„Porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy wchodzicie”
(Dante Alighieri)
Jest rok 1883. Tabuny imigrantów z Europy oraz pionierów, ruszają przemierzać kraj ze wschodu na zachód. W 1883 roku Zachód to przestrzeń ogromna i surowa. Mijane miasteczka są młode, zbudowane z nieheblowanych desek. Nad główną ulicą unosi się zapach błota, koni, potu i świeżo ciętego drewna. Dalej — już tylko preria, wzgórza i dalekie pasma gór, majaczące w niebieskawej mgle.
W ciągu dnia powietrze drży od upału. Słońce pali bezlitośnie, a cień jest rzadkością. Nocą temperatura potrafi spaść gwałtownie — wilgoć osiada na płótnie wozów, w oddali słychać wycie kojotów. Drogi są bardziej śladami niż traktami — wyjeżdżone koleiny, czasem rozmyte przez deszcz, czasem zamienione w twardą jak kamień skorupę. Burze potrafią nadciągnąć nagle: ściana ciemnych chmur, wiatr, który przewraca lżejsze przedmioty, kurz wirujący w powietrzu jak dym.
James Dutton przemierza z żoną i dwójką dzieci kraj, bo wierzy w swój raj – północ. To silny, niezależny facet, który podróżuje na własnych zasadach.
Jednak tę podróż wkrótce współdzieli z Niemcami, Irlandczykami, Czechami i grupą kowbojów przeprowadzających imigrantów przez Wielkie Równiny.
Każda z grup ma własny interes; imigranci marzenia o nowej ziemi, kowboje zarobek, James Dutton dążenie do lepszego życia z dala od przeludnionego wschodu.
Rozpoczęcie podróży to zgoda na nieznane i niebezpieczne. Zagrożenia czają się na każdym kroku, a konwój zostaje uszczuplony już na samym początku, przy wyruszaniu z Teksasu. Dalej jest tylko gorzej; rabusie koni i bydła, utrata dobytku, przeprawy przez rzekę, głód, choroby, palący upał, pustkowie.
„Porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy wchodzicie”
Tak powinno być napisane na szyldzie przy rozstaju dróg z Teksasu, ale niewielu to powstrzyma, bo w człowieku nadzieja umiera ostatnia.
„Nie szukam szczęścia, szukam spokoju. Bo jeśli jest szczęście, jest też smutek. A to znaczy, że możesz coś stracić.”
(„Alef”, Paolo Coelho)
Te historie zdarzyły się naprawdę – kiedy powstawała Ameryka, a ludzie dostawali za darmo wielkie połaci ziemi do zasiedlenia. Historia, którą tu przytoczę jest z pewnością hołdem dla pionierów, a kondensuje się w konkretnych postaciach serialu pt. „1883” – jedną z najbardziej wyraźnych staje się Elsa – siedemnastoletnia córka wspomnianego Jamesa Duttona, narratorka serialu; jego głos i serce.
Podróż staje się dla niej przygodą, preria ją zachwyca, kocha przestrzeń, wiatr, galop. Uporczywie przygotowywana przez matkę do roli damy, szybko przejmuje sposób bycia kowbojów — uczy się jeździć, strzelać, nosi męskie ubrania. Czuje, że Zachód ją kształtuje i wyzwala. Kocha gwałtownie i bez kalkulacji. Uczucia przeżywa w pełni — czy to zachwyt, czy rozpacz. Jest romantyczna, ale nie naiwna, raczej intensywna. Żyje tak, jakby jutra miało nie być.
Jej narracja ma liryczny ton. Potrafi opisać kurz unoszący się nad równiną tak, jakby był czymś niemal świętym. Widzimy świat przez jej emocje — piękny i okrutny jednocześnie.
Wojna, śmierć, trudy wędrówki — wszystko to ją hartuje. Szybko akceptuje wszelkie elementy życia i prze dalej. Nadal jednak stawia na wolność mówiąc, że wolność to akceptacja życia ze wszystkimi jego konsekwencjami.
Przestań się opierać przepływowi życia.
Ludzie umierają, karawana idzie dalej. Każda kolejna mila utwierdza Elsę w przekonaniu, że jedyne prawdziwe życie toczy się tu i teraz. Żyje tak, jakby jutra miało nie być – a ja się pytam: Kto z Was jest pewny swojego jutra?
Elsa uosabia samą ideę Dzikiego Zachodu — wolność, ekspansję, marzenie, ale też cenę, jaką trzeba za nie zapłacić. Jest kobietą, która żyje w pełni – nie ucieka przed sobą samą, konfrontuje się ze sobą. Wymienia się życiową energią, chłonie świat, przyjmuje wszystko i rozumie, że to co teraz trwa, musi kiedyś przeminąć. Że człowiek nie posiada na własność niczego i nikogo. I że tak jest dobrze.
Każda strata, każda śmierć, każdy akt odwagi to konfrontacja z samym sobą – ale niewielu widzi tę wielką metaforę. Elsa widzi.
Podczas tej podróży przechodzi symboliczną inicjację; doświadcza wszystkiego, czego musi doświadczyć człowiek, aby stać się pełny; miłości, bezpieczeństwa i braku bezpieczeństwa, straty; tej materialnej i tej nie do odkupienia. Elsa traci wszystkie złudzenia, ale zyskuje coś najcenniejszego: świadomość. A ta świadomość ją uwalnia. W pewnym momencie mówi:
„Świat nie dba o to, czy umrzesz. Nie usłyszy twych krzyków. Jeżeli zakrwawisz ziemię, ziemia ją wypije. Nie obchodzi go, że jesteś zraniony… Gdy sobie to uświadomiłam — zapytałam Boga: dlaczego stworzył świat pełen cudów, a potem napełnił go potworami? Dlaczego zrobił kwiaty, a potem ukrył pod nimi węże? Jaki jest sens tornado? A potem mnie olśniło: On go nie zrobił dla nas.”
Można ją podziwiać, można kochać jej piękno, ale nie jest stworzona po to, by służyć nam lub chronić nas — to my, ludzie, musimy odnaleźć w niej swoje miejsce i w pokorze je do niej dopasować, mierzyć się z jej brutalnością i akceptować jej surowe prawa.
To piękna, ale też bolesna refleksja: przyroda nie jest tłem dla ludzkich marzeń — to samoistna siła, z którą trzeba się zmierzyć i jeśli kochać, to bezwarunkowo.
I nie ma w tych słowach żadnej goryczy, żadnego żalu, pretensji do świata, do Boga, do samej przyrody – jest uświadomienie, a za tym pogodzenie i wreszcie wolność. To w taki sposób można zjednoczyć się z naturą – tą nieoswojoną siłą życia, zamiast się jej obawiać lub z nią walczyć.
Za naturę możesz wstawić słowo : śmierć.
Serial „1883” wstrząsnął mną do głębi. Jak już dawno żaden inny obraz. Może dlatego, że przeszłam te etapy, co Elsa i doszłam do tych samych wniosków? Elsa przypomniała mi tylko o tym, pokonując te dosłowne kamienie milowe.
Chcemy się łudzić; że nasze życie okaże się jednak dla nas łaskawsze, że nie spotka nas zatruta strzała, ukąszenie grzechotnika, śmierć ukochanych, a w końcu nasza własna.
I każdy ma wybór – może żyć złudzeniami, ale może je też porzucić. Przeciwwagą nie jest zgorzknienie, ale świadomość i prawda o sobie w tym świecie, a ta wyzwala. Może do niej dążmy?
Największą życiową odwagą jest zaakceptowanie życia takiego, jakim jest.
Jeśli trafiają do Ciebie moje treści, możesz zaprosić mnie na wirtualną kawę.