Dlaczego czas biegnie coraz szybciej?

 

Masz czasem wrażenie, że miesiące zlewają się w jedno, a lata uciekają szybciej, niż powinny? Jakby ktoś przyspieszył taśmę, na której zapisuje się codzienność. To niekoniecznie znak, że żyjesz „za szybko” — raczej sygnał, że Twój mózg inaczej rejestruje to, co się dzieje.

 

 

Czy też od lat zewsząd słyszycie – a może i powtarzacie – że czas jakby przyśpieszył, że dopiero narzekało się na poniedziałek, a tu już piątek. I że urlopy tak szybko mijają i człowiek się nie obejrzy, było Boże Narodzenie, a tu już Wielkanoc…i tak naprawdę trudno się w tych wszystkich celebracjach rozsiąść, nacieszyć, przeżyć, zwolnić.

Nie ułatwia nam tego handel – bo nie oszukujmy się, człowiek stał się homo consumens – już nie jesteśmy po prostu ludźmi. Jesteśmy grupą docelową, klientem, konsumentem. Kogo jeszcze dziwią wielkanocne zajączki zaraz po Sylwestrze? Albo bombki choinkowe w lipcu? Handel, konsumpcjonizm odarł nas z tak ważnych dla człowieka momentów przejścia

Rytuały były kiedyś jak przystanki w czasie. Pozwalały się zatrzymać, zaznaczyć, że coś się zaczyna albo coś się kończy. Że to już nie „ciąg dalszy tego samego”, tylko moment przejścia — z zimy w wiosnę, z pracy w odpoczynek, z jednego etapu życia w kolejny. Bez nich wszystko się rozlewa, dni stają się podobne do siebie, a my tracimy orientację, gdzie właściwie jesteśmy i co właśnie przeżywamy.

Dziś rytuały zostały zastąpione eventami, promocjami i kalendarzem marketingowym. Mają być szybkie, efektowne i najlepiej „do odhaczenia”. A przecież ich sens nigdy nie polegał na ilości dekoracji czy zakupów, tylko na uważności i wspólnym przeżywaniu. Rytuał wymaga czasu, obecności, powtarzalności — a na to w świecie ciągłego pośpiechu i konsumpcji coraz trudniej sobie pozwolić. I może właśnie dlatego czas tak nam ucieka: bo nie mamy już gdzie go naprawdę zatrzymać.

Może właśnie dlatego coraz częściej w mediach, podcastach, na Instagramie przewijają się słowa takie jak „rytuały codzienności”, „wellness”, „slow life”, „uważność”. To nie moda wzięta znikąd. To próba odzyskania czegoś, co zostało nam po drodze odebrane albo co sami porzuciliśmy, dając się wciągnąć w kołowrotek produktywności i konsumpcji. Ludzie intuicyjnie czują, że bez małych, powtarzalnych momentów zatrzymania zaczynają się rozsypywać.

 

 

 

Ale właściwie to dlaczego czas biegnie jakby szybciej?

 

 

 

 

Artykuł, na który natrafiłam przedstawia badania naukowców ze Stanford University i University College London. Mówi o tym, że nasze poczucie czasu zmieniło się co najmniej dwukrotnie — po 2000 roku i ponownie po 2020. Nie dlatego, że życie obiektywnie zaczęło pędzić szybciej, ale dlatego, że inaczej zapisujemy je w pamięci. Mózg, przeciążony bodźcami i stresem, rejestruje mniej wyraźnych momentów, przez co całe okresy zlewają się w jedną, trudną do uchwycenia całość.

 

 

 

„Zdaniem badaczy po 2000 roku chroniczny nadmiar informacji ograniczył tworzenie głębokich wspomnień. Mniej zdarzeń “zapisanych” w umyśle sprawia, że lata wydają się krótsze. Po 2020 roku długotrwały stres wyłączył system planowania mózgu, powodując, że dni i lata zaczęły się ze sobą mieszać.”[1]

 

 

 

Współczesne życie to ciągłe rozproszenie — powiadomienia, wiadomości, przeskakiwanie z jednego na drugie. Trudno się skupić, a każdy taki moment wybicia z rytmu sprawia, że dzień zapisuje się w pamięci płycej. Do tego dochodzi brak nowości: rzadziej podróżujemy, poznajemy mniej ludzi, więcej czasu spędzamy w domu. Gdy dni są do siebie podobne, mózg ma mniej punktów odniesienia i dlatego tygodnie, miesiące, a nawet lata zaczynają się ze sobą mieszać. Macie tak?

W dodatku, wiek tu nie pomaga – tym człowiek starszy, tym ma mniej bodźców, jego życie jest przewidywalne, powtarzalne, no i mamy tendencje do uciekania się w stare, utarte rozwiązania.

I to skłania mnie do pytania: jakie doświadczenia będą mieć współczesne dzieci i nastolatki? Co będą wspominać za 10, 15, 30 lat? Ilość przescrollowanych filmików? Dni w szkolnej ławce nad książką? Rodziców z nosem w swoich telefonach? Jakie przeżywają realne przygody? Zastanawia mnie to.

 

 

 

Nie wszędzie czas zapierdziela

 

 

 

Warto pamiętać, że to, jak myślimy o czasie, wcale nie jest uniwersalne dla wszystkich ludzi na świecie. W wielu kulturach czas nie ma tej samej, „prostej linii” z przeszłości do przyszłości, którą znamy z zegarków i harmonogramów.

Na przykład w części społeczeństw latynoamerykańskich, afrykańskich czy bliskowschodnich czas traktowany jest bardziej jako relacyjny i elastyczny, a relacje międzyludzkie często są ważniejsze niż ścisłe godziny spotkań czy harmonogramy — więc opóźnienia czy zmiany planów są tam normą, a nie problemem. Jak powiedział mój znajomy z RPA: „Wy (ludzie „Zachodu”) macie zegarki, my mamy czas”. Zatem nasze poczucie, że czas „przyspiesza”, nie jest jedynym możliwym doświadczeniem świata.

 

Od lat moim marzeniem było, by móc doświadczyć czasu w sposób nieliniowy. To sposób trudny do wyobrażenia przez nas – żyjących w kulturze zachodniej, ale można to sobie poniekąd wyobrazić: są długie wakacje, pełny luz, żadnych zobowiązań, ale ciekawe rzeczy do zrobienia; po zmroku ognisko, w następne południe wycieczka na wyspę, a w pełnię księżyca wyjście na szczyt góry – nie liczą się dni, liczą się te konkretne wydarzenia. Przeszłość miesza się z przyszłością i zamyka w teraźniejszości.
Tak mniej więcej przebiega czas nieliniowy.
Miałam okazję tego doświadczyć i przeszłam w tryb tu i teraz. Nie sądziłam, że to w ogóle możliwe, ale potwierdzam – to jest możliwe. Ale o tym w następnym poście.

 

Jak odczuwacie czas? Czy jest on Waszym sprzymierzeńcem, czy wrogiem? Podzielcie się w komentarzu.

 

 

 

[1] https://www.well.pl/life/148/czas_od_2000_roku_przyspieszyl_dwa_razy_naukowcy_ujawniaja_niepokojace_dane,22413.html