Nikt Ci tego nie powie o pracy lektora języków obcych

 

Ostatnio dostałam od jednej z moich kursantek refleksyjne video z Instagrama pewnej lektorki angielskiego, a treść jego  brzmi:
„Gdy zdajesz sobie sprawę, ze jedyną osobą, która zna Twój ulubiony kolor, imię Twojego kota, Twoje największe marzenie, Twój ulubiony film i książkę, Twoją największą porażkę, jest Twoja nauczycielka angielskiego”. [1]
I moja kursantka i ja uświadomiłyśmy sobie, że to po prostu prawda. Zawód lektora języków obcych to więcej niż nauczanie gramatyki. To psychologia.

 

 

Mogę się tylko domyślić, że każdy kto czyta ten tekst był chociaż raz w życiu na korepetycjach. Być może przygotowywał się do matury, a może uczestniczył w zajęciach językowych już w dorosłym życiu.

Ja pamiętam moich pierwszych uczniów. Miałam siedemnaście lat i szybko uzmysłowiłam sobie, że nauczanie języka to nie tylko…nauczanie języka. Że wkrótce dowiem się nie tylko tego, gdzie moi kursanci planują wakacje, ile mają dzieci, jak przebiegała adopcja ich psów, ale i tego, że moja kursantka jest terminalnie chora, a później przyjdzie mi składać kondolencje jej rodzinie.

Dowiedziałam się też, że mogę mieć dobry biznesplan, gotowe stawki, ale gdy wchodzisz do niewykończonego domu w uroczym ogródku > na końcu świata < i widzisz trójkę dzieci, czwarte w drodze i te wszystkie uśmiechnięte twarzyczki są tak blade, że niemal przezroczyste z niedożywienia, a dwójka z nich potrzebuje zaliczyć angielski, by przejść do kolejnej klasy, pod koniec lekcji, nie przechodzi ci przez usta kwota za zajęcia. Gdy ojciec wręcza ci za to z ogromną wdzięcznością kilka słoików domowej kiszonej kapusty, bierzesz tak, jakbyś wydzierała rodzinie jedzenie od ust.

 

 

Od niemal trzydziestu lat kogoś czegoś nauczam i pamiętam wszystkie osoby, wszystkie twarze, czasem nie pamiętam imion. Na szybko przypominam sobie, jaki to był język, a w tle widzę jakąś życiową historię. Jak tę Roberta.

To był młody, wówczas trzydziestoparoletni facet, mąż, ojciec, który w dużej presji panujących jakieś piętnaście lat temu warunków gospodarczych, chwycił wiatr w żagle. Dużo podróżował w biznesie i w pewnym momencie wylądował u mnie na zajęciach. A potem nagle zniknął bez słowa.
Jakiś rok później niespodziewanie mnie odwiedził z wielkim uśmiechem na twarzy. Lekko, bardzo lekko utykał.

Powiedział, że przyjechał, aby mi przekazać, że życie jest piękne i należy się nim cieszyć. I że chciał mnie uściskać, podziękować za lekcje i jednocześnie przeprosić za milczenie.

Okazało się, że podczas kolejnego wyjazdu, kiedy prowadził samochód i jednocześnie rozmawiał przez komórkę drogę przeciął mu TIR, a on wjechał prostu pod niego. Pół roku w śpiączce, potem dochodzenie do siebie, rehabilitacja. I w tym całym zamieszaniu, w całej tej zmianie, przypomniał sobie o mnie! To było dla mnie niezwykłe spotkanie.

 

 

 

Zaskakujący powód, dla którego ludzie uczą się języków

 

 

To, co zaskoczyło mnie na przestrzeni lat, to powód podejmowania zajęć z języka – okazuje się, że wiele osób chce sobie po prostu z kimś  pogadać. A jeśli jest to w języku obcym, to dodatkowy plus. Dodatkowy, ale nie główny.

Znam nie tylko ulubiony kolor i potrawy moich kursantów – wiem o ich stanie zdrowia, nierzadko trudnej sytuacji rodzinnej, o rozwodach, relacjach z byłymi, a także z byłymi i obecnymi teściami, relacjach ich dzieci w tych patchworkowych rodzinach, o nauczycielach tych dzieci, o tym co naprawdę myślą o swojej pracy i o tym, co w niej odgrywają. Wiem, ile kosztowały ich domy, kuchnie, wczasy i gdzie mają w domu sejfy. Wiem nawet o zdradach i fantazjach erotycznych!
Te wszystkie sekrety są u mnie bezpieczne – szybko pojęłam, że w życiu lepiej jest częściej milczeć niż mówić, i że czyjeś zaufanie to odpowiedzialność, zobowiązanie, a nie przywilej.
Ludzie potrzebują bezpiecznej przestrzeni, w której mogą pobyć sobą, a ja umiem słuchać. Tylko jak umiejętnie rozmawiać? Dlatego

 

 

Poszłam do psychologa po poradę

 

 

 

Rozmawiając z psychologiem zauważyłam, że stawia ciekawe pytania; otwierające, pogłębiające, skłaniające do autorefleksji, pomagające uporządkować myśli. A ponieważ daleko mi do komentowania czyichś wypowiedzi w stylu „Nie martw się, wszystko się ułoży” sama chciałam puentować wypowiedzi moich kursantów mądrze, zostawiać im przestrzeń do namysłu, dlatego poprosiłam psychologa, by nauczył mnie zadawać takie pytania. To zaowocowało. 
Jedna z moich kursantek – nomen omen – psycholog, podziękowała mi po zajęciach, że mogła w tych bezpiecznych warunkach pozbyć się napięcia z całego dnia i powiedzieć, co jej leży na wątrobie.

 

Ale wynurzenia nie zawsze dotyczą spraw osobistych, sercowych czy zawodowych. Przeżyłam z moimi kursantami kilka „ustrojów” politycznych; wiele wyborów, konfliktów militarnych, a to wszystko budziło duże emocje. Miałam grupę, w której była Rosjanka i Ukrainka – tuż po wybuchu wojny na Ukrainie, jednym z moich kursantów był prawicowy prezydent pewnego miasta, z którego poglądami nie zawsze mi było po drodze.
Ponadto różnica między lektorem i kursantem polega na tym, że kursant może mówić, co mu tylko ślina na język przyniesie. Lektor powinien wyważać swoje odpowiedzi, a zwłaszcza opinie. No i pacyfikować nastroje w grupie, jeśli te skręciłyby w jakiś podziemny krąg.

 

 

 

Ile zarabia lektor języka obcego?

 

 

 

Przejdźmy teraz do suchych faktów, czyli zarobków lektora. Ile płacisz za swoje godzinowe zajęcia z języka obcego? Jeśli kupujesz zajęcia przez szkołę językową i kwota 180 zł za godzinne spotkanie wydaje Ci się spora, wiedz, że Twój lektor widzi w ostatecznym rozrachunku 1/3 tej kwoty.
No, chyba że pracuje na własny rachunek.

Moja koleżanka – lektorka ku zdziwieniu swojej kursantki nie znała w docelowym języku nazw jakichś krzewów. Zażartowała potem mówiąc: „Co ona się dziwi? Że za tę kwotę ja się będę dodatkowo uczyć nazw botanicznych?” ­ – rzeczywiście, jej kursantka płacąc 180 zł za godzinę może mieć niebotycznie wyobrażenia o wiedzy i przygotowaniu lektorki,  ale lektorka i za to spotkanie dostaje koniec końców 60 zł. Gdyby prowadziła zajęcia z całą grupą, dostałaby kilka złotych więcej.

Zaznaczmy, że praca lektora nie rozgrywa się całkowicie przy tablicy/monitorze – to przygotowania. Gdy przygotowuję jakieś materiały, nierzadko zajmuje mi to kolejną godzinę czy dwie i wiele rozmyślania nad tym w międzyczasie.

Lektorem można być pracując dla siebie – w ramach działalności nierejestrowej, czyli całkowicie legalnie, nie idąc w DG, trzeba tylko pilnować, by nie zarobić za dużo w skali miesiąca.
Wtedy bierzesz za zajęcia więcej, ile? Ile płacicie za godzinne zajęcia z języka? 80, 90, 120 zł? To tyle.

Jeśli jednak lektor jest zdecydowany ponieść na swoich barkach własną działalność gospodarczą (DG) cała kwota idzie do niego, ale i wszelkie dodatkowe opłaty; krwiożerczy ZUS, ewentualna księgowość, podatek dochodowy, koszty prowadzenia działalności (miejsce, media, materiały, własne dokształcanie się itd.). Lektor z DG tyra naprawdę dużo i  jest to wyczerpująca praca.

 

 

Koszty, o których się nie mówi

 

 

 

Osobiście nie dałabym rady pracować 8 godzin dziennie, 5 dni w tygodniu, ale wiem, że gro lektorów pracuje tyle + weekendy + nieludzkie godziny jak 20.00.
Moja praca jest w tym momencie w 100% pracą zdalną, ale tym bardziej wymagającą – odkryłam to w pandemii. Spełniło się wtedy moje najśmielsze marzenie – moja praca całkowicie przeniosła się do Internetu! Tylko dlaczego tak często potrzebuję wyciszenia, momentów >nie mów do mnie teraz< czasu w hamaku, grania w Simsy, w których spędzam czas zupełnie samotnie podlewając marchewkę? Otóż przez 60 minut, każdej sekundy tego czasu muszę być w alercie; gotowa na reakcję, odpowiedź, podtrzymywać tempo zajęć, reagować na błędy „w locie”, tłumaczyć to samo na trzy różne sposoby jeśli trzeba — i jednocześnie pilnować, żeby druga osoba nie straciła motywacji.
I tak z każdym kolejnym kursantem.
Zajęciom online brakuje jednego – kontaktu pozawerbalnego. To na nim opieramy głównie nasze relacje.

Lekcja to nie jest bierne „przekazywanie wiedzy” – nawet jeśli tak to wygląda. Ze strony lektora to ciągłe słuchanie i analizowanie, dostosowywanie się do tempa i nastroju kursanta, utrzymywanie energii rozmowy i bycie w pełnej koncentracji przez cały czas. Nie ma tu przestrzeni na „odcięcie się na minutę” mimo, że możesz prowadzić zajęcia z kotem na kolanach lub popijając kawę.

 

Jeszcze wziąć poprawkę na to, gdy lektor jest introwertykiem o wysokiej wrażliwości, można sobie wyobrazić, co czuje gdy „zdaje” ostatnią grupę w czerwcu! To przeplatanie znanego „Wsiąść do pociągu byle jakiego” z „Przygoda, przygoda, każdej chwili szkoda!” i „Tak niewiele dzisiaj od was chcę, zostawcie mnie, zostawcie mnie!”

Grupy to większa presja niż zajęcia indywidualne – mają sztywny grafik i bardzo trudno go zmienić. Ponadto zawsze trzeba mieć „plan B” bo jeśli zaplanujesz sobie kreatywne zadanie na kwadrans albo i dłużej z podziałem na grupy, a kogoś notorycznie wyrzuca z breakout rooms, musisz zmienić plany.

 

 

Supermoce lektora

 

 

 

To czego między innymi nauczyłam się w mojej pracy to praca z ludźmi o wysokiej wrażliwości i z ADHD.  Otóż sama – nigdy niediagnozowana – poznałam siebie na tyle, iż już wiem, że nudzę się podczas żmudnego przerabiania jednego materiału przez dłuższy czas. Lubię przerwy, nagłe zwroty akcji np. quizy, lubię uczyć się na piosenkach i tekstach z filmów i seriali, lubię ciekawostki – i naturalnie przeniosłam to na grunt mojej pracy, niech inni też korzystają, niech mają frajdę w procesie nauki!

Stale uczę się od moich kursantów nowych rzeczy – o tango, o psychologii, literaturze, kinie, kuchni, geografii, medycynie, IT, AI, architekturze, a także innych językach! Wiem na przykład, że włoskie „fare di scarpetta” to odpowiednik greckiej „papary” czyli zwyczaj wycierania resztek oliwy lub sosu z talerza za pomocą chleba. I że w tango partnerzy porozumiewają się bez słów, za to za pomocą gestów, jak cabeceo. Czego ja nie wiem?!  

Zmiana planów to mój chleb powszedni, bo niemal codziennie mam taką sytuację:

Prowadzę zajęcia online. Mój kursant właśnie mi mówi: Słuchaj, za tydzień nie mogę się spotkać we wtorek, ale mogę w piątek między (…) a potem znów mogę we wtorek ale w godzinach (…) a za dwa już jadę na wakacje i wracam (…) – Notuję na szybko w notatniku.
W międzyczasie dostaję sms: Możemy przełożyć zajęcia na 8.45? Albo czwartek 11.20? Piątek 7.10? A za tydzień zrobić tylko środę 9.15?
Wieczorem sms/ wiadomość na Teams: Możemy spotkać się zamiast we wtorek to w środę w południe? Albo jakoś po?
Kolejny sms: Dzień dobry, możemy dziś na zajęciach poćwiczyć takie coś, gdzie się czasy zmieniają?

Done!

Czasem zaraz po przebudzeniu zastanawiam się, od czego ja dziś zaczynam, kto co ode mnie chciał, kto jest aktualnie na wyjeździe i czy aby na pewno wszystko zanotowałam. Zdarza się, gdy mam z jedną osobą dwa różne języki, że zaczynam mówić w tym, którego obecnie nie mamy – ale zapomniałam dodać, że improwizacja to moje drugie imię

 

 

Jak wygląda moja praca dzień po dniu?

 

 

 

Nie prowadzę zajęć w piątki – tak sobie ustaliłam. Piątek to dla mnie między innymi praca merytoryczna: wymyślanie zadań domowych, układanie planów zajęć na kolejny tydzień, a potem przygotowywanie tych materiałów tak, by były wartościowe na zajęcia (np. oglądanie video + opracowywanie ich pod kątem konkretnych zajęć).

Od poniedziałku do czwartku staram się prowadzić zajęcia tak, by mieć „zawalony” tylko jeden wieczór – wydawało mi się to niemożliwe, ale okazało się, że możliwe jest wszystko i sporej części osób pasują godziny dopołudniowe. Obecnie zaczynam o 7.00 w poniedziałek – reszta dni mniej więcej od 8.00 – ale to jest płynne, to się potrafi zmienić, tu może meteoryt spaść w międzyczasie – jak już wspominałam. Z drugiej strony….spadający meteoryt już nie stanowi dla mnie takiego problemu, którego nie da się włączyć do planu zajęć!

 

A jakie jest Wasze doświadczenie z nauką języków obcych?

Czy pamiętacie nauczyciela lub lektora, który miał realny wpływ na Wasze życie?

Jeśli jesteś lektorem lub nauczycielem — jaka historia z kursantem najbardziej zapadła Ci w pamięć?

A jeśli jesteś kursantem — czego najbardziej oczekujesz od dobrego lektora: wiedzy, motywacji czy po prostu rozmowy?

 

Zostańcie ze mną, już niebawem pojawią się takie posty jak:

– Pisanie książki z AI
– Czy naprawdę potrzebujemy więcej dzieci?
– Tatry Wysokie na weekend dla każdego 
– Twój dzień i mój dzień to carta blanca: Jak się dystansować

 

 

[1] IG angielski.z.miss.independent