Bańka informacyjna, w której żyjemy.

– Słyszałam, że Malmö stało się muzułmańskim miastem.
– A ja, że w Polsce regularnie dochodzi do ataków na tle rasistowskim.

 

 

Takimi informacjami wymieniłyśmy się niedawno z koleżanką – Szwedką. Ona bazowała na tym, co sprzedały jej media – a ja na tym, co media sprzedały mnie. Z  Tobą nie jest inaczej.

 

Z pewnością słyszałeś, słyszałaś o terminie bańka informacyjna.  To w dużym uproszeniu oznacza, że jeśli niedawno kupowałeś, kupowałaś przez Internet na przykład wiklinowy koszyk, przez najbliższe kilka dni, ilekroć będziesz surfować po stronach web, w tle będą majaczyły wiklinowe koszyki. Bo wujek Google zapamiętał, że  leżą  w kręgu Twoich zainteresowań. Ale koszyki wiklinowe to mały problem.

 

Bańka informacyjna  zawęża nasz świat – przez klikanie w te same źródła informacji, możesz mieć wrażenie, że aktualnie cały świat żyje kryzysem ekologicznym, pedofilią w kościele albo rodziną Kardashianów.
Możesz też mieć absolutne przekonanie, że na świecie dzieje się tylko zło – czytając czy oglądając wiadomości, czy nawet seriale, myślisz „Świat zmierza ku końcowi, nie ma w nim już niczego dobrego” – czytaj dalej, chcę Cię utwierdzić w tym, że jest inaczej.

 

 

Niestety, na podstawie naszych preferencji Internet wybiera nam tylko takich ludzi i informacje, z którymi się zgadzamy.  Przykładem może być pewna grupa Facebook’owa, skupiająca się wokół „zwalczania Islamu” – której członkowie nie przebierają w słowach, oceniając zapodane im wiadomości…. z jednego tylko źródła, które nawet nie ma realnego autora.  
Można się domyślić, że ta grupa skupia ludzi mających podobne obawy dotyczące losów świata i te obawy są im codziennie podsycane informacjami, których nawet nie sprawdzają – sprawdzasz wiadomości, które czytasz, czy pozwalasz im rządzić w swojej głowie, jak chcą?

99 dobrych wiadomości z 2019, o których prawdopodobnie nie słyszeliście

Sprawdzanie wymaga myślenia i wyciągania wniosków, a to obecnie dla wielu bolesny proces – i Internet to wie. Sposób w jaki przedstawia  wiadomości (chciałam napisać „fakty” ale to nie są fakty) również pozostawia wiele do życzenia, a mnie osobiście obraża – bo mówi się do mnie jak do zidiociałego buraka – a ja wiem, że miejsce, w którym stawia się przecinek ma znaczenie. Nie mam też ochoty wchodzić na wiadomości, na które sama sobie mam odpowiedzieć  („Rozenek – Majdan jest w ciąży?!”) bzdurnych w treści, typu click-bait („Czy w niedzielę 9 lutego zrobimy zakupy?”) i nie poddawanych korekcie redaktorskiej, przez co mnóstwo w ich treści błędów.

 

 

Facebook wybiera prezydenta

 

 

Jednak nadal uważam, że najbardziej niebezpieczne z informacji są te, które każą nam postrzegać świat w określony sposób.  Wg Brittany Kaiser, Donald Trump cieszy się swoją prezydenturą dzięki….. Facebookowi. Co więcej, Brittany Kaiser osobiście uczestniczyła w tej propagandzie, która polegała na zebraniu określonej grupy wyborców dzięki danym z Facebook’a i przygotowaniu dla nich takich „faktów” (nadal uważam ten termin za kwestię umowną) by wybrali Trumpa. Pokrótce polegało to na przedstawieniu  w jak najgorszym świetle Hilary Clinton – jeśli pamiętacie tamte wybory, zapewne kojarzycie kilka haseł propagandowych dotyczących oponentki aktualnego prezydenta: „Hilary to wariatka”, „Hilary Clinton to kłamczucha”  itp.  Firma Cambridge Analitica, która te wybory przygotowywała tak, by wygrał Donald Trump, spisała się. Dzisiaj Brittany Kaiser być może wiedziona wyrzutami sumienia, wyciąga zza kulis detale wojny informacyjnej, która toczy się przecież cały czas.

Ale zanim zajęto się manipulowaniem wyborców  wokół kampanii prezydenckiej w USA, ćwiczono na kampanii mniejszych rozmiarów. Na ogień (nie jedyny!) poszły wybory w Trynidad (Jamajka), gdzie przeprowadzono eksperyment – jego założeniem była wygrana Hindusa, a nie innego, czarnego kandydata. Twórcy tego eksperymentu (Cambridge Analitica) zaangażowali czarną młodzież w ruch, któremu towarzyszyła zabawa i pewien symbol – gest, który pokazywał, że wybory ich nie interesują i nie będą głosować. Jak mówię, z całej akcji zrobiono rozrywkę, a czarna młodzież powielała gest w mediach społecznościowych, pociągając  za sobą kolejnych „buntowników”. Cambridge Analitica wiedziała też, że młodzi Hindusi na wybory pójdą, gdyż są pod silnym wpływem rodziców. Efekt? Czarnoskóra młodzież pod wpływem rozsianej propagandy w dzień wyborów została w domach, nie głosując na „swojego” kandydata – siłą rzeczy CA osiągnęła swój cel – wygrał kandydat  hinduski.

„W sumie był to nieetyczny eksperyment” – mówi o zaledwie jednym z eksperymentów społecznych, członek nieistniejącego już Cambridge Analitica.
Eksperymentów jak i realnych „zleceń” było znacznie więcej! Jednym z nich jest…. Brexit, o czym Brittany Kaiser również otwarcie mówi, a doszła do tego dziennikarka śledcza – Carole Cadwalladr.

 

Na wojnie informacyjnej

 

„Carole Cadwalladr przeprowadziła gigantyczne śledztwo, z którego wynika, że niewielkie, dobrze zakonspirowane firmy informatyczne są w stanie wywierać duży i skuteczny wpływ na wyniki wyborów. Jak? Dzięki zaawansowanej analizie danych. Jej wynikiem są rekomendacje, które jednoznacznie wskazują, do jakich ludzi trzeba dotrzeć i jaki komunikat im przedstawić, by skłonić do konkretnego zachowania – czyli głosowania na daną osobę lub zostania w domu.” (The Guardian, The great British Brexit robbery: how our democracy was hijacked, 7 maj 2017)

Zanim dotarłam do źródeł internetowych, natrafiłam na Netflixie na prawie dwugodzinny dokument pt. „Hakowanie świata” (2019) , który już bardzo konkretnie pokazał mi świat, w jakim każdy z nas porusza się na co dzień – świat bańki informacyjnej. I wojny, w której bierzemy codziennie udział – wojny informacyjnej.  Jak wiemy z historii, to właśnie informacja od zarania dziejów była najbardziej cennym „towarem” – i nic się w tej kwestii nie zmieniło.

 


Jak wspomniałam na  początku, spersonalizowane wiadomości są tylko pozornie dla nas dobre – tak, mamy szansę zamknąć się w grupie fejsbukowej, w której każdy myśli tak, jak my – ale tym bardziej stajemy się „wrażliwsi” na inne opinie – co skłania nas do tego, by zaledwie odmienne zdanie nazywać hejtem.  I płyniemy z tym, co akurat jest trendy, w myśl zasady, że im więcej osób będzie to powtarzać, tym bardziej dana informacja stanie się prawdą.  (np.plastik to samo zło)

Gdy zaczynasz przebywać w grupie mającej taki sam punkt widzenia na daną kwestię społeczną (zatem nie mówię tu o fanach określonej muzyki, mody czy roślin!) z czasem zaczynasz odrzucać odmienne zdanie innych osób, nawet nie wchodząc z nimi w dyskusję. A to już krok do radykalizacji. Przede wszystkim, jako człowiek wolny, stajesz się niesamowicie ograniczony. Dotyczy to również ruchów religijnych, ale o tym będzie inny post.

 

 

Jak rozbić bańkę?

 

 

Aby wyjść poza bańkę informacyjną chociaż trochę i nie uczestniczyć w wojnie informacyjnej, wystarczy tak naprawdę niewiele. Oto, co każdy z nas może zrobić:

 

– Sprawdzać informacje, które nas interesują, w kilku różnych źródłach.
– Nie czytać jedynie tytułów; jak wiadomo, są mylące i nastawione na klikanie w nie.
– Szukać informacji rzeczowych, nie tych  lejących wodę. Ja od jakiegoś czasu czytam „prasę” jedynie na stronie Polskiej Agencji Prasowej (www.pap.pl) – dopiero, gdy szukam szczegółowych informacji, przeglądam różne źródła i staram się wyciągać swoje wnioski. (np. czytam, że nad Europą przejdzie huragan i interesuje mnie to z jakichś powodów, to wnikam w temat i dowiaduję kiedy, czy nad Polską też, z jaką siłą i czytam ewentualne zalecenia).
– Rozmawiać z ludźmi mającymi inne poglądy niż nasze; dyskutować, będąc nastawionym na dowiedzenie się czegoś nowego, co poszerzy nasze horyzonty. Przecież ostatecznie i tak możesz pozostać przy swoim poglądzie. Ja np. często rozmawiam z ludźmi mającymi skrajnie różne poglądy dotyczące życia religijnego. Te rozmowy bardzo mnie rozwinęły – o tym kiedyś również napiszę.
Warto zadawać częściej pytanie „Dlaczego” i czekać na odpowiedź z otwartym umysłem.
– Na każdą złą wiadomość, przeczytać o jednej dobrej. Gdzie ją znaleźć? Najlepiej na stronie Dobre Wiadomości.

 

Czy nie zauważyłeś, zauważyłaś, że  ludzie obecnie nie potrafią ze sobą rozmawiać? Mam wrażenie, że w Internecie pojawia się albo motłoch, wyrażający swoją frustrację w niewybrednych słowach, albo Juliany (patrz: król Julian, „Pingwiny z Madagaskaru”) pragnące lajków i pochlebnych komentarzy pod wszystkim, co zamieszczą.  Nie ma dyskusji, z których moglibyśmy uczyć się od siebie nawzajem i siebie nawzajem. Przedstawiania swojego punktu widzenia w sposób kulturalny, z szacunkiem dla rozmówcy. No ale najpierw trzeba mieć swój punkt widzenia. Tymczasem ….

„Personalizowaliśmy im newsy, aż zaczęli postrzegać świat tak, jak tego chcieliśmy”

(były pracownik Cambridge Analitica)

 

 

Świadomość

 

 

Film „Zhakować świat” ukazuje również starą jak świat taktykę polityczną:

 

„Metoda na zaprowadzenie nowego ładu społecznego polega na rozbiciu społeczeństwa i założenie go na nowo w określony sposób”. (tamże)

 

Czyli „Dziel i rządź” (Divide et impera).  Już nas podzielono. Odseparowano człowieka od człowieka. Żyjemy w swoistej wieży Babel. Tylko, kto nami rządzi? I co ma na celu?

Jedyne, co może nas uratować, to świadomość, że jesteśmy w Internecie produktami. I że poza nim – jesteśmy czymś  znacznie więcej:  istotami – ludźmi stworzonymi do kochania i budowania świata na fundamentach miłości  i porozumienia – pozostawienia po sobie świata choć trochę lepszym i pociągania innych w stronę dobrych działań. Czego nam wszystkim życzę.

 

To, co polecam:
Film „Zhakować świat” (2019) Netflix
JP Rangaswani – Informacja jest pożywieniem KLIK