Moment przejścia.

Ślub, pogrzeb, urodziny, zdanie egzaminu na prawo jazdy, parapetówa, Sylwester, rozwód, przysięga harcerska…. Wiesz jak to nazywam? Momentem przejścia.

 To jest chwila, którą zaznaczamy słowem – nawet przed konkretnym czynem.
Ostatnio na blogu Rozkminy Tiny, autorka blogu – Karolina napisała, dlaczego nie ma sensu mówić, że małżeństwo niczego nie zmienia. I choć nie jestem fanką skrajnych teorii oraz naciągania rzeczywistości; nadmiernego słodzenia albo nadmiernego deprecjonowania, dołączam się do  stwierdzenia Karoliny, mianowicie tego, że to WYPOWIEDZIANE SŁOWO zmienia wszystko. Ona w tym stwierdzeniu zawarła sedno sprawy. Bo  po ogłoszeniu nowego faktu, zaczynamy nim żyć. 

Elizabeth Gilbert (autorka m.in. „Jedz, módl się, kochaj”) w swojej naprawdę godnej polecenia książce „I że cię nie opuszczę” podaje pewną historię zatytułowaną Tyrania panny młodej;  jej 40-letnia przyjaciółka Christine  całe życie czekała: na tego jednego jedynego, na ślub. Pewnego dnia  zrozumiała, że to nie ma sensu, że jest w niewoli. Że żyje dniem ślubu, którego nie będzie. Aby z tym skończyć, wzięła płatki róż i ryż – symbole ślubu, poszła nad ocean, uprzednio wybudowała małą łódkę i puściła te symbole z łódkę hen w dal oceanu. W ten sposób pożegnała swoje oczekiwania, wyobrażenia i tęsknoty. Dopiero wtedy mogła rozpocząć nowy etap swojego życia.

Powiedziała mi później, że kiedy ocean na zawsze zabrał tyranię panny młodej, poczuła niezwykłą moc, jakby dosłownie sama siebie przeniosła przez jakiś próg. (fragm. „I że cię nie opuszczę” E.Gilbert)

W naszym życiu dokonujemy zmian. I mamy jakąś wewnętrzną potrzebę, by to zaznaczyć, jakbyśmy samych siebie chcieli przygotować do nowej sytuacji. Nawet gdy ludzie się rozwodzą, nie wystarczy im orzeczenie sądu – bo przecież emocjonalny związek nie kończy się wraz z wręczeniem papierka; w jedną ani drugą stronę, dlatego wiele osób ma potrzebę przesterowania swojej duszy na inny tor.

Zarówno w ślubie jak i rozwodzie najważniejszą kwestią, prócz nastawienia serca, są idące za tym słowa: „Chcę dzielić swoje życie tylko z tobą. Już na zawsze” oraz „Nie kocham cię już. Rezygnuję z ciebie”- ani do jednego, ani do drugiego nie potrzeba podpisywać dokumentów, a jednak gdy człowiek je otrzymuje, świętuje: ślub lub rozwód. Z tym, że „świętować” nie zawsze oznacza cieszyć się. Podobnie jest z pogrzebami; przyjmujemy do wiadomości, że ktoś z naszych bliskich umarł, zostaje spalony i pogrzebany – a jednak wiele osób odczuwa potrzebę pójścia na pogrzeb by „pożegnać się”. Robią to dla siebie – nastawiają swoją duszę na zmianę, odtąd coś w ich życiu się zmienia, nawet jeśli to tylko nowa świadomość.

Zwłaszcza jeśli sprawy wydarzają się bez naszej woli, po prostu „siła wyższa”  my po swojemu musimy to zaakceptować, po swojemu przyjąć, nadać temu nasze znaczenie, oswoić.

Ja w ten sposób pożegnałam narzekanie i zamartwianie się. Tak – dokonałam wyboru wiele lat temu; świadomie, w formie drobnego rytuału, który stworzył nową mnie: cieszącą się życiem, bez narzekania, bez martwienia się. Słowo się rzekło, nie ma już powrotu.

Z kolei gdy byłam mała, każdą przyjaźń trzeba było przypieczętować – czasem wymianą krwi. A już na pewno ustalić, wypowiadając na głos, że od dziś jesteśmy jedną paczką. Ale czy nie podobnie robili bohaterzy dziecięcych filmów? Oni wiedzieli, jak ważne jest zaznaczenie zmiany.

Robert Bly z kolei pisze („Żelazny Jan”) o momencie przejścia tak istotnym dla chłopca – zaznacza, że wiele problemów z własną identyfikacją, co za tym idzie niedojrzałością ze strony mężczyzny, nadopiekuńczością ze strony matki wiąże się z dzisiejszym brakiem momentu przejścia, który Bly nazywa po prostu inicjacją.

Dziewczynka zamienia się w kobietę samodzielnie, a przełom sygnalizują widoczne zmiany w jej ciele; starsze kobiety przekazują jej mity i pieśni, odprawiają stosowne uroczystości. Natomiast w przypadku chłopców bez udziału starców nie ma mowy o zmianie. Tak więc pierwszy etap polega na jednoznacznym zerwaniu z matką. (fragm.”Żelazny Jan”)

 

W tym celu w społeczności organizowano stosowną uroczystość – przejścia ze świata kobiet (matki) do świata mężczyzn (ojca). Od wtedy właśnie BYŁO WIADOMO, że pewne sprawy zmieniły się raz na zawsze.

Kiedy jakiś czas temu nastawał ten szczęśliwy dzień jak piątek-po-pracy mój mąż wracał i około soboty do niego dochodziło, że ma weekend, że można się wyluzować. W piątek jeszcze żył wydarzeniami z pracy, więc wymyśliłam domowy początek weekendu – gdy przychodził, pytałam, czy jest już gotowy na weekend. Gdy mówił, że tak , miał zabrzmieć charakterystyczny gong w jego wykonaniu czyli walnięcie tłuczkiem w patelnię :- ) Po tej jakże śmiesznej czynności, magicznie wkraczaliśmy mentalnie w nowy etap – weekend :- ) TO naprawdę zmieniało nasze nastawienie!

I my dzisiejsi, współcześni też tego potrzebujemy. Możemy się zaklinać, naśmiewać (np. „ślub i tak niczego nie zmienia” ) przekonywać samych siebie, że jesteśmy tak dojrzali, że nie potrzeba nam tych wszystkich bzdur, ale … bądźmy dla siebie dobrzy. Nie oszukujmy swoich wewnętrznych oczekiwań, nie róbmy z siebie niemalże robotów, gardzących „ludowymi” zwyczajami bo powstaliśmy z natury, nie na linii produkcyjnej.Mija tysiące lat a my tak naprawdę pragniemy nadal tego samego: kochać i być kochanym, prawdy, wolności,  cieszyć się życiem, uprawiać seks, kreować nowe rzeczy.
Dlaczego miałyby się zmienić nasze – nawet podświadome- potrzeby emocjonalne?

Nie bójmy się bycia śmiesznymi – potrzebujemy zaznaczania momentów przejścia. Ale róbmy je mądrze, by miały prawdziwe znaczenie. O tym napiszę wkrótce.

Ślub: specjalny strój, wesele, odwiedziny w kościele czy USC – ta oprawa tak naprawdę nie „robi” zmiany. Nie stwarza przejścia w nowy etap. Słowo „ślub” oznacza „ślubowanie” czyli przyrzeczenie, danie SŁOWA, wybranie – kiedy najpierw wybiera serce, dusza. Ślub chyba często kojarzy się z całą tą uroczystością, specjalnym ubiorem, limuzyną – ale jeśli odrzucimy to wszystko,tę powierzchowność, skupiając się tylko i aż na DECYZJI, honorowym słowie – zobaczymy nowych siebie – ludzi na kolejnym etapie życia. Znów dojrzalszych.

Twierdzić, że „Ślub niczego nie zmienia” to jakby powiedzieć „Ślubowanie niczego nie zmienia/ Słowa nie mają żadnego znaczenia”. Czy na pewno?
Nie bójmy się odpowiedzialności za dawane słowo, składane deklaracje, zaznaczanie konkretnej zmiany w życiu, rozpoczęcia nowego etapu. To nas buduje, zmienia, stwarza nową perspektywę pojmowania, patrzenia. Pozwala nie dryfować nie wiadomo gdzie, czyni z nas indywidualną jednostkę, która wybiera, która dojrzewa i stale się zmienia. I ta zmiana jest naprawdę ważna. Ona najpierw rodzi się w środku.

Zgadzacie się? Czy momenty przejścia są dla Was ważne? Nie wahajcie się użyć komentarza :- ) 

 

 

 

 

 

 

 

  • Także doceniam wagę momentów przejścia i lubię uczcić to różnymi rytuałami, puszczanie różnych rzeczy na wodę w celu pożegnania ich też praktykowałam – i jest to skuteczne :) Jak i spalanie ich, zakopywanie w ziemi albo puszczanie na wiatr… A słowa – wiele zmieniają, ale to też zależy, jakie sami nadamy im znaczenie – z jaką intencją je wypowiemy.. jeśli jest szczerość w sercu – to słowa bardzo pomagają budować :)
    Żelaznego Jana mam właśnie od kilku dni w koszyku na allegro :D Kiedyś przeczytałam ok. 1/4 i musiałam oddać, a była fascynująca :) chyba pora dokończyć :D

  • Stanisław

    Świetny tekst, co do zmiany, ja przestałem oczekiwać, po prostu odpuściłem wszystko, wiele lat walczyłem, sam nie wiem o co, teraz dla mnie nie ma już nic żadnego znaczenia. Przeczytałem kilka Twoich tekstów i jestem pod wrażeniem, dużo piszesz o Bogu, do mnie Pismo nie trafia, może inaczej, trafia ale tylko intelektualnie, na logikę, nie czuję tego sercem, łaski wiary także nie otrzymałem. Po prostu coś wewnątrz mnie mówi abym się poddał temu, jestem totalnie zmęczony szukaniem Boga, przez te całe lata miałem wrażenie że staram się dla Boga, aby wreszcie mnie zauważył, pokochał, pracowałem dla niego, nie robiłem tego, zakazy i nakazy traktowałem śmiertelnie poważnie, każdy najmniejszy bład wyrzucał mi potężne poczucie winy, teraz już jestem tym zmęczony, nie chcę się starać i ciągle zasługiwać na coś od niego, bo nie dość ze nie daje to efektu to jest strasznie frustrujące i męczące i doprowadza człowieka do wewnętrznego wysuszenia, poddałem się
    Pozdrawiam!

  • Wartościowy tekst :) dla mnie momenty przejścia są bardzo ważne:)

  • Bardzo fajny tekst, niekoniecznie w kontekście ślubu. Nie bez powodu teraz wracamy właśnie do takich rytuałów, jak ten z ‚tyranią panny młodej’, a mądre książki w tematach około work-life balance polecają stanowcze momenty przejścia, jak to ładnie nazywasz. Tego „Żelaznego Jana” muszę w końcu przeczytać, usłyszałam o nim po raz pierwszy jakieś dwa lata temu od p. Przybyłka, którego prelekcje bardzo lubię, tylko nie mogłam go wtedy nigdzie dostać. Teraz patrzę, że jest dostępny do kupienia w paru miejscach, więc chyba nadszedł czas ;)
    A z ciekawości, co to był za rytuał z pozbyciem się marudzenia i narzekania? Jeśli oczywiście chcesz zdradzić :)

    • „Żelaznego Jana” polecam z całego serca – to męski (i wcześniejszy) odpowiednik „Biegnącej z wilkami”; obie książki …super. Bardzo uświadamiające i na pewno będę do nich nawiązywać w innych postach.

      Jeśli chodzi o rytuał „odnarzekaniowy”- narysowałam na kartce niezadowolonego emotikona (lub po prostu wyraz twarzy jak kto woli :-D ) podpisaną „maruda” i „narzekacz” i wrzuciłam do ogniska- ale wcześniej po prostu poczułam, że jestem tym przesycona, że to po prostu hamuje mój rozwój, miłość do siebie i innych i koniec kropka. Dokładnie to powiedziałam gdy wrzucałam kartkę w ognisko i od tego momentu ani razu nie wypowiedziałam słowa narzekania. Po prostu.

  • Są bardzo ważne choć muszę przyznać, że ostatnio je zaniedbałam i Twój tekst trochę mi o tym przypomniał… Kiedyś częściej świętowałam przy pomocy takich symbolicznych rytuałów i to naprawdę zmienia wiele – przede wszystkim nastawienie do życia, do nowego etapu, do starych nawyków, z którymi chciałabym się rozstać. Muszę do tego koniecznie wrócić i chyba już mam pomysł na pierwsze świętowanie momentu przejścia. :)
    A moim zdaniem ślub jest ważny i nie tyle ceremonia, co właśnie wypowiedzenie tej deklaracji mają ogromne znaczenie.

    • Warto. Czy to są rzeczy od nas niezależne, czy sami podejmujemy nową decyzję i czujemy, że już nie ma powrotu do starego-wtedy chyba jest czas na zaznaczenie tego przejścia.

  • DZIENNIK WOJENNY

    „Słowa nie mają żadnego znaczenia”—-w obecnym świecie niestety nie mają znaczenia.
    Chcesz to sprawdzić ? Zapłać w naszym kraju z góry za np. remont i powiedz że zrobimy to bez umowy tylko „na słowo”….Ja tak po części zrobiłem—uczciwie. Mocno tego żałuję.

    • ….. moim zdaniem problem leży w słowie….honoru. Zapraszam tu: http://motyw-kobiety.miejsce-akcji.pl/2017/01/20/slowo-ma-moc-twoje-tez/

      • DZIENNIK WOJENNY

        ludzie z honorem skończyli się w 1939 roku. Ludzi z honorem planowo mordowali Niemcy i ZSRR w czasie wojny.

        • Nie skończyli się – dla mnie słowo honoru ma duże znaczenie. Jeśli „daję słowo” to oćby nie wiem co…. myślę, że jestem następcą Zawiszy w tym względzie ;)

        • Iza

          Człowieku, nie można tak pisać – ani myśleć!
          Przede wszystkim nie znasz WSZYSTKICH ludzi, żeby móc wziąć odpowiedzialność za takie słowa.
          Po drugie to odbiera wszelką nadzieję.

          • DZIENNIK WOJENNY

            ale taka jest prawda. Elita intelektualna tego kraju została celowo zniszczona i minie co najmniej wiek od wojny zanim to wszystko wróci do normy. Inteligencja. Tu trzeba pracy pokoleń by odrosła. Dla tego w tym kraju jest jak jest bo liczy się „nachapać” a to typowy prostolinijny odruch niczym w masie dziczy. Popatrz czego dokonał kraj od 1918 do 1939. A czego: dajmy na to od 1989….

          • Załóżmy, że to co piszesz, jest prawdą. Zatem, jaką widzisz nadzieję dla siebie i dla naszego społeczeństwa? Jakie rozwiązanie?

          • DZIENNIK WOJENNY

            hmm dla siebie. Nie wiem. Dawno temu dużo społecznie pracowałem. Tak do 25 roku życia mniej więcej. Nawet dziękuję nie usłyszałem, ale to nie ważne. A społeczeństwo? Praca organiczna i odbudowanie etosu mężczyzny. A mężczyznę może wychować tylko prawdziwa kobieta. Mężczyzna nosi cegły każdej maści. Ale będzie to robił gdy dostanie siłę, czasem jeden uśmiech wystarczy a czasem obiad. No a upraszczając….. Zamiana ról w społeczeństwie do niczego dobrego nie prowadzi. Doraźnie owszem ale strategicznie nie bardzo. Przykładem może być eksperyment z myszami. „Eksperyment Calhouna”. Oczywiście nie dotyczy to warstw społecznych „mniej wyedukowanych” – tak jak w „Rok 1984” będa stać w kolejce za garkami. Tak czy siak za dużo jest gadania a za mało konkretów. Wszyscy nawijają mądrości i łopaty stoją powbijane w ziemię. Wszyscy pracować by chcieli w biurze:) ………………………………………….faceci chcący budować coś nowego są ograniczani przez absurdalne przepisy, a kobiety pozbawione męskich „pleców” „wsparcia”, same zamieniają się w poszukiwaczki nie wiadomo czego. Kończy się to frustracją obu płci. Faceta w krótkich spodenkach bo nie zostaje mężczyzną,a kobiety po cichu usychające w poczekalniach aptek po leki uspokajające.

          • Ja na to mówię tak: Boski porządek rzeczy został zachwiany – ale nie ma on nic wspólnego z podPORZĄDKOwywaniem się człowiekowi :)

          • DZIENNIK WOJENNY

            a czy jest prawdą to nie wiem. Żyjemy w czasach ze wszystko trzeba udowodnić. Najlepiej poprzeć dokumentami, a historykiem nie jestem. No a czy udowodnić można wszystko?

          • Ja nie mówię, żebyś udowodnił. Ale jak Ty to widzisz? jaką nadzieją żyjesz?

          • DZIENNIK WOJENNY

            życie nadzieją to iluzja „myślenie życzeniowe” domena szczególna dla kobiet.

          • więc po co żyjesz?

          • DZIENNIK WOJENNY

            „po co” a to żyje się „po co” ? gratuluję wygenerowania pytania. Jest to chyba najbardziej dołujące pytanie jaki wyczytałem w necie. No i jestem prawie pewien że odzwierciedla wnętrze osoby która je zadaje.

          • ja Ci nie zarzucam , że żyjesz, pytam „po co?” – bo skoro budzisz się co rano i myślisz, że dla tego świata co znaczy również dla Ciebie, nie ma już żadnej nadziei, to co sprawia, że wstajesz z łóżka?
            Czy jesteś szczęśliwy?

          • DZIENNIK WOJENNY

            nadziei to za dużo powiedziane, po prostu skończy to się albo wojną albo jakąś tam klęską naturalną która jak to bywa raz na kilka tysięcy lat przywróci naturalną kolej spraw. A teraz niech dalej trwa gonitwa szczurów-lemingów. Dalej, szybciej, więcej, wyżej, nadciśnienie, itd:)
            budzik sprawia że wstaję z łózka :) a w weekend słońce :)

  • Kamila Maciejewska (Sunshine87

    Przyznam że już dawno subskrybowałam sobie Twojego bloga, ale nigdy go nie czytałam. Zawsze usuwałam powiadomienia o nowych wpisach. Jednak dzisiaj coś mnie tknęło. Tak się składa, że właśnie dzisiaj postanowiłam przestać się oszukiwać że z mojego związku coś jeszcze będzie i przynajmniej w swojej głowie skończyć tą znajomość. Postanowiłam powiedzieć „Rezygnuję z Ciebie”, oswoićosięsz tą bardzo bolesną myślą i co widzę? Twój wpis właśnie o tym! :o Akurat dzisiaj!! Szok! Od dzisiaj czytam go regularnie =) Pozdrawiam

    • Ja też miewam „znaki” towarzyszące zmianom :)
      Dla mnie niesamowitym jest też to, gdy całe nasze jestestwo mówi nam , że właśnie czas na zmianę, że musimy obrać inny kierunek dla naszego dobra. Gdy człowiek świadomie potrafi się „przestroić” też inaczej wkroczy w tę zmianę.
      Pozdrawiam ciepło i życzę Ci intuncyjnej pewności :)