Cisza i samotność – paradoks życia pełnego odpowiedzi

 

 

To jest wieczór na piosenkę – pomyślał Włóczykij. – Na nową piosenkę, która składać się będzie w jednej części z nadziei, w dwóch z wiosennej tęsknoty i której resztę stanowić będzie niewypowiedziany zachwyt, że mogę wędrować, że mogę być sam i że jest mi z sobą dobrze.
– Tove Jansson, Opowiadania z Doliny Muminków

 

 

23 lipca był Dniem Włóczykija; kultowej postaci z Muminków. Kojarzycie tego wiecznego podróżnika, obserwatora, który bardziej był niż miał, więcej słuchał niż mówił? Włóczykij zawsze mnie intrygował, a nawet trochę martwił – cieszyłam się, gdy pojawiał się w Dolinie Muminków i trudno było mi się z nim rozstać. Włóczykij mnie też trochę przerażał – był taki niezależny, nieposkromiony, taki…wolny. Smuciło mnie też to, że był samotny. Dzisiaj po latach wiem, że wcale nie był samotny – częściej wybierał siebie, niż towarzystwo. Regenerował się wśród przyrody i ciszy. A do jego wolności wszyscy zostaliśmy stworzeni, tylko nam ją odebrano i mało kto zdecydował się ją odzyskać.

 

26 lipca z kolei, był Światowym Dniem Carla Gustava Junga – w dniu jego urodzin, lecz ten człowiek narodził się – mam wrażenie – raz jeszcze, jakiś czas później…
To on podzielił nas na typy psychologiczne (introwertycy, ekstrawertycy itd.) Opisał wiele archetypów, czyli uniwersalnych wzorców psychicznych obecnych w mitach, kulturze i psychice każdego człowieka, a przewijających się w popkulturze (Matrix, Władca pierścieni, Harry Potter, Disney).

Nazwałabym go  geniuszem idei, wyobraźni i głębi psychicznej. Myślał niezależnie, szukał prawdy nawet jeśli prowadziła go w dziwne rejony (religie, tarot, mitologia, alchemia) Był jednym z nielicznych, którzy widzieli wartość zarówno w nauce, jak i w duchowym, symbolicznym doświadczeniu człowieka. Zdecydowanie wyprzedzał swoje czasy – mówił o integracji cienia, duchowej przemianie, traumie pokoleniowej, znaczeniu snów i osobowości — dzisiaj to podstawy rozwoju osobistego. Stworzył most między światem wewnętrznym a zewnętrznym.
Dał ludziom język, by zrozumieć siebie głębiej niż tylko przez fakty czy logikę.

 

 

 

Co ma wspólnego Jung z Włóczykijem?

 

 

 

Choć Tove Jansson nigdy nie pisała, że inspirowała się Carlem Gustavem Jungiem, twórcą psychologii analitycznej, to Włóczykij wygląda jak postać wyjęta wprost z jego teorii. Jakby wyszedł z nieświadomości zbiorowej i przysiadł na skale nad rzeką, w Dolinie Muminków.

Jung wierzył, że w psychice każdego człowieka istnieją archetypy – uniwersalne wzorce obecne w snach, mitach i bajkach. Jednym z nich jest Wędrowiec – postać, która odchodzi, by poznać świat i samego siebie. Nie szuka wygody, tylko prawdy i autentyczności.

Włóczykij nie posiada niczego poza sobą. Nie przywiązuje się do rzeczy ani ludzi, a jego wolność nie jest ucieczką – jest drogą duchową.

W tym sensie Włóczykij to czysta manifestacja archetypu Wędrowca/Poszukiwacza, który w psychologii Junga symbolizuje: potrzebę poznania siebie poza społecznymi rolami, ruch ku nieznanemu, wewnętrzną potrzebę indywidualizacji.

Włóczykij zna samotność, tęsknotę i smutek – ale nie ucieka od nich. Jung nazwałby to konfrontacją z Cieniem – czyli z tą częścią naszej psychiki, którą zazwyczaj wypieramy: lękiem, smutkiem, gniewem, niepewnością.

Włóczykij nie tylko akceptuje swój cień – on z nim współistnieje. To dzięki temu może być przewodnikiem dla innych (zwłaszcza Muminka). Nie moralizuje, nie naprawia – po prostu jest. Obecny. Prawdziwy.

Carl Jung sam był introwertykiem i wierzył, że głębokie życie psychiczne to źródło siły. Włóczykij żyje poza systemem, bez potrzeby bycia „kimś” w oczach innych. Nie ocenia, nie porównuje, nie rywalizuje. Jakby ucieleśniał słowa samego Junga:

„Kto patrzy na zewnątrz – śni; kto patrzy do wewnątrz – budzi się.”

Czy to nie brzmi jak filozofia Włóczykija?

Najważniejszym pojęciem w teorii Junga jest indywiduacja – w skrócie to proces stawania się sobą. To nie jest cel, który się „zdobywa” – to życiowa droga. I właśnie tym jest wędrówka Włóczykija: symboliczną podróżą w głąb siebie.
Każdej wiosny wraca, każdej jesieni odchodzi.

 

 

„W taką ciszę…” wszystko co we mnie jest, usłyszę

 

 

Carl Gustav Jung miał bardzo głębokie i dojrzałe podejście do samotności, potrzeby wycofania się i życia wewnętrznego. W przeciwieństwie do wielu współczesnych interpretacji, które traktują samotność jako coś negatywnego (np. objaw depresji czy alienacji), Jung uważał ją za konieczny element rozwoju psychicznego i duchowego.

O jakiej samotności mowa? Niekoniecznie o przebywaniu w fizycznej samotni, rezygnacji z kontaktów, ale o takiej:

Samotność nie oznacza bycia samemu – tylko bycia niezrozumianym.

(„Samotność nie pochodzi z braku ludzi wokół, lecz z niemożności komunikowania się w sposób, który ma znaczenie.” – C. Jung)

Dla Junga samotność pojawia się wtedy, gdy człowiek żyje w zgodzie z własną prawdą, ale nie znajduje odbicia tej prawdy w innych. To nie „brak ludzi” boli, tylko brak głębokiego rezonansu z innymi.

Zarówno Włóczykij jak i Jung to introwertycy, co według Junga jest niezbędne, by duchowo dojrzeć, przejść prawdziwą, życiową przemianę; odosobnienie i cisza. Ktoś powiedział, parafrazując Junga iż żyjemy w czasach, gdy obecność mylona jest z wartością; ludzie zabiegają o to, by być wszędzie; w mediach społecznościowych, wśród znajomych, zauważalni, ważni, dostępni.

Tymczasem każda podróż samopoznania na głębokim poziomie duchowym wymaga ciszy, samotności i czasu. W pustce dusza się reorganizuje.

Cisza natomiast była dla Junga przestrzenią, w której człowiek spotyka siebie i swoją duszę. Jung twierdził, że nieświadomość mówi do nas szeptem – przez sny, symbole, uczucia, obrazy.
Nie można jej usłyszeć w hałasie codziennego życia, bo jest zbyt subtelna. Potrzeba ciszy, by ją dostrzec. A po co? Po co zrozumieć swoją nieświadomość? O tym w następnym odcinku.

Pisząc o ciszy, piszę o pewnym skarbie, bo „Im bardziej ekstrawertyczna staje się cywilizacja, tym większe znaczenie ma cisza i życie wewnętrzne.”

 Ciszy można nie chcieć, nie wybierać jej, ale  nasza dusza i nasze ciało jej potrzebują. W ciszy wszystko się zaczyna – na przekór światu zewnętrznemu. W każdym razie wszystko, co wartościowe.

 

Masz podobne lub zupełnie inne zdanie w tym temacie? Podziel się w komentarzu.