Tel Aviv i Jerozolima po mojemu. – cz.4

„Cieszyłam się na piątek, bo wtedy ….. wtedy szliśmy na nabożeństwo do mesjańskich Żydów i też zostaliśmy przez nich zaproszeni na wspólny szabat! Nie mogłam się doczekać. Oto spotkam się z resztką Izraela! (..) Jednak wiedziałam, czułam w kościach, że każda z tych osób niesie w sobie swoistą historię tego wyboru …”

 

 

Zaprosiła nas Norah – chrześcijanka, z którą nawiązałam kontakt kilka tygodni wcześniej, a o której wiedziałam tylko tyle, że mieszka w Izraelu z mężem – Żydem, który właśnie krok po kroku poznaje osobę Jezusa jako mesjasza. Gdy dotarliśmy pod wskazany adres, z dziesięć razy upewnialiśmy się, że to tam. Budynek przypominał popeerlowski i w dodatku opuszczony dom towarowy, a jednak od czasu do czasu ktoś tam wchodził. Ja stale wypatrywałam Nory. Na próżno. W końcu weszliśmy. I wszystko stało się jasne: wnętrze wspólnoty wypełnione było ludźmi i miłą atmosferą, którą tworzyli. Od razu nas powitano, pokrótce się przedstawiliśmy. Udaliśmy się do sali głównej – całkiem sporej, dość prostej. Zajęliśmy miejsca na krzesłach prawie w ostatnim rzędzie i zaczęliśmy rozmawiać. Tej rozmowie przysłuchiwała się pewna dziewczyna. Po chwili odezwała się do nas po polsku – Patrycja; studentka hebraistyki, miłośniczka Izraela :- ) Powiedziała nam, że specyfika tej wspólnoty mesjańskich Żydów polega na tym, że …. jako jedyna wspólnota w Tel Avivie, całe nabożeństwo prowadzi po hebrajsku. No pięknie! Zdaliśmy się na Ducha w tej kwestii :- ) I tak rzeczywiście było; ja po prostu wiedziałam, że jestem wśród ludzi, którzy wbrew wszystkiemu i mimo wszystko uwierzyli w Jezusa, jako Mesjasza; wśród moich braci i sióstr.

Chciałabym Wam pokazać zdjęcia z tamtego piątku, ale na sali było ogłoszenie, by nie robić zdjęć, ani nie nakręcać filmików – rozumiem to doskonale. W tak konfliktowym miejscu jak Izrael, mesjańscy Żydzi tym bardziej nie mają łatwego życia. Sądzę, że nie chcieli być przez nikogo rozpoznani, ani pokazywać wnętrza miejsca swoich spotkań. Za to piosenka, która przypomina mi tamto spotkanie, to niechybnie KLIK

 

Po nabożeństwie, które trwało około 2 godzin, zaproszono nas do „kantyny” na wspólny posiłek w formie szwedzkiego stołu. Tam zaraz poznaliśmy Izraela – około pięćdziesięcioletniego mężczyznę, który pełnił w tym zborze funkcję Starszego. Zauważył nowych i natychmiast zaczęliśmy dyskusję. Jego absolutnie pierwsze pytanie, zaraz po tym gdy dowiedział się, że jesteśmy z Polski, brzmiało:

– Znacie Alinę Wieję?*

No gdzieś słyszałam to nazwisko, kojarzyłam je nawet ze światem chrześcijańskim, ale nie mogłam trafić na jakiś większy trop w moim umyśle. Izrael rzucił kolejne hasło:  Ustroń.
Po czym powiedział nam, że z Aliną spotkali się wielokrotnie – przestawił mi ją jako swoisty pomost dialogu między nimi, Żydami, a polskimi chrześcijanami – była znana wszystkim w tej wspólnocie.

*Dosłownie kilka dni po tym spotkaniu, Alina Wieja odeszła do Domu Pana.

 

Ja z kolei zapytałam Izraela, jak to się stało, że przyjął Jezusa jako Mesjasza. Opowiedział mi pokrótce, że znalazł się w takim momencie swojego życia, w którym zdało się ono stać przed nim otworem; właśnie skończył służbę wojskową, a jego wykształcenie i możliwości kreśliły przed nim świetlaną przyszłość. Ale czegoś mu było brak, miał jakąś wyrwę w duszy, której nie potrafił nazwać. W dodatku tożsamość Yeshua zaczęła nie dawać mu spokoju. I tak, dzięki osobistemu doświadczeniu duchowemu uwierzył w Niego, jako Syna Bożego. Dla jego rodziców była to osobista porażka; matka chciała siłą zatrzymać go w domu, gdy ten właśnie wychodził na niedzielne spotkanie chrześcijan. Nie mógł wyjść (zaryglowanymi) drzwiami, więc uciekał przez okno.

 

 

Dużo rozmawialiśmy o nich- o Żydach mesjańskich  i ich codzienności, prześladowaniach, o chrześcijanach, tradycji, denominacjach. Zadałam mu również pytanie o zasadność zachowywania szabatu, jako że był piątek wieczór, po zachodzie słońca, a ich ludzie pracowali na kuchni, a potem wracali do domów, samochodem :- ) . Izrael – jak się okazało, pytany wiele razy o ten temat – odparł krótko: Was – naszych chrześcijańskich braci, szabat w ogóle nie dotyczy. Możecie go zachowywać, jako błogosławieństwo, możecie odpoczywać i cieszyć się tym czasem, ale niczego to nie zmienia w kwestii zbawienia. Z kolei my zachowujemy szabat jako resztka Izraela, która uwierzyła w Jezusa, ale robimy to w całkowitej wolności – nas to też nie zbawia i nie zbawi nikogo, ani nikogo nie pozbawi przychylności Boga.

 

Zapytałam go o tę kwestię, bo sama przez lata już nie tyle zachowywałam szabat, co go święciłam i zanim zapytałam Boga o tę kwestię OSOBIŚCIE i uzyskałam uwolnienie w tym temacie, czasami nieźle się nagimnastykowałam, by ten czas od zachodu słońca w piątek do zachodu słońca w sobotę, spędzić „jak należy” stale zadając sobie pytanie, czy aby na pewno nie przekraczam szabatu i co w końcu można robić, a co nie? Osobisty dialog z Bogiem, w tej biblijnej komórce  dał mi całkowite uwolnienie i pewność tego, że ponieważ uwierzyłam w Yeshua Hamashiach, jestem zbawiona.

Dla Izraela ta sprawa również była oczywista. Całkowicie żył przekonaniem co do słów Pawła z listu do Galatów 3, 21-29 i Gal. 4, 9-11 czy Efezjan 2, 16-17.

 

Zapytałam się Izraela, czy doświadczają jakiejkolwiek formy prześladowań.

– Oczywiście! – oznajmił, zupełnie naturalnie.  – Dla ortodoksyjnych Żydów i nierzadko dla naszych rodzin jesteśmy zdrajcami.

Nietrudno mi było to sobie wyobrazić, obserwując wcześniej przez szereg dni, z jakim pietyzmem ortodoksi podchodzą do przepisów Tory. Są „wierni” do tego stopnia, że przejeżdżając  samochodem przez ich dzielnicę w dzień szabatu, można oberwać kamieniem w szybę.

Izrael opowiedział nam jeszcze kilka innych historii; jak oni – mesjańscy Żydzi są wyrzucani z pracy, gdy trafią na ortodoksa. Albo doświadczają ataków, jak wtedy gdy na święto Purim, podczas którego wysyła się znajomym prezenty, bywa, że dostają wybuchowe podarunki, które ich ranią i kończą hospitalizacją. Tylko dlatego, że zdradzili wiarę przodków. Jest to dla nich jednocześnie rzecz oczywista, nie mówią o tym ani z oburzeniem, ani z przerażeniem. Jednak wielu z nich nie przyznaje się do bycia mesjanistą.

 

– Możesz to ocenić jak chcesz – kontynuował opowieść Izrael – ludzie są na różnym etapie wiary; nie można zbyt lekko oceniać niczyjej postawy.

 

To było tak ciekawe spotkanie, że nie zdążyłam niczego spróbować, a dopiero jechaliśmy na spotkanie szabatowe, do domu jednej z naszych sióstr. Fakt, że aktualnie przebywała w Australii w niczym nikomu nie przeszkadzało! Zostawiła wcześniej klucze do swego domu i zachęciła do spotkań w nim.
Tamten piątkowy wieczór był ciepły, zatem z przyjemnością zostałam w ogrodzie, rozmawiając z przesympatycznym człowiekiem, który jechał razem z Norą, jej mężem i nami jednym samochodem. Nir – tak miał na imię.

– Długo tu chodzisz Nir? Na te spotkania?

– Jestem drugi raz. – przyznał nieśmiało.

– Serio?! – trudno mi było w to uwierzyć, bo Nir sprawiał wrażenie, .czującego się jak u siebie w domu<. – Co cię przekonało do tego, żebyś Ty, jako Żyd poszedł na takie nabożeństwo?

– Norah. To moja bratanica. W końcu mnie przekonała.

– A co sprawiło, że przyszedłeś ponownie?

– Miłość ludzi.

„Po tym poznają żeście uczniami moimi, jeśli miłość mieć będziecie jedni ku drugim” (Jan 13:35)  …

 

W końcu weszliśmy do domu. Na miejscu było już kilka osób, może dziesięć. Jeden chłopak siedzący na kanapie krzyknął do nas:  Gdy Norah powiedziała, że będą goście z Polski, nie mogłem tego nie założyć! – po czym rozpiął bluzę, pod którą miał koszulkę z napisem „I love Polska”.

Nagle wszystkie oczy zwróciły się ku nam.

– Jjjjjesteście z ….Polski? – w końcu wyszeptała dziewczyna siedząca obok schodów.

– Takkk. – odparłam.

– W takim razie chcę się z wami pomodlić i szczególnie błogosławić Wasz kraj – powiedziała. Do tej modlitwy przyłączyli się wszyscy, a ja czułam jednego ducha i ich poruszenie. Tylko…  zastanawiałam się, dlaczego?
Otóż dla nich Polska pozostała krajem, który najpierw Żydów przyjął, w którym mogli bez problemu znaleźć schronienie i dzięki królowi Kazimierzowi zyskali nie tylko nietykalność, ale i wiele przywilejów. A potem to wielu Polaków, jako najliczniejsza grupa w Europie wymienionych jako Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata, narażając własne życie, ratowało ich, podczas II WŚ. KLIK Jest wreszcie krajem, w którym wiele osób z ich rodzin znalazło schronienie i dzięki temu, oni teraz mogą się spotykać, rozmawiać, czynić dobro.

 

Niezależnie od nieprzychylnych głosów, które czasami słyszy się ze strony narodu żydowskiego, a w Polakach burzą krew w żyłach, dla garstki chrześcijańskich Żydów Polska jest krajem cennym i zdają sobie sprawę z tego, że dzięki dobroci wielu Polaków,  oni mogli pojawić się na świecie; ich rodzice, rodzeństwo i kolejne pokolenia.

 

Jakiś czas temu byłam ponownie w obozie koncentracyjnym Auschwitz.  W tamtym czasie było akurat mnóstwo żydowskich nastolatków, wszyscy ubrani w białe bluzy. Podczas projekcji filmów, w którym podawano statystyki tamtej rzezi, jeden z nastolatków z wielką pretensją i jakby ulgą w głosie powiedział do swojej koleżanki:   TO właśnie chciałem usłyszeć!! To dla Żydów był ten obóz, nie dla Polaków! To liczba zamordowanych Żydów jest większa, niż liczba Polaków !

 

I teraz ilekroć słyszę tym podobne pretensje, przypominam sobie grupkę mesjańskich Żydów z Tel Avivu, z tamtego spotkania, gdy po prostu weszliśmy do pokoju i doświadczyliśmy – zupełnie niezasłużenie – mnóstwa ciepła, wzruszenia i las rąk, gotowych do błogosławienia nas – tylko dlatego, że byliśmy z Polski.

 

Tym pozytywnym akcentem kończę już podróż po Izraelu. Podobała się Wam?