Dzień z życia mężczyzny.

„Wstaję i idę.
Ruszam na łów.
Niech rwą mnie wiatry i prądy wód.
Tańczę i wyję.
Rzucam się w ogień.(…) 
Jestem myśliwym.
Świat nie jest wcale taki zły.
Palę się od środka.
Jestem głodny tak jak wilk.

Wstaję i idę,
na mnie już czas.
skaczę na dachy wielkich miast.

Nawołują mnie odległe galaktyki.
To skład mojej krwi, moja trajektoria. 
(..).”

Która kobieta to >czuje< ? Która chciałaby mieć taki instynkt? Albo chociaż przez jeden dzień dowiedzieć się … jak to jest być mężczyzną?

Był czas, gdy – jako kobieta – mogłabym sobie wytatuować tekst piosenki Armaty jako hymn ….yyy? No właśnie….. nie bardzo dzisiaj wiem czego. Bo dzisiaj mój poziom testosteronu jest najprawdopodobniej na zwykłym poziomie.

Pisarka Elizabeth Gilbert również miała takie pragnienie; dowiedzieć się jak myśli facet, przeżyć choć 1 dzień z jego psychiką – w tym celu wypchała prezerwatywę soczewicą i nosiła w spodniach cały dzień, co moim zdaniem już świadczy o mało męskim podejściu do sprawy. Ogolona głowa Moniki Brodki na Męskim Graniu to też nie jest to.
Mnie los zaskoczył. Ale zacznijmy od początku:

Pewnego dnia budzę się jak zwykle. Może jest szósta może siódma, nie wiem.
Wszystkie moje zmysły są wyostrzone; jestem czujna jak rzadko. Świadoma jak mało kiedy. Czuję jakiś interesujący niepokój.
Włączam radio, a tam, że możliwa wojna, że Rosja i te sprawy.
Nie niepokoi mnie to, nie przeraża, jedyne co myślę to:
Poślijcie mnie!! Pójdę pierwsza i zrobię totalną rozwałkę! – oddaję się przyjemnym myślom o sobie w barwach wojennych, w wojskowych butach i z karabinem.

I ch*j, że za bardzo nie umiem strzelać! Przecież wojna nie jest od tego, żeby umieć strzelać, ale żeby COŚ SIĘ DZIAŁO!!         
Przetrząsam cały Internet pod kątem informacji o możliwych konfliktach zbrojnych (w każdym widząc siebie jako  następcę Rambo) i pozostaję z niedosytem.
Kręcę się jeszcze po domu, po czym udaję się do drewutni, rąbać drzewo.
Skupiam się tylko na tej czynności. Zwykle mam natłok myśli; robiąc najprostszą rzecz, analizuję miliardy i tryliardy spraw. Ale teraz mam coś w stylu „nothing box” (patrz:YouTube);
moje myśli są niezwykle przejrzyste i tylko jedna naraz (czyli to jest możliwe).
Mój świat już nie jest złożony z wielu puzzli, ale z jednego…pokoju; gdy do niego wchodzę, pochłania mnie w całości. A potem przechodzę do drugiego. I jestem w nim w 100%.

Wracam do domu,robię sobie kawę –  już mam w ręku śmietankę, gdy z niechęcią odkładam z powrotem.

Chcę czuć smak prawdziwej, mocnej kawy. Chcę czuć ten dzień, w pełni!
Skupić się na kolejnych czynnościach, każdej z osobna oddać się bez reszty.
W czasie picia kawy otwieram Internet i zaraz zagaduje do mnie koleżanka na Fejsie. Chce bym pomogła jej wybrać kolor ścian. Jej zdaniem pokazuje mi dwa „zupełnie różne” kolory. Patrzę i widzę tylko fiolet. No okej, jakby się lepiej przyjrzeć, może pod innym kątem, w innym świetle to jeden mógł być jasny, a drugi ciemniejszy, ale kaman, to był dalej fiolet!! Jest sens zawracać sobie i innym głowę takim drobiazgiem?!

Moje myśli od samego przebudzenia są niezwykle proste. Uporządkowane. Jeden cel naraz. Żadnych komplikacji, rozdrabniania się, gdybania. Wóz albo przewóz, akcja – reakcja, tak=tak, nie=nie. I nie wiedzieć czemu, cały dzień powraca do mnie myśl o seksie! Niestety mam „”robotę”” do zrobienia na KOMPUTERZE i nie grozi mi żadna walka, żadne zmaganie się z żywiołem, po którym (w razie przeżycia) czekałoby na mnie piwo wypite z butelki i rozładowanie seksem tej cholernie wysokiej adrenaliny, a potem zaśnięcie na kanapie.
Nie, tak nie da się żyć w tym zwariowanym, znormalizowanym świecie!


Tamtego dnia Bóg prawdopodobnie spełnił moje marzenie o byciu facetem jeden dzień i podniósł mój poziom testosteronu (patrz: film „Dzień Kobiet” i Sonia Bohosiewicz po testosteronie) poza granice dopuszczalne dla kobiet, które mają dekorować świat większą paletą barw niż 12.

Szkoda, że trwało to tylko jeden dzień, ale z drugiej strony…. Mieć taki potencjał i żyć stale go tłumiąc?!
Musiałabym znaleźć jakiś sposób na siebie w dzisiejszym świecie, który dla dzikiego mężczyzny wymyślił przemysł i w którym wielu mężczyzn nie wie, jacy mają być – kobiety im to mówią; ubierają, wymyślają fryzury i osobowość.

Co z tym zrobić? Jak to wszystko zbalansować? Jak jednocześnie mieć kontakt ze swoim dzikim wnętrzem i nie dać się zabić? i nie być nieszczęśliwym, sfrustrowanym, bezosobowym gadem? Da się. To możliwe. Ale trzeba sięgnąć do źródła.
Pozwólcie drodzy Mężczyźni – bo 10 marca Wasze święto – że zapodam Wam dwa balansujące cytaty, tak na dobry początek. Bo do tematu wrócimy – będzie towarzyszył mi mój facet.

Dzisiaj, gdy korporacje czynią tak wiele, by ukształtować jałowych, bezwłosych, nijakich ludzi, kiedy mężczyzna akceptuje swoją wrażliwość, czy to, co się czasem nazywa swoją „wewnętrzną kobietą” – czuje się często bardziej serdeczny, bardziej koleżeński, bardziej chętny do życia, Natomiast konfrontacja z „głębokim mężczyzną”, jak go nazywam, rodzi poczucie niebezpieczeństwa.

 

Życie z przeciwieństwami nie oznacza utożsamiania się z jedną stroną i ignorowania drugiej. Nie chodzi o to, by np. mężczyzna obrał sobie rolę męską i z tego punktu widzenia traktował kobietę, jako wroga.

(fragmenty książki Żelazny Jan autor Robert Bly, którą GORĄCO polecam zarówno mężczyznom jak i kobietom)

….kim jest dziki mężczyzna i jak znalazłabym sposób na bycie mężczyzną w tym świecie? Myślę i chyba zaczęłabym  od kupna motoru. I jeszcze jednej rzeczy, cholernie istotnej, ale o tym, kiedy indziej, nie ma sensu się rozpisywać.

A przepraszam-  motocykl nabyłam. Tak na wszelki wypadek.

Jeszcze raz: wszystkiego dobrego Mężczyźni! <stukot_butelek_piwa_zamiast_serduszek>