Blondynka i smoki Daenerys.

Jak Denerys miała swoje smoki tak ja miałam swoje mole. Mało chlubne stworzenie na znak rodowy, ale nie chciało być inaczej; lata temu hen w zamierzchłej przeszłości, mole zagościły niepozornie w mojej kuchni i odtąd już jej nie opuszczały. Z czasem rozpanoszyły się po całym mieszkaniu i towarzyszyły mi na przykład podczas oglądania telewizji; a im bardziej się siedzi, tym bardziej widzi się to, co lata. Moje mole były tak wierne, że prędzej czy później przenosiły się ze mną do kolejnego lokum; tak się do nich przyzwyczaiłam, że niedługo po wprowadzeniu, dziwiłam się, kiedy ich jeszcze nie widziałam. Wiedzieli o nich tylko moi najbliżsi znajomi i kiedy przeniosłam się do kolejnego mieszkania, które dzieliłam z pewną pedantką a pewnego dnia wbiegła do kuchni, odpędzając mola od swej twarzy, zawołała zirytowana: Skąd tu się wzięły mole?!! Tu ich nigdy nie było!! – moja koleżanka siedząca przy stole, zakryła ręką usta by nie parsknąć śmiechem, a ja nawet nie próbowałam tego komentować. Co jej powiem? Że to ja jestem tą złowieszczą nosicielką latających plag? Jeśli w Egipcie było ich dziesięć, to mole były znakiem dzisiejszych czasów plasując się na jedenastym miejscu.

Bałam się, naprawdę bałam się dnia, gdy poznam mężczyznę mego życia! Jedne kobiety boją się chwili gdy ukochany zobaczy je bez makijażu, inne że puszczą bąka, ja obawiałam się chwili, kiedy ON powiąże ze mną mole, które Z PEWNOŚCIĄ wprowadzą się wraz ze mną do wspólnego domu. Ten dzień nadszedł. Nie od razu. Mole dały nam czas.
To moja teściowa, z którą o zgrozo na początku dzieliłam kuchnię, zauważyła, że  w naszej przestrzeni pojawiły się mole. Starałam się być tak samo zszokowana jak ona, ale aktorstwo w przypadku moli źle mi wychodziło; to tak jakbym dziwiła się za każdym razem gdy spoglądam do lustra. W końcu przyznałam przed moim facetem, że TO JA, że jeśli mole kogoś gnębią,straszą po nocach,  to moja wina, że to ja jestem naznaczona molami i one pomimo swych małych rozmiarów kładą cień na wspólną przestrzeń, niczym przekleństwo pokoleniowe.

Nasze mole nigdy nie miały wyczucia taktu, gdyż pojawiały się nagle podczas odwiedzin gości; najpierw było szok i niedowierzanie, kolejnym słusznym aktem była próba schwytania dezertera i unieszkodliwienie przez zgniecenie- przy czym trudno mówić tu o efekcie krwi na rękach gdyż mól jej nie posiada. Ale niesmak pozostaje.

Mój kochający mąż zaakceptował ten fakt i odtąd już w wolności sumienia, dzieliliśmy molowy los razem. Wszystko przestało być namolne, naszym ulubionym miejscem spotkań stało się molo, ulubionym jedzeniem guacamole, ulubionym filmem „Molę róż” ,ulubionym zajęciem gdy gryzmole mole a  ulubionym lekiem Amol i paracetamol. Parafrazowaliśmy też powiedzenia i tak powstało „Bój się mola!”, „Gdzie diabeł nie może tam mola pośle”, „Mól is coming” i tym podobne. Ponieważ jesteśmy chrześcijanami, najbardziej znaczącym cytatem biblijnym w naszym domu stał się ten z Mateusza 6,19-20: „Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie je mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje podkopują i kradną. Ale gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie podkopują i nie kradną.” – z utęsknieniem czekając na ten lepszy świat, lepszy nawet niż Molediwy, w którym to nie ma moli, a jeśli są, mają nad główkami aureolkę i trzepotem swoich złoto-kryształowych skrzydeł mieniącymi się wszystkimi barwami tęczy, w niczym nie urągają tak przyjemnym dla oka, motylom.

Okazało się, że Królestwo Boże schodzi na ziemie, a pierwszym tego znakiem był fakt iż pewnego dnia, kilka tygodni temu mole z naszego domu zniknęły.

Nie uwierzyłam w to od razu. Fakt, nie obyło się bez drastycznych działań, czyli podjęcia działań w tym kierunku; sumienie puszczało mnie już wcześniej, ale pomimo złotych rad internetowych wujków i ciociów typu „lawenda na mole” one nie działały – mole zjadły mi nawet całą lawendę, która miała okazać się tym czosnkiem na wampiry.

Aż nadeszła rada ; od jakiegoś anonima altruisty, który do tej pory żyje w całkowitej niewiedzy, co tamtego dnia wydarzyło się na południu Polski w małej mieścinie, w wolnostojącym domku, w kuchni na górze; w ciągu kilku godzin od podjęcia działania wynikającego z woli desperacji, wszystkie mole wyniosły się. WSZYSTKIE. Czy przeniosły się do ciepłych krajów ? Tego nie wiem,  ale do tej pory trudno jeszcze uwierzyć mi w ten fakt: czasem budzę się rozradowana w środku nocy, biegnę do kuchni, otwieram wszystkie szafki, a tam … tylko jedzenie.

Jak pozbyłam się moli – ujawnię już 7 listopada każdemu, kto zapisze się na Newsletter – panaceum jest proste, ale tak szokująco skuteczne, że ta wiedza tajemna ujawniona być może jedynie silnie zmotywowanym. Zapisujcie się i podejmujcie Wyzwanie Mola! :- )

 

  • Kiedy w jednym z mieszkań studenckich, w których mieszkałam, pojawiły się mole, zaczęłam się mocno stresować. Bo wiedziałam, że te cholery nie odpuszczają i jak się doczepią, to już na amen. Na szczęście po przeprowadzce nie miałam już tego problemu. Może doczepiły się współlokatorki :)

    • Biedna współlokatorka. A znalazła męża, że tak zapytam?:-D

  • Dobry tytuł 😉ja tez kiedyś miałam mole, ale na szczęście miesiąc akcji z rozieszonymi lepami pomógł i od tamtego czasu spokój. A tak to wojowałam i cudowałam i nic nie pomagało.

  • Ja za to mam pogrom pająków i rybików. Ale je lubię (czego inni domownicy nie podzielają).

  • Uśmiałam się :D no widzisz, u nas też mole, muszę spróbować z lawendą. To u nas działa.

  • Przy cytacie biblijnym po prostu zaczęłam się śmiać na głos! Nie wiedziałam, że historia życia z molami może być tak fascynująca! Świetny tekst! :)

    • ;-D dla mnie natomiast jest bardzo pocieszające, że nawet Jezus cierpiał w jakiś spodu moli! Popatrz ,dinozaury zdążyły wyginąć, a mól się ostać!