Motocykl – moja pasja.

Kuba – miłośnik kotów i motocykli. Obecnie ojciec dwójki futrzaków i kierowca srebrnego Kawasaki ZX-9r. Jeździ od 12 lat. Człowiek, który jechał na ścigaczu z kotem, a kiedy wyjechał „poza komin” dojechał do samej Krety.
W końcu dał się namówić na podzielenie się swoimi moto historiami z szerszą publicznością. Gdyby mniej jeździł, a więcej siedział w Internetach, wróżyłabym mu sukces w YouTub-sferze. Nienawidzi błędów ortograficznych i ma słabość do naklejek na motocykle.



 

 

Ciekawostką związaną z powstaniem Moto Cyklu jest to, że trudno było wydębić od Kuby jakiekolwiek zdjęcia jego motocykli lub jego na motocyklu, bo ich zwyczajnie nie ma i nie robi! To się zmieni już w drugim odcinku Wieczornej Kawy:- )

Kuba, jestem prze – zaszczycona, że tak odizolowana od wirtualnego świata osobistość jak Ty, teraz staje się jego częścią :- ) ! Mów tu zaraz, żebyśmy wszyscy po tych zapowiedziach dowiedzieli się, jak zaczęła się Twoja motocyklowa pasja?

 

Moja cała przygoda z motocyklem zaczęła się od… jazdy na rowerze! Serio, od dziecka śmigałem na rowerze z wielkim zapałem i w zasadzie zawsze ciągnęło mnie do dwóch kółek, lecz pierwszy motocykl, a raczej motorower, który prowadziłem w wieku 14 lat to Simson S51, którym tylko raz dał mi się przejechać mój przyjaciel. I od tego wszystko się zaczęło.

 

Jakie jednoślady miałeś w swoim życiu?    

 

Pierwszy był wiecznie psujący się skuter Aprilia SR50. Miałem 16 lat, a SR’ka chyba niewiele mniej, więc więcej ją pchałem niż jeździłem.
Kolejny był Daelim; taki spokojny chopper 125-tka, której nie polecam samobójcom. Później był już pierwszy „poważny” motocykl, mianowicie Suzuki GS500 – znany każdemu, kto posiada minimalną wiedzę motocyklową. Sprzęt jak na młodego, raptem 18-letniego chłopaka był dość szybki, bo wyciągał 180 km/h – szaleństwo w czystej formie <śmichy_chichy>
Na tym też sprzęcie miałem dość poważny wypadek. Kolejny motocykl to był Suzuki SV650. Niech każdy mówi co chce, ale tego sprzętu nawet „litry”*  na bardzo krętej drodze nie mogły objechać. Super sprzęt, chyba najlepszy jaki miałem. Potem jeździłem Yamahą R1 wersja USA. Do dziś mam certyfikat, że miała silnik o mocy 199 KM. Skomentuję to tak: miałem 20 lat i prawie 200 KM między nogami. Tego sprzętu nic nie mogło dogonić. Nic ani nikt – co oczywiście skończyło się znów dwoma wypadkami, z czego jeden wymagał hospitalizacji. Cóż, R1 pożegnała się z życiem, ja nie, za to dosiadłem kolejnego sprzętu: Kawasaki ZX-7R; zielony kolor hipnotyzuje, tak wiec jeździłem tym sprzętem 5 lat; 5 lat bezawaryjnej jazdy na prawdziwym supersporcie, co dało mi mnóstwo radochy i zniszczyło kręgosłup w odcinku lędźwiowym. Ale co tam! <czysta_radość>

* litry – motocykle o pojemności skokowej silnika 1000 cm3.

 

A jak w ogóle nauczyłeś się jeździć? Wiem po sobie, że to nie jest tak, że uwalniają przepis o 125-tkach, wsiadasz na motocykl i jedziesz jak na rowerze.

 

Nie da się na to pytanie jednoznacznie odpowiedzieć. Nie ma się co oszukiwać – jeździć nie nauczyła mnie szkoła jazdy, bo gdy do niej trafiłem, jeździłem już od lat. Nie ma się czym chwalić, ale taka jest prawda. Podpatrywałem starszych kolegów, robiłem tysiące kilometrów tylko i wyłącznie próbując zachowań motocykla- i swoich – podczas pokonywania łuków i różnych manewrów. Czasem przeginałem i kończyło się wywrotką. Nauka jazdy to 1% teorii – reszta to praktyka. Grunt to się nie poddawać; trzeba jeździć, jeździć…. I jeździć :- )
O reszcie opowiem kiedy indziej.

 

A co odpowiadasz, gdy ktoś określa kierowców ścigaczy jako dawców narządów?

 

Podczas wypadku motocyklowego z reguły uszkodzeniu ulegają narządy wewnętrzne, więc nie ma czego oddawać <śmichy_chichy>

 

Twoje motocyklowe marzenie?

 

Spełniło się w tym roku. Jeżdżę na Kawasaki ZX-9R; mocniejszy, wygodniejszy niż poprzedni. Chociaż nie zielony <żal>. Ale za to obnaklejkowany! Tak, muszę przyznać, że mam słabość do naklejek…

 

Jaka jest ta Kawa?



Jeżdżę nią dopiero od wiosny (2017) ale zrobiłem na niej już około 12 tys.km. Póki co stwierdzam, że to wyjątkowo szybki sprzęt, nadający się na długą trasę….jeśli ma się tyłek ze stali.

 

Jakie sprzęty lubisz?



Sprawdzone, bezawaryjne, bo czasem coś mi strzeli do głowy o 22.00 i na przykład jadę nad morze (przyp.red. – 700 km dalej)
Ogólnie lubię rzeczy bezkompromisowe; sportowe maszyny, a nie pół-sportowe z mocowaniem na kubek i wózkiem bocznym, albo enduro z telewizorem i klimatyzacją. Taki już jestem, ale to tylko moje zdanie, szanuję zdanie innych zatem niech każdy jeździ czym chce, byleby mu to sprawiało radość, bo po to jeździmy :- )

 

Jestem pewna, że wiele osób ma ochotę zapytać ; „Chłopie, a PO CO Ci ścigacz??! Nie możesz mieć innego, bardziej bezpiecznego motocykla?! Czy to logiczne?!”

 

Powiem krótko: miłość nie musi być logiczna! Kocham kształt sylwetki, dźwięk i sposób jazdy plastików. Może niektórym się to wyda dziwne, ale motocykle sportowe są bezpieczne! To ludzkie zachowanie na motocyklu może być niebezpieczne – pamiętajcie o tym.
Te maszyny mają nie tylko największe prędkości maksymalne, ale mają też największy promień pochyleń, przez co „super skracają” czyli na winklu, zakręcie ciężko o coś bardziej stabilnego – na żadnym innym motocyklu nie wyhamujesz przed zakrętem tak skutecznie jak „sportem”.

Podobają mi się też wyczynowe motocykle cross’owe, ale tylko i wyłącznie przez to, że są bezkompromisowe. To sprzęty do jazdy w najcięższych warunkach, do skoków, lotów i rycia w błocie, do jazdy między drzewami, po drzewach i robienia wszystkiego, za co gajowy ma ochotę cię zastrzelić. <śmichy_chichy>

 

Jakbyś miał możliwość testowania dowolnego motocykla przez 2 miesiące, co by to było?



Jak już jestem przy KAWASAKI to właśnie on; ten najnowszy, ZX-10R.

 

Czym jest dla Ciebie jazda na motorze?

 

Na pewno nie powiem, że całym moim życiem. Zaskoczeni? Niepotrzebnie. Poza tym, że jeżdżę na motocyklu, mam normalne życie czyli praca (niezwiązana z motocyklami) bez której o motocyklu mógłbym zapomnieć, znajomi, przyjaciele, dom, pranie, obiad i karmienie kotów – czyli prowadzę tak samo monotonne życie jak połowa naszego wspaniałego kraju <śmichy_chichy> Z tą różnicą, że w tej monotonii jest iskierka nadziei, którą dla mnie jest motocykl. To jest oderwanie od rzeczywistości. Na nim jest inaczej; a nawet obok niego!  Wytwarza jakąś dziwną aurę, w której czuję zadowolenie z życia. Dlatego gdy  ktoś mnie pyta, czy po tych wszystkich wypadkach, pobytach w szpitalu, nie znudził mi się motocykl albo czy w końcu przestanę jeździć, mówię, że nigdy w życiu. To jego ważny element – to moja pasja.

 

I o tych wypadkach następnym razem. Bądźcie :- )

Od nas: Jeśli macie jakieś pytania odnośnie motocykli, lub chcielibyście przeczytać post na interesujący Was, moto temat, zamieszczajcie w komentarzach – będziemy odpowiadać :- )
Tymczasem: Kto z Was jeździ lub jeździł na motocyklu? :- )

Obecny motocykl Kuby – Kawasaki „Kawa” ZX-9R

 

 

 

 

 

  • Pod kamienicą parkuje Harley. Sąsiad opowiada o zlotach, teraz wybiera się do Wiednia na zlot Harleyowców. Ponoć największy zlot w Europie. Niedawno był na Ukrainie.

  • Eh, moja wielka (jeszcze) niespełniona miłość. Może kiedyś… Swoją drogą, rzeczywiście tak trudno nauczyć się jeździć?

    • Wszystko przed Tobą! Co do nauki jazdy….. moim zdaniem trzeba się w ogóle nauczyć, jak się dany motocykl zachowuje; dla mnie – głupota- ale najtrudniejsze było wyczucie tego momentu, kiedy motocykl uruchamiam, wrzucam „1” i płynnie ruszam; zanim to nastąpiło, motor zgasł mi chyba z 500 razy :) A potem, to głównie zachowania na drodze trzeba się nauczyć; jesli człowiek jeździ samochodem, to nagle ,przesiadając się na motocykl widzi, jaką atencję trzeba przyłożyć podczas skrętu. Zaczynasz widzieć też rozsypany na drodze żwirek i głębokośc dziur :)

  • Obecnie jezdze na Honda Hornet 900 ( moj maz ma Suzuki B-King 1400) ale bardzo mnie ciagnie do Fireblade :D Choc jestem fanka Naked bikes <3

    • Obydwa cudnie się prezentują! Mnie się podobają crossy :-))) (wiem, nie na „miejską” jazdę…chociaż! Po polskich dziurach jak znalazł :-p )

  • Ja mam problem nawet z braniem zakrętów z pokoju do kuchni, wiec motor nie dla mnie. Ale podziwiam tych, którzy potrafią jeździć na takich maszynach.

    • No ja się stale uczę, co by nie poturbować za bardzo siebie i pojazdów innych . I też podziwiam ;- )

  • Od dawna marzę o motorku :) Ale bardziej wygodnym, takim dla emeryta ;) Z wygodnym fotelem i innymi bajerami ;)

    • Czyżby Harley? ;-))) ps. Turystyczne motocykle są super, bo można podróżować w dalsze trasy i tyłek aż tak ci nie odpada. Aż tak. ….

      • Dowolne pierdzikółko, w którym tyłek jest niżej niż głowa :)