. Poszczę dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę z całego mego dorobku. A celnik stanął z daleka i nie śmiał nawet oczu podnieść ku niebu, lecz bił się w pierś swoją, mówiąc: Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu. Powiadam wam: Ten poszedł usprawiedliwiony do domu swego, tamten zaś nie; bo każdy, kto siebie wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony. (Łk 18, 10-14)

Co jeszcze robi religia i czym charakteryzują się ludzie religijni?

– Dla człowieka religijnego, religia staje się ważniejsza niż miłość.
– Człowiek religijny oczekuje; od siebie i od innych.
– Człowiek religijny przyprowadza innych ludzi do kościoła, zamiast do Boga.
– Człowiek religijny próbuje zasłużyć na Bożą przychylność poprzez swoje uczynki.
– Człowiek religijny stale boi się szatana.
– Człowiek religijny nie ma odrodzonego ducha.
– Człowiek religijny nie buduje swojej tożsamości w Jezusie.
– Człowiek religijny nie jest pokorny.
– Człowiek religijny walczy z ciałem.
– Człowiek religijny kocha prawo, za to w słowie wolność upatruje się bezprawia = niebezpieczeństwa.
– Dla ludzi religijnych łaska jest niewystarczająca; stale muszą coś robić, bo wg nich Bóg jest stale nienasycony i nie dość zadowolony. Wierzą w to, że Bóg nadal stosuje system nagród i kar.
– Człowiek religijny stale i usilnie walczy z grzechem; swoim tudzież innych.
– Ludzie religijni przypominają żebraków proszących stale Boga o coś, co On już dawno zrobił!
– Człowiek religijny codziennie „traci” swoje zbawienie z powodu grzeszenia; przypomina Syzyfa, który dzień po dniu na nowo wtacza ten wielki kamień.
– Człowiek religijny stale się porównuje z innymi.
– Religijni ludzie sprawiają, że grzesznicy czują się źle w ich towarzystwie; religijni ludzie oburzają się z powodu czyichś grzechów.
– Religijni ludzie nie są głodni Boga.
– Religijni ludzie wyrzuciliby Jezusa z nabożeństwa.
– Człowiek religijny oburzy się, czytając ten tekst.

Zszokował kogoś przedostatni punkt? A tak! Jezus miał stale konflikt z ludźmi religijnymi , bo niszczył religijne myślenie. Bo On miał innego ducha. On wiedział, że;

  • Religia nie prowadzi do Boga i nie ma z nim nic wspólnego.
  • Religia to w 100% ludzki twór, w którym nie ma ducha Bożego.
  • Religia nie jest kreatywna, nie daje żadnego wzrostu. Może prowadzić jedynie do niemądrej gorliwości.
  • Religia ogranicza człowieka, bo pragnie kontroli nad nim.
  • Religia wymaga formy i posiada ramy.
  • Religia ogranicza Boga.
  • Religia lubi bożki.
  • Religia wyłącza człowiekowi samodzielne myślenie.
  • Religia buduje mentalność stadną.
  • Religia głosi ludzką sprawiedliwość.
  • Religia wyklucza łaskę. Jedno z drugim nie mogą współistnieć. Jezus przyniósł łaskę.
  • Religia nigdy nie wypuszcza człowieka poza status grzesznika. Każe mu w nim trwać.
  • Religia wymaga perfekcjonizmu duchowego od człowieka podczas gdy Bóg pragnie uczynić człowieka doskonałym i pomaga mu w tym, w całkowitej wolności i miłości.
  • Religia sprzeciwia się ewangelii.
  • Religia wpędza w robienie wszystkiego, tylko nie w głoszenie prawdziwej ewangelii.
  • Religia nie pozwala dorosnąć. Religijne kościoły trzymają ludzi pod kluczem prawa i nigdy nie pozwalają im dorosnąć.
  • Religia wpędza stale w jakieś poczucie winy.

 

Ostatecznie Jezus został ukrzyżowany za złamanie przepisów religijnych. Gdyby pojawił się dzisiaj, również byłby prześladowany – przez religijnych ludzi.

Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy, że zamykacie Królestwo Niebios przed ludźmi, albowiem sami nie wchodzicie ani nie pozwalacie wejść tym, którzy wchodzą. (Mat.23,13)

 

Religijne  kościoły

Religijność może charakteryzować  każdą denominację  ludzi wierzących.  I nieważne jest, czy będzie to pewien kierat prowadzenia spotkania, czy każą Ci przychodzić w określonym rodzaju ciuchów albo przekonywać, że Boga trzeba do czegoś przekonywać ; uciekaj jak najdalej z takiego kościoła, bo tam opadniesz. I jeszcze będą Ci wmawiać, że to normalne i tak ma być.

Chrześcijanie nie są ludźmi religijnymi!

Kiedy lata temu opuściłam Kościół Katolicki i kolejne kilka lat później zaczęłam należeć do innej denominacji, miałam efekt „Wow”; wow, jak tu inaczej! Wow, jacy otwarci ludzie! Wow, nareszcie ktoś zna Biblię i stosuje to, co tam pisze!….. jeszcze wtedy nie byłam świadoma, że przeszłam z jednej formy religijności w drugą. I wszystko niby było fajnie i super, ale…. ten moment gdy poznałam Jezusa sam na sam, siedząc we własnym pokoju, zakochałam się w Nim na zabój, ON mnie uwolnił, a ja zobaczyłam świat zupełnie inaczej…. rozmywał się, oddalał – i mówiono mi, że tak ma być.
Potem widziałam wokół grzeszników; lubiłam z nimi rozmawiać i cieszyłam się, gdy któryś odkrywa …. jak wspaniale jest w moim kościele ; był mój kościół, w którym była „Prawda” i był ratunek, i byli biedni ludzie, którzy potrzebowali dowiedzieć się, że mają przestrzegać starotestamentowych przykazań, bo Bóg ich co prawda zbawił ALE…

Tkwiłam po uszy w religii i nadszedł dzień, w którym zrozumiałam, że jestem spętana i muszę się uwolnić. Ale miałam…. Potworne poczucie winy! No i nie wiedziałam, jak to zrobić! Przez tyle lat znałam tylko jedną, bezpieczną, utorowaną przez innych drogę – nawet nie musiałam znać dobrze Biblii – powtarzałam interpretacje tych „światłych” wierząc, że to prawda objawiona. Ale miotałam się coraz bardziej.
Pomógł mi sen – Bóg pokazał mi sytuację, w której jestem i tę, do której chce mnie poprowadzić. Pierwsza to była maleńka, ciemna komórka, której wszystkie ściany się zwężały. Na łapanie kilku oddechów zostawała mi równie maleńka kratka w suficie, który był tuż przy czubku mojej głowy. Na zewnątrz był Bóg z całym wszechświatem, pięknem, przestrzenią i wyciągniętymi w moją stronę ramionami. Tam się udałam.

 

Masz problem z religijnością?

Dramat człowieka religijnego polega na tym, iż albo nie sądzi, że jest religijny, albo nie uważa tego za problem, a wręcz błogosławieństwo.
Aby to sprawdzić, zrób test ;- ) KLIK

Jeśli podejrzewasz, że możesz mieć problem z religijnością – a to taki sam problem jak z alkoholizmem czy narkotykami, wiedz, że jest ratunek. Z tego warto się leczyć, dla dobra swojego i innych.
Jedyne, co musisz zrobić  to
a) Uwierzyć, że religijność nie jest Bożym zamysłem dla Ciebie.
b) Następnie uwierzyć, że taka decyzja to nie jest wystąpienie przeciwko Bogu.
c) Zdecydować, że chcesz zmian i całą siłę potrzebną do konfrontacji z ludźmi i życiem na zasadzie „jazda bez trzymanki” czyli bez bezpiecznej religijnej przystani, czerpać jedynie od Jezusa.
d) Przyjść do Jezusa i nie bać się żyć w Jego wolności. I pozwalać, by On zmieniał Twoje serce; to będzie proces, zatem nie bój się; zdążysz dojrzeć do postawy pragnienia kochania-i-niczego-poza-tym.  W całkowitej wolności :- )

Jeśli chcesz, możesz użyć słów:
Boże, wierzę, że zaplanowałeś dla mnie życie w miłości, wolności i radości. Nie jestem pewny/a co teraz dzieje się w moim sercu, ale Ty je badaj i jeśli mam w sobie ducha religii, decyduję się od niego odwrócić. Chcę życia w Twojej przestrzeni, na Twoich zasadach. Amen.

Gdy miałam napisać ten tekst, zapytałam Ducha Świętego, jakby zobrazował  religijność i jej przeciwieństwo. I pokazał mi….. konie :- )

Koń jest z założenia szlachetnym stworzeniem – ma siłę i grację, która w pełni może zachwycić jedynie na wolności i tam też w pełni się rozwinąć. Podobnie jak każda osoba wierząca.

Boża obecność nie jest ograniczona miejscem, czasem, formą i rodzajem osoby. Nie musisz na nią zasłużyć. To jest przestrzeń, w której przebywasz z Bogiem. Dlatego nie szukaj Go w żadnym kościele. Pozwól tym razem Jemu uformować Twojego wewnętrznego człowieka. Tak, jak On chce :- )

Bless you all!

 

 

 

 

 

 

 

  • Marcin

    Zazdroszczę Tobie że poznałaś Boga i masz z nim relacje, ja poprzez sercowe blokady nie mam szans go pozna, dlatego wiodę marne życie i chyba tak już zostanie…
    Na dzien dzisiejszy nie wyobrażam sobie czegos nowego…

    • Marcin, ale Bóg właśnie może usunąć każdą blokadę. On jest od rzeczy niemożliwych, tylko trzeba podjąć decyzję, że chcesz Go do swojego życia wpuścić.

  • Nie wiem co ma w sobie kościół jako miejsce, ale strasznie mnie uspokaja przebywanie w nim. Mam o tyle dobrze, że trafiam na mądrych, a nie przemądrzałych księży i cały czas ciekawych rzeczy w nim się dowiaduję na kazaniach. Brakuje mi tylko czegoś, co można by było wspólnotą pierwszych chrześcijan nazwać. Naprawdę wykurzyłabym wszystkich religijnych, którzy swoim gderaniem tylko mnie zniechęcają do bycia blisko Boga.

    • Gdy byłam katolickim dzieckiem, codziennie ciągnęłam babcię (tak -babcię i to na siłę wręcz :-D) do kościoła – taki kościół jako miejsce znałam i tam lubiłam przebywać- zanim nie pojawiali się inni ludzie. W niedziele już mi się nie podobało :- )

      Co do wspólnoty pierwszych chrześcijan- jest to możliwe, byłam częścią tego – i było to dosłownie mega duchowe przeżycie – kiedy jesteś wśród ludzi, każdy jest > z innej bajki < ale jest pełna akceptacja, zero udawania, porozumienie już nie dusz, ale ducha, bo kochacie tę samą Osobę; formy nie mają żadnego znaczenia (kto jest jak ubrany, gdzie siedzimy/stoimy, co jemy i jak w ogóle wyglądamy) bo każdy pragnie tylko wzrostu duchowego i budowania siebie nawzajem. (wspomniałam o tym tu: http://motyw-kobiety.miejsce-akcji.pl/2015/03/04/kim-sa-przyjaciele/ )

      Teraz myślę, że tworzymy w małej grupie coś takiego – można to stworzyć z ludźmi głodnymi Boga. :- )

  • No cóż, ja wciąż będę bronił swojego zdania, że to nie bóg stworzył człowieka, tylko człowiek boga, żeby nim sobie tłumaczyć różne zjawiska, których sam nie mógł ogarnąć. A potem kapłani wyczuli w tym świetny interes i pilnowali, żeby nikt nie poznał prawdy. Gdyby faktycznie istniał jeden bóg, to nie byłoby tyle sprzecznych religii i w ogóle innych bogów. A weź pod uwagę, że przed „naszym” bogiem było wielu innych, którzy nie przetrwali próby czasu.

    • Słyszałam ostatnio, że człowiek to taki stwór, że nawet jakby sie znalazł na bezludnej wyspie, zupełnie wolny, to znalazłby jakiś kawałek badyla i zaczął go czcić. Mamy rzeczywiście taką „przypadłość”.
      A jednocześnie czytałam kiedyś o naukowcach, którzy odkryli, że każdy człowiek nosi w sobie >gen< duchowości – w sensie, każdy ma tę pustkę do zapełnienia- CZYMŚ innym niż świat materialny.
      Gdyby tak teraz te 2 sprawy połączyć, można by powiedzieć, że już istnieje Bóg, którego szukamy – ale niektórzy ludzie wolą g(G)o stworzyć, niż odkryć.

      • OK. Ale ten gen duchowości, życie wewnętrzne (niematerialne) to nie to samo co bóg – intelignetna istota, która stworzyła wszechświat tylko dla człowieka, żeby ten go czcił i chwalił.
        Bóg jako symbol – OK. Może to być energia kosmosu, może to być coś, czego JESZCZE nie rozumiemy.
        Ale bóg jako gość, który stworzył człowieka na swoje podobieństwo – no sorki :)

        • No ja odkryłam takiego Boga, który stworzył człowieka na swój obraz (…) Sorki :) W Nim zyskałam wolność, miłość, ale nie ograniczam Go zanadto ;-) Bo tak naprawdę bardzo mało wiem. Bardziej czuję, przyjmuję, zmieniam się , doświadczam. Jest mi z tym doskonale.
          Ogólnie poszukiwania duchowe to fascynujący temat – stale rozmawiam z ludźmi, którzy szukają swojej (albo właściwej?) drogi. Każdy z nas odbiera świat, wszechświat zupełnie inaczej.

          • Iza

            Każdy odbiera świat zupełnie inaczej, ale zawsze jest to przez pryzmat doświadczeń życiowych, kultury (historii, polityki, edukacji) kraju w którym żyje, itp. Nie jesteśmy czystą kartą i nie możemy powiedzieć, że niezależnie i bezstronnie podejmujemy decyzję w co wierzymy. Bo to zawsze jest jakaś decyzja i zawsze dotyczy wiary. Ateista wierzy, że nie ma Boga. Hindus wierzy, że jest wielu bogów. Świadomie lub nieświadomie dokonali wyboru a on z czegoś wynikał. Andrzej jest w stanie uwierzyć w energię z kosmosu lub coś innego, na co JESZCZE nikt nie wpadł bo widzi kościół jako instytucję robiącą interesy.
            Dlatego nienawidzę religii. Ona jest wszędzie i ludzie czerpią z niej zyski, powołując się na bóstwo/a, objawienia, itp – odciągając zwykłego człowieka od szukania PRAWDY, od szukania BOGA. Utożsamiamy Boga z religią, religia przynosi rozczarowanie, odrzucamy Boga. Pustka pozostaje.
            Andrzeju, czy uważasz, że Jezus był postacią historyczną?

  • Nie jestem oburzona :) ale czuję, że jest coś nie w porządku z porównywaniem ludzi religijnych do ludzi uzależnionych. Duchowa droga każdego z nas inna, jedni mają więcej, inni mniej religijnej świadomości. Jedni potrzebują regularnej praktyki, inni wolności.

    • Iwona

      Pojęcie religijności jest bardzo szerokie. Przygotowując ten post, pomyślałam o religijności jako praktykowaniu w ogóle; nie starczyłoby całego bloga by to opisać :) – więc tutaj zawęziłam to do postawy. W skrócie: jest dwoje ludzi; oboje robią mnóstwo dobrych rzeczy na rzecz świata, ale jeden z nich robi to bo kocha i wszystko robi w wolności, a drugi, >dla czegoś< . I to >dla czegoś< przedstawiłam tu jako religię. Jasne, piszesz, że niektórzy potrzebują praktyk religijnych....ja też ich na jakimś etapie życia realnie potrzebowałam, ale to była >podstawówka<. Ludzie muszą wiedzieć, że można dorosnąć i pójść dalej; jeśli ugrzęźniesz w religijności, zawsze będziesz patrzeć na ten palec z przysłowia, zamiast na księżyc. Dzięki za koment., pozdrowionka :)

  • Ja nie wierze w żadnego boga, ale od małego rodzice wychowywali mnie w wierze katolickiej. Zmuszali do przyjmowania sakramentów, chodzenia na lekcje religii i do kościoła. I po wielu, wielu latach w końcu uwolniłam się od tego wszystkiego, ale nie powiem, łatwe to nie było. Zwłaszcza, że ludzie nadal niezbyt przychylnie patrzą na osoby niewierzące (tak jakbyśmy robili coś złego).

    • Myślę, że większość Polaków ma taką przeszłość „religijną”. Gdyby od dziecka uczono nas żywej relacji z Bogiem, moglibyśmy uciekać do Niego a nie od Niego. Na szczęście jest jeszcze świadomość dojrzałego człowieka i mogą za tym iść osobiste wybory :- )

  • naszebabelkowo.blogspot.com

    Ja zdecydowanie nie jestem osobą religijną, od Kościoła trzymam się z daleka – i jest mi z tym niesamowicie dobrze. Dla mnie religia to forma zniewolenia – a bardzo nie lubię, kiedy ktoś próbuje mi odgórnie narzucić jakieś przekonania.

    • Kościół nie jest zły – jeśli jest to kościół dojrzały. I….posiadający jeszcze kilka innych cech.

  • Z wiarą u mnie bywa na tyle różnie, że wolę się nie wypowiadać. Nauczony jestem wierzyć, wiele wydarzeń udowodniło mi, że Bóg istnieje, ale w tę otoczkę dookołą Boga co ludzie sobie wymyślili, w życiu nie uwierzę.

    • No i to jest chyba najlepsza postawa; sam doświadczyłeś, to Twoje prywatne doświadczenia, refleksje na ten temat masz. W ogóle jakakolwiek otoczka wokół Boga jest zbędna- bo w sumie CO może Go otoczyć? :)

  • Monika Budyta

    Mogłabym podpisać się pod prawie wszystkim, co napisałaś, z wyjątkiem oczywiście fragmentów dotyczących Twojej osobistej historii, bo moja jest inna. Ale to że Bóg jest osobą, która chce mojego szczęścia i wolności, i nikt mi nie wmówi, że nie, bo po prostu znam Go – to jest coś tak oczywistego… A zarazem zdumiewające jest, jak dla wielu „religijnych” osób, a nawet liderów, nie jest to wcale oczywiste…

    • „bo po prostu znam Go” – i to mówi wszystko :) A religijność….polega na tym, że Boga się nie poznaje osobiście, nie odpoczywa w Nim, ale stale coś robi dla Niego….czego On w ogóle nie oczekuje :)
      Dzięki za podzielenie się!

  • „rozmowy z Bogiem” i wszystko staje się jasne..
    Fajny wpis , choc mam osobiste zastrzezenia do wynoszenia Jezusa na Boga. To był tylko jeden z wielu , ktory wiedział o co chodzi hehe. Teraz też by był przez mohery pewnie …..otruty.. jak Osho:)

  • Iza

    Iwona, super tekst, jak zwykle :-)

    Najbardziej podobało mi się zdanie, ze religijność jest takim samym problemem jak picie czy ćpanie, ale jest ratunek – ale jak jest trudno pijakowi czy ćpunowi zrozumieć/przyznać, że ma problem, tak jest trudno człowiekowi religijnemu! Większość ludzi żyje w rzeczywistości „systemowej” jak w jakimś matriksie: szkoła, kościół, korporacja, „oczekiwania społeczne”…

    Wydaje mi się, że to po prostu niechęć (lenistwo?) do brania na siebie odpowiedzialności za swoje życie.
    Usprawiedliwiamy się mówiąc, że przecież wszyscy nie mogą być w błędzie.
    Skoro wszyscy posyłają dzieci do szkół (obowiązek szkolny nawet jest) to czy zabranie dzieci ze szkoły nie jest szaleństwem?
    Skoro wszyscy wierzący w Boga chodzą/należą do kościoła to czy nie jest zwiedzeniem nauczanie przeciw temu? Czytałaś może książkę „Więc nie chcesz już dłużej chodzić do kościoła?”? Polecam!

    Ludzie nie myślą już samodzielnie. Podobno największą bzdurę można uczynić powszechnie przyjętą prawdą jeśli powtórzy się ją wystarczającą ilość razy. A w dzisiejszych czasach w internecie informacja powiela się setki razy w ciągu dnia! Jakie pole do manipulacji!
    Jakiś czas temu zaproponowałam w domu pewną zmianę, co zostało spontanicznie skomentowane: „Czy my we wszystkim musimy różnić się od reszty?”
    Nie ma lekko :-)

    Osobiście nienawidzę religii i ludzie religijni często mają ze mną zagwostkę. Z premedytacją i satysfakcją wtykam im palec między żebra.

    Dziękuję za ten bardzo wartościowy wpis.

    • A ja po Twoich komentarzach zawsze dowiaduję się czegoś nowego :)) – czyli: Nie, nie czytałam, ale chętnie po nią sięgnę!

      Tak, temat religijności jest rozwojowy i nie wyczerpałam go jeszcze- to dopiero początek :- )
      Dzięki za zapodanie kolejnego pomysłu na post – czyli mentalność stadna, pójście głównym nurtem – temat jest mi bliski bardzo, bo odkąd pamiętam idę pod prąd – i to ja w domu słyszałam zawsze „Czy ty zawsze musisz różnić się od reszty?” :)
      Odkąd poznałam Jezusa, jeszcze bardziej utwierdziłam się w przekonaniu, że różnienie się od kogokolwiek to tylko plus; Jezus nosił zwyczajne imię, wykonywał zwyczajny zawód, podejrzewam, że miał zwyczajne ciuchy, a patrząc na opis Izajasza w rozdz.53, niczym szczególnym na zewnątrz się nie wyróżniał. Ale szły za nim tłumy; jedni z kamieniami, inni w zachwycie. Robił różnicę i wpychał palce między wiele żeber.
      Będąc ze „świata” tak naprawdę go wyprzedzał; i jeśli miłość , wolność i prawda mają robić tę kolosalną różnicę, to chcę zasuwać pod prąd i każdy mainstream :)
      Dzięki za bardzo budujący komentarz!