Film tygodnia: Adam i Ewa w kosmosie.

Godzinę temu wyszłam z kina. Oczarowana kosmosem. A było to tak:

Na początku Bóg stworzył niebiosa i ziemię. Zaś ziemia była niewidoczna (…) [1.Księga Mojżesza 1,1]

Z czasem Ziemia stała się przeżytkiem i doczekała się wielu emigrantów; rzesze kobiet i mężczyzn wsiadło do międzygalaktycznej arki Noego by ewakuować się do lepszego świata, a raczej- by stworzyć go na nowo. Zahibernowani mieli podróżować 120 lat by dotrzeć do upragnionego celu: do Homestad II.
Wśród nich był Jim Preston, który jako jedyny wybudził się ze stanu hibernacji 90 lat za wcześnie….

Potem rzekł Pan Bóg: Niedobrze jest człowiekowi, gdy jest sam. [1 Mojż.2,18]

…a potem… Adam sam wybrał sobie Ewę. Miała na imię Aurora i miała podróżować jeszcze 89 lat, lecz Jim tęsknił tak bardzo za obecnością prawdziwego człowieka, że po roku wątpliwości, postanowił ją wybudzić wiedząc, że ani on ani ona już nigdy nie odwrócą tego procesu i nie dotrą do Homestad.

Teraz wyobraźcie sobie rejs do końca życia najbardziej luksusowym statkiem na świecie. Wszystko jest do dyspozycji…Waszej dwójki.
Ona – pisarka, on – mechanik, chemia między nimi, nieograniczone przestrzenie, nieograniczone zasoby…..i…. zbliżająca się katastrofa.

Tu się zatrzymamy.

Dlaczego warto?

Bo to film wielopłaszczyznowy. Gdy „poznałam” Jima, wyobraziłam sobie, co musiał czuć Adam w Edenie. Był samotny. W „Pasażerach”  będziecie jego niemymi towarzyszami przez rok, zanim poznacie jego wybrankę. To nic, że obudził się 90 lat za wcześnie, że nie było nikogo z obsługi, że nie wiedział, jak zahibernować się z powrotem – jego najbardziej wymownym problemem okazała się samotność.

Film to doskonała alegoria dzisiejszego świata; przesyconego dobrobytem, nowoczesną i niemal bezbłędną technologią, która zdaje się mieć rozwiązanie na każdy twój problem. Jedynie nie radzi sobie z człowieczeństwem i jego odwieczną tęsknotą.

Przyjemnie ogląda się ten film – mimo, że jestem antyfanką kina s-f, ten mnie urzekł; bo to tak naprawdę opowieść o dwojgu ludzi z naszego świata, którzy mieli szalony plan na zmianę stylu życia. Skorzystali z dobrodziejstw niedzisiejszej (bo daleeeeko idącej w przyszłość) technologii, która zawiodła ich w kosmos. Ale oni nadal mają ziemskie marzenia (napisać książkę, wybudować dom) lubią ziemskie rzeczy (pływanie, rozmowę, drinki i seks) tylko robią to wszystko w galaktyce.

Ilekroć oglądam filmy futurystyczne uświadamiam sobie raz po raz, że kiedyś to stanie się rzeczywistością. Jak w książkach Mrożka.  Zadziwiły mnie rozwiązania technologiczne – widocznie już takie a przynajmniej niektóre na świecie gdzieś są i działają. Moim faworytem stała się kapsuła diagnozująca i lecząca choroby- ileż by zaoszczędził NFZ gdyby takową opatentowano!

Koniec filmu również jest niezwykły i znów…wraca moje myśli do Edenu. Czyli do samego początku :- ) Ale to już…zobaczcie sami. „Pasażerowie”.

 

 

 

  • Film obejrzałam i przyznaję, że spodobał mi się, duże wrażenie zrobiła też ostatnia scena, która odpowiednio nastroiła mnie do przemyśleń. :)

    • ..no i ten film stawia wiele pytań, jeśli ktoś ma naturę refleksyjną, prawda?
      Już pomijam takie głęboko filozoficzne, ale np.dziwi mnie, że nie mieli dzieci :-D

  • czuję się kupiona, muszę obejrzeć

    • Cieszę się! :-) Sądzę, że nie będziesz żałować. Można wysnuć wiele refleksji po tym filmie.