Przemyślenia blondynki cz.4

Znacie takie powiedzenie, że nie dowiesz się, dopóki nie znajdziesz się w czyjejś skórze? Po angielsku to chodzić w czyichś butach.  Pamiętam jeden z programów kryminalnych, w którym ojciec zamordowanej dziewczyny  w akcie desperacji, zdjął w sądzie buty, położył je na stole i powiedział sędzinie, aby się w nich przeszła. Ona, wypowiadając się później powiedziała, że całkowicie zrozumiała ten gest- podobnie jak wszyscy na sali. W rezultacie, ojciec wywalczył  w Anglii nowe prawo, prawo Clare, które daje kobietom możliwość sprawdzenia na policji kryminalnej przeszłości swojego partnera. Tylko dlatego, że sędzia wczuła się w stan psychiczny ojca zamordowanej Clare Wood- „weszła w jego buty”.


‘Nic nie jest takim, jakie się wydaje’

Pamiętacie, jak reklamowałam Wam film „Miasteczko Wayward Pines” ? To idealny przykład jak mało wiemy, widząc sprawy tylko ze swojej perspektywy. Jako widz, oglądając wydarzenia w pierwszym odcinku krzyczysz raz po raz:
– No i co on robi?!
– Bez sensu! Przecież może przejść przez……
– Ja bym to zrobił/a tak: ……………
– A nie może po prostu przejść tędy i zrobić to?

‘Nic nie wiesz, Jonie Snow’

Kolejne odcinki natomiast, przynoszą jeden tylko komentarz do tych wszystkich wcześniejszych scen; „Ahaaaaaaaaaaaaa…!”. Mniej więcej podobną reakcję wykazywalibyśmy, gdybyśmy byli osobą, mieli jej oczy, uczucia i doświadczenie, co do której wydajemy sądy.

Ostatnio mówiłam mężowi, jak to fajnie, że jedzie w delegację. Wymieniając głośno co tam będzie z pewnością robił i jak spędzi ten czas, przedstawiłam mniej więcej opcję wesołego miasteczka. Mój facet spojrzał na mnie i wybuchnął śmiechem: – My chyba mówimy o zupełnie różnych wyjazdach!
Po czym zaczął przedstawiać, jak  takie wyjazdy wyglądają NAPRAWDĘ czyli poza moją wyobraźnią :- ) Po czym skwitował:
– Ale wiesz, kiedyś takie samo wyobrażenie miałem o pracy handlowców. A potem się okazuje, że to jest jak z tym inżynierem.  
– W sumie…. Zanim nie pracowałam jako pilotka wycieczek to też mi się wydawało, że to płatne wakacje. Albo nauczyciela. 

Polak mądry. Po szkodzie.

Grupą, która najczęściej ocenia i zawsze czuje się w obowiązku, aby wszystko wiedzieć najlepiej, oraz udzielać złotych rad są Polacy :- ) Z iloma nacjami miałam i mam do czynienia,  mogę spokojnie stwierdzić, że to moi rodacy nie cierpią nie wiedzieć, nie mieć gotowej odpowiedzi, rozwiązania. Z jednej strony bardzo mi się to podoba, bo może prowadzić do prostych wniosków i naprawdę prostych rozwiązań. Z drugiej – do braku empatii w stosunku do życia, przekonań, decyzji i pozwolenia na wewnętrzny świat każdego człowieka . A właśnie na tej płaszczyźnie, okazuje się  nasza miłość.

Co sądzicie?
 

 

  • Ciekawy wpis! Ja również staram się w każdej sytuacji szukać drugiej strony medalu i raczej zastanawiam się , co mogło pokierować zachowaniem drugiej osoby, zanim zacznę oceniać. Przyjemnej niedzieli! :)

  • Oo tak, no pewnie :) Pracę w domu uwielbiamy oceniać jako leżenie przez cały dzień, zarówno własną firmę, jak i kobiece ogarnianie domu i dzieci. Wyjazdy służbowe – na pewno biba przez całą dobę i jedno wielkie turystyczne rozpasanie… też tak myślałam, dopóki nie przyszło mi oglądać malowniczych miejscowości tylko z okna hotelu, w którym byłam od rana do wieczora zajęta pracą;) Dużo jest takich rzeczy. Miłość i empatia rzeczywiście pomagają :) Pozdrawiam Cię ciepło :)

    • Iwona

      Ja właśnie kiedy uświadomiłam sobie przepaść między swoim wyobrażeniem czyjejś sytuacji (której sama nigdy nie doświadczyłam) a faktem (już po doświadczeniu samej) uznałam, że wiem,że nic nie wiem :->

  • W swojej pracy codziennie muszę się wczuwać w sytuacje uczniów i w ich położenie, szkoda że oni nie wczuwają się w moje położenie.

    • Mają za małe doświadczenie życiowe. Wiem coś o tym- też się w szkole nie wczuwaliśmy w sytuacje nauczycieli;)

  • Poradnictwo „od ręki” to nasza specjalność narodowa. Wiemy wszystko na każdy temat. Gdy się zdarzy taka sytuacja o której się wypowiadaliśmy ale jej nie przeżyliśmy to się nie przyznamy nawet przed sobą, że odczucia były inne i rada przez nas zaordynowana była do bani – bo to wstyd.

  • Łatwo nam przychodzi ocenianie, czasem się nim dowartościowujemy, czasem po prostu poprawiamy sobie humor, jeszcze innym razem robimy to ot tak. Bo nam wolno. A tak naprawdę często wiemy o innych o wiele mniej niż nam się wydaje i nie mamy pojęcia, jakie głupie i raniace rzeczy robimy, wydając osądy tak szybko.

    Też myślałam o poście na ten temat, bo to trochę taka bolączka naszych czasów, powiedziałabym, że coraz bardziej. Coraz mniej empatii i życzliwości w ludziach, to już powoli przestaje być jakaś wartość, a bardziej dziwactwo czy frajerstwo. Może trochę za ostro mówię, ale czasami tak to widzę.

    • To napisz koniecznie!

      Wiesz, człowiek lubi jednak szuflady i wszystko w nich poukładane. A jednak jesteśmy tak złożonymi istotami i tak różne doświadczenia mamy i wrażliwość, że nie da się tego zrobić- bez szkody dla innych.

  • Staram się „wczuwać w kogoś” w pracy, gdy mnie poirytuje, ma nietypowe żądania, lub po prostu robi głupstwa. Np. łatwiej przegryźć kolejną reklamację od klientów, gdy wiemy, że sprawca problemów właśnie przechodzi trudne chwile w życiu osobistym.

    • To realnie pomaga. Kiedyś rozmawiałam z Anglikiem o narzekaniu. Kiedy mówiliśmy o np.zbyt długich kolejkach do kasy w hipermarketach i jak ludzie czasem psioczą na kasjerki, on powiedział „Weź przestań, ja sobie zawsze myślę: czy tej kobiecie łatwo jest tak pracować? Nie chciałbym być na jej miejscu”.

  • Kiedyś gdzieś przeczytałam, że gdybyśmy wiedzieli naprawdę wszystko o innych ludziach (czyli chodzili w ich butach) wypełniło by nas jedynie uczucie głębokiego współczucia…

    • Czyli nasza wrażliwość się przed tym broni :D