Bóg kocha hedonistów.

Chodząc po świecie, obserwując ludzi, zauważam, że często cierpią z miłości; mają problem ze znalezieniem odpowiedniego partnera, utrzymaniem związku, który jakiś czas temu stworzyli, z akceptacją otoczenia, z akceptowaniem otoczenia,  z byciem szczęśliwymi w małżeństwach, z dorastającymi dziećmi, z ‘rozwinięciem skrzydeł’, z zaburzeniami jedzenia, z odrzuceniem.  Tak naprawdę ich cierpienie z miłości zaczęło się wcześniej – z powodu braku miłości do samego siebie.

Mogłabym napisać, że problem dotyczy głównie kobiet, ale tak nie jest. Rozmawiałam ostatnio z kolegą, który od lat pakuje na siłowni. Gdy gadaliśmy o typach facetów, którzy robią to samo, stwierdził bez ogródek: 99% z nich to ludzie z ogromnymi kompleksami, z zaburzoną relacją z ojcem.

 

Dobry hedonizm nie jest zły

 

Miłość do siebie jest nam niezwykle potrzebna; bez niej patrzymy na innych przez zniekształcone szkło i za dużo czasu i energii tracimy na ocenianie, zajmowanie się życiem innych, porównywanie – czyli tkwienie w niewoli własnego umysłu; wyobrażeń, oczekiwań, urazów. I tak idziemy w świat; takie relacje tworzymy, takimi jesteśmy pracownikami, szefami, kolegami z pracy.

Miłość zaczyna się w domu

 

Nic bardziej prawdziwego. A jeśli nie? Jeśli rodzic powtarza ci, że jesteś do niczego, że niczego w życiu nie zrobisz dobrze? Jeśli jesteś dzieckiem takiego rodzica, dzisiaj, w wieku dorosłym musisz zrobić jedną rzecz: zaakceptować to, że Twój rodzic nie kochał samego siebie.  Ale Ty możesz być zupełnie innym człowiekiem, nie związanym przez to, co zostało do Ciebie wypowiedziane.

Jak nauczyć się kochać samego siebie?

 

Bardzo popularną metodą jest powtarzanie sobie do lustra „Kocham cię”. I to jest jakiś pomysł, bo słowa mają moc. Ale prawdziwą mocą jest zgoda na to, by dotrzeć do Źródła Miłości czyli na to, by zostać pokochanym przez Boga.  Taka miłość nie stworzy z Ciebie człowieka, jakiego pragnie społeczeństwo. Ona stworzy z Ciebie osobę, której społeczeństwo bardzo potrzebuje.
Wiesz już, że Bóg działa kompleksowo? Oto co jeszcze z Tobą zrobi:

– uwolni; od oceniania, przejmowania się ocenianiem = strachu przed ludźmi. Od nieustannego oceniania samego siebie.
– nada sens Twoim działaniom.
– da Ci właściwy obraz siebie.
– odkryje w Tobie osobę kreatywną, na którą czeka świat.
– pozwoli Ci być sobą, taką jaką On ma w swoim sercu.
– miałeś złe relacje z ojcem? On zostanie Twoim Ojcem.

To wszystko z kolei sprawi, że staniesz się osobą silną; nie będziesz mieć problemów ani z asertywnością, ani z byciem pokornym i usłużnym (tak, wyciągam na wierzch to zakurzone słowo!) gdy trzeba.

Zanim nie przyjęłam miłości od Boga, próbowałam dopasować swoje życie tak, bym była szczęśliwa. Miałam różne wytyczne; świadomie – swój system wartości,  podświadomie – obawy, lęki, echo krążących nade mną słów. To podświadome uświadomił mi właśnie Bóg. I to mnie uwolniło.

 

Jesteś warta więcej niż kupienia szamponu

 

Jezus służył z sercem króla i królował z sercem sługi.

Bo znał swoją wartość przed Bogiem.  Był wolny, nawet gdy Go zniewolono. Wywalczył to również dla Ciebie.  W świecie, w którym hasłem przewodnim jest co-właściwie-znaczący? slogan „Bo jesteś tego warta” ma zupełnie spaczone formy haseł podprogowych: Walcz o swoje szczęście za wszelką cenę- bo jesteś tego warta, pozwalaj sobie na gubiące słabości – bo jesteś tego warta, dogadzaj sobie we wszystkim – bo jesteś tego warta, nie gódź się na służenie innym- bo jesteś tego warta.

Bóg to bogactwo; olbrzymiej miłości, dobra, ciepła, rozwoju w każdej dziedzinie życia – i od Niego zacznij. Inaczej nie będziesz w stanie właściwie /wystarczająco bardzo kochać innych i ostatecznie, być naprawdę szczęśliwym człowiekiem, takim bez ALE.

Bez Niego, hasła typu „Uwierz w siebie” działają również – ale na krótko; do pierwszych, poważniejszych problemów, albo długotrwałych trudności. Jeśli nie masz solidnej podstawy, będziesz musiał/a zrobić tak jak moja znajoma: nosić przy sobie kartkę z „hasłami mocy” jak je nazywała i które wyciągała podczas każdej słabszej sytuacji. „Możesz/potrafisz”, „Wierzę w siebie”, „Jesteś siłą”, „Uda ci się”, „Jesteś tego warta” – to te hasła „mocy”.

Bez Niego możesz zyskać niewłaściwy obraz siebie – kogoś, kto nie żyje życiem, do którego został przeznaczony.
Bóg chce zrobić z Ciebie kogoś, kto nie upadnie pod naporem. kogoś, kto będzie chodził bez kartki z „hasłami mocy” bo będzie wiedział, kim jest w Nim. A to potężna wiedza.

I przystąpił jeden z uczonych w Piśmie, który słyszał, jak oni rozprawiali, a wiedząc, że dobrze im odpowiedział, zapytał go: Które przykazanie jest pierwsze ze wszystkich?

  1. Będziesz tedy miłował Pana, Boga swego, z całego serca swego i z całej duszy swojej, i z całej myśli swojej, i z całej siły swojej.
  2. A drugie jest to: Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego.

 

Innego przykazania, większego ponad te, nie masz.                                             (Mk 12,28-31)

Zwróć uwagę na kolejność.
Bóg potrzebuje ludzi, którzy kochają siebie przez Jego pryzmat. Bo ma dla nich jeszcze więcej miłości- a z miłości powstają wspaniałe rzeczy ;- )

Jak to zrobić?

Przyjdź do Boga tak, jak stoisz. I powiedz Mu o tym. Możesz użyć słów:
„Boże, pragnę zobaczyć siebie tak, jak Ty widzisz mnie. Chcę być tą osobą, którą Ty we mnie stworzyłeś, chcę doświadczyć  Twojej miłości i właściwie pokochać samą/-ego siebie. Amen”

Bless you all!

Kochacie siebie? Co taka miłość zmienia w Waszym życiu i otoczeniu?

 

 

 

 

  • Zobaczyłam w tym co piszesz samą siebie. W dzieciństwie odebrano mi wszelką wiarę w siebie, stałam się zamknięta w sobie, miałam wrażenie ze wszyscy na około myślą o mnie źle, unikałam kontaktu z ludźmi, czułam się jak ktoś gorszej kategorii. Dalej się z tym zmagam….

  • www.swiattomskiego.blogspot.co

    Gratuluję tekstu! Skłania do refleksji:)

  • Guesswhatpl

    Piękny tekst. Warto przypominać o takich rzeczach i uświadamiać, bo w codziennym biegu o tym zapominamy, zwłaszcza o przykazaniu miłości :)

    • A tak naprawdę na miłości stoi ten dobry świat :) Pozdrawiam!

  • O ile do wiary w Boga mi daleko, tak przykazanie miłości uważam za najwspanialszą rzecz w całym chrześcijaństwie. Szkoda, że tak mało uwagi poświęca się zrozumieniu tych słów.

    • Jest to właściwie cała ewangelia i sens tego, z czym przyszedł Jezus :) Popatrz: „Nikomu nic winni nie bądźcie prócz miłości wzajemnej; kto bowiem miłuje bliźniego, zakon [=prawo]wypełnił.” (Rz.13:8) Pozdrawiam serdecznie :)

  • Tak, akceptacja siebie, czyli miłość, która zaczyna się od nas…

  • Akceptacja siebie to na pewno jedna z podstaw szczęścia, nie warto o niej zapominać :)