Ziemia, natura, płodność, ochrona. Pierwszy obiekt miłości. A także uwikłanie, kontrola, zawłaszczenie, nadopiekuńczość, wina, lęk, kompleks. Pojęcie matki pomieści wszystko, co tylko nosi ziemia. A nawet więcej.
Każda kobieta nosi w sobie Matkę — niezależnie od tego, czy urodziła dziecko, czy nie. I czy kiedykolwiek je urodzi. Albo inaczej:
Każda kobieta — i każdy człowiek — ma dostęp do archetypu Matki, niezależnie od biologicznego doświadczenia macierzyństwa.
Bo Matka to nie tylko rola. To jeden z odwiecznych wzorców psychiki, obraz życia, które karmi, chroni i podtrzymuje istnienie.
Współczesna kultura chętnie zawęża archetyp Matki do roli społecznej: do funkcji, harmonogramu, biologii i obowiązku.
Jakby kobiecość czy macierzyństwo miała spełniać się wyłącznie w jednym scenariuszu: relacji z dzieckiem. A może przejawiać się w relacji z drugim człowiekiem, z ideą, z procesem twórczym, z tym, co kruche i wymagające troski. W tym sensie „matczyne” nie oznacza posiadania dziecka, lecz zdolność do podtrzymywania życia w jego szerokim znaczeniu.
Rezygnując z potomstwa biologicznego, mogą rodzić światu idee, wiedzę, sztukę czy działania społeczne – ich dziećmi stają się duchowe formy obecności. Bezdzietność jest przez niektórych postrzegana jako przejaw egoizmu, choć minęły czasy, gdy wartość człowieka mierzono liczbą potomstwa, a prokreacja była warunkiem przetrwania. Mając świadomość, jak traumy z dzieciństwa potrafią wypaczyć człowieka i skazać go na cierpienie, wychowanie dziecka pozostaje jedną z najbardziej wymagających i odpowiedzialnych misji na Ziemi. Dlatego rodzicielstwo powinno być przemyślanym wyborem, a nie kwestią społecznego nakazu czy bezrefleksyjnego podążania za impulsem.
Mandala Cienia (Farida Sorana)
Matka – opiekunka wspólnoty
Pamiętam dzień pogrzebu Nelsona Mandeli – tak się składa, że byłam wtedy w Kapsztadzie, kiedy odbywała się uroczystość. Cała Afryka Południowa była pogrążona w żałobie, wszystkie stacje telewizyjne mówiły tylko o tym, powtarzając raz po raz tajemnicze wyrażenie „Tata Madiba” – podobne hasło widziałam na ogromnych banerach, tworzonych na szybko przez lokalną społeczność.
Tata Madiba – czyli „Tata / ojciec narodu”, a najczęściej „Tata”. Mimo, że Nelson Mandela miał „tylko” sześcioro dzieci, był ojcem dla milionów.
W wielu kulturach „matka” i „ojciec” stają się tytułami symbolicznymi — przypisywanymi tym, którzy „trzymają” wspólnotę. Również kobieta „wysoko w hierarchii” bywa nazywana matką nie dlatego, że urodziła dzieci, lecz dlatego, że „trzyma” życie innych ludzi.
W popkulturze takim przykładem może być Daenerys jako „Matka Smoków” („Gra o tron”) – to klasyczny przykład archetypu Matki w wersji mocy i opieki nad „nowym życiem”.
Inne przykłady to Tolkienowska Galadriela – „Królowa Matka” lasu i elfów, Éowina, mitologiczna Gaja, Furiosa z „Mad Maxa” , Profesor McGonagall z „Harry’ego Pottera” czy Yennefer z „Wiedźmina”.
Te kobiety przyjęły różne zadania i stawiły im czoła; jedna jako ta, która ratuje i wyprowadza ku wolności, druga jako opiekunka pokoleń uczniów, inna jako figura relacji, która przekracza biologiczne ograniczenia. Wszystkie te postacie realizują różne aspekty jednego archetypu: podtrzymywania życia.
Nie chodzi tu o życie rozumiane wyłącznie jako reprodukcja, lecz o życie jako proces: wzrost, przemianę, ochronę, tworzenie przestrzeni, w której coś może się rozwinąć. Każda z tych figur „rodzi” coś innego — wspólnotę, wolność, tożsamość, wiedzę, sens, świat, który wcześniej nie istniał w takiej formie.
Przy okazji przychodzą mi na myśl kobiety tworzące sztukę: Wisława Szymborska, Mary Cassatt, Frida Kahlo, Olga Boznańska, Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, Virginia Woolf i jedna z moich ulubionych postaci: Simona Kossak – „czuła opiekunka fauny i flory” – tak właśnie bym ją nazwała.
W tym sensie nie chodzi o bunt – a nawet jeśli, cóż komu do tego? Tu jest coś więcej: wspólny sposób istnienia, w którym życie nie zostaje sprowadzone do jednej funkcji ani jednego scenariusza, ale ma całą paletę możliwości, by realizować się jako człowiek. To przesunięcie akcentu z biologii na twórczość, z obowiązku na ekspresję, z roli na proces stawania się.
Każdy człowiek ma inną wrażliwość, inny sposób odbierania świata, inny etap w rozwoju duchowym, a co za tym idzie – inne priorytety. Nasze serca są w różnych miejscach, ale wspaniałe jest to, gdy wkładamy serce w to, co nas pociąga i co odkrywamy – w nasze powołanie.
I być może właśnie w tym miejscu najpełniej ujawnia się sens archetypów: nie jako narzuconych ról, lecz jako wewnętrznych możliwości, które każdy człowiek realizuje na swój sposób. Archetyp Matki nie Archetyp Matki nie realizuje się w jednym scenariuszu. Nie wymaga ani dzieci, ani rezygnacji z nich. Domaga się jedynie uczestnictwa w życiu.
Dla jednej osoby będzie to macierzyństwo biologiczne. Dla innej — twórczość. Dla jeszcze innej — opieka nad światem, ideą, nauką, relacją, przyrodą, wspólnotą. Wszystkie te drogi łączy jedno: uważność wobec życia i gotowość, by coś w nim wspierać, zamiast je zamykać.
W tym sensie nie ma jednej „właściwej” formy spełnienia archetypu Matki. Są jedynie różne sposoby jego ucieleśnienia — zależne od tego, kim jesteśmy i dokąd prowadzi nas nasza wewnętrzna prawda.
Jak dotrzeć do swojej własnej ścieżki życia? Widzę prostą zależność i zacytuję za Ciemnanoc.pl
„Im bardziej kobieta zna siebie, tym bardziej
jest intuicyjna – ufa wewnętrznemu głosowi,
jest autentyczna – żyje w zgodzie ze sobą,
ma kontakt z emocjami i instynktami,
jest twórcza i życiodajna,
potrafi stawiać granice.”
Co w Twoim życiu jest Twoją „formą macierzyństwa”?
Co Ty tworzysz, pielęgnujesz, podtrzymujesz?
Podziel się w komentarzu poniżej lub na Mecie.

