Kobieta żyjąca w zgodzie z naturą nie ulega łatwo planom przebudowy.
Dla niej najistotniejszą kwestią nie jest kształtowanie formy, ale odczuwanie.
– „Biegnąca z wilkami” (Clarissa Pinkola Estés)
Pod koniec grudnia istniejemy w swego rodzaju „zawisie”: pomiędzy starym a nowym – przynajmniej domyślnie. Jest to czas postanowień, samoponagleń i nowych nadziei. A dlaczego teraz? W środku zimy? Ano od okołoświątecznego przesilenia zimowego astronomicznie dzieje się coś ważnego: dni zaczynają się bardzo powoli wydłużać. Niezauważalnie, ale podskórnia wie. Rodzi się nadzieja na światło – a światło to życie. Wiedzieli to ci, którzy całkowicie polegali na naturalnym świetle; w jego rytmie przeżywali dzień i pory roku. Słońce zapewniało im plony, a te przeżycie.
My współcześni żyjemy pod światłem na zawołanie – sztucznym, ale utrzymującym funkcje życiowe. Mając ten – nomen omen – luksus (bo z łaciny lux to światło) możemy sobie spokojnie wyznaczać inne cele; porzucanie nadmiaru, uzależnień, rozpoczynanie przedsięwzięć i jakichś innych formy autotresury. I są jednostki, które naprawdę biorą to na serio – tak dochodzimy do Blue Monday czyli najsmutniejszego poniedziałku w nowym roku.
Amerykanie wszystkiemu nadają nazwę – zatem i trzeci tydzień stycznia również nazywa się jak pokłosie nieudanej próby, syndrom porażki. Wiadomo – my na zachodzie w kulturze zapierdolu musimy szybko realizować wszystkie postanowienia, nawet te najbardziej niedorzeczne.
„W kulturze produktywności spokój jest traktowany jak słabość.
W biologii jest warunkiem zdrowia” (Instagram: doskamachel)
To ja wam coś powiem…
Dawno, dawno temu gdy ludzie byli jeszcze naturalnie mądrzy to znaczy „mądrzy naturą”, wiedzieli, że styczeń nie jest początkiem – wiosna nim jest, bo tak też wskazuje przyroda. W naszym klimacie styczeń to czas zwolnienia (również metabolizmu), odpoczynku, regeneracji, nie życiowych rewolucji. Zimą buduje się nasz system odpornościowy; poprzez kontakt z zimnem (spacery, wietrzenie pomieszczeń, hartowanie zimną wodą), ekspozycją na wirusy, które z czasem nasz organizm rozpoznaje, a gdy sen jest dłuższy i głębszy – nasz organizm naturalnie wytwarza wiele komórek odpornościowych.
Zimą organizm ma naturalną tendencję do większej aktywności układu przywspółczulnego (odpoczynek, regeneracja) – uruchamia on w nas więcej procesów „zachowawczych” na zasadzie: „odpocznij i napraw”.
Gdy nasze ciało chce zwolnić, a gdy głowa przyśpiesza (nawał obowiązków, branie dodatkowej pracy, rozpoczynanie nowych przedsięwzięć) możemy popaść w stres, bo powstaje konflikt między potrzebą, a powinnością.
Czego potrzebuje ciało zimą?
Więcej snu, mniej bodźców, więcej ciepła i rutyny oraz bezpieczeństwa.
„Będąc w kontakcie z instynktowną jaźnią, z duszą kobiecości, która jest naturalna i dzika, zamiast robić przegląd tego, co nam podsunięto, zapytamy: „Co zaspokoi mój głód?” Nie patrząc wokół siebie, kierujemy się do wewnątrz, by zapytać: „Za czym tęsknię? Czego teraz pragnę? Czego łaknę? Czego potrzebuję?” A odpowiedź zwykle przychodzi szybko: „Och, myślę, że… tak naprawdę dobrze by było mieć to i to… tak, tego mi potrzeba”. Czy to jest na naszym zastawionym stole? Może tak, może nie. Jednak przeważnie nie. Będziemy musiały się udać na poszukiwania i czasem poświęcić na nie sporo czasu. Ale w końcu to znajdziemy i będziemy zadowolone, że zbadałyśmy nasze najgłębsze tęsknoty.
Biegnąca z wilkami (Clarissa Pinkola Estes)
Nie wszystko, co wymyślamy jest, nam potrzebne. Gdyby się temu przyjrzeć, to większość naszych postanowień noworocznych nie jest tak naprawdę naszych, ale narzuconych przez popkulturę (praca nad sylwetką, nowa dieta, nowe kursy podnoszące kwalifikacje), która zawsze będzie nas utrzymywać w przekonaniu bycia niewystarczającą.
Przez robienie tego, co niepotrzebne, nie nasze, tylko tracimy cenne chwile.
Nie wiem jak Ty, ale ja już dawno dałam sobie z tym spokój. Wiem, czego potrzebuję naprawdę; dłużej spać, jeść ciepłe posiłki, więcej malować, pisać wierszy i kontemplować. Więcej przebywać w lesie, a potem wpatrywać się w trzaskające drewno w kominku. I to wystarczy. Ja wystarczę. Moje życie jest dobre tu i teraz.
Może warto zadać sobie takie pytanie: Czego potrzebujesz, by pod koniec roku uznać ten rok za rok dobrze przeżyty?
