Zupełnie zwyczajny dzień cz.2

Ostatni raz gdy pisałam o zupełnie zwykłym dniu, był akurat Upiorny Czwartek, który koniec końców okazał się całkiem nieupiorny.
Dzisiaj zakończyłam zajęcia w jednej z firm, a jadąc i wracając do firmy na motorze, raz po raz stwierdziłam, że jestem czarnym kotem dla innych pojazdów. Otóż, prawie wszyscy mnie wyprzedzają (prawie oznacza, że nie wyprzedzają mnie tylko  te samochody, które za chwilę skręcają ). Jadę po mieście 50-60 km/h, więc w obliczu i tak dość wzmożonego ruchu ulicznego, nie jestem zawalidrogą – tymczasem nikt poza mną tak pomału nie jeździ! O przepraszam, ostatnio jechał sznurek , 50km/h. Wychyliłam się  nieco w lewo, by zobaczyć, czy wypadek jaki czy co…nie, to radiowóz jechał jako pierwszy, a za mundurem, jak wiadomo, auta sznurem.  W takich sytuacjach jestem pełna podziwu dla kolegi, który widząc radiowóz, wyprzedza go na podwójnej ciągłej, albo przyśpiesza. Przecież i tak to robi, kiedy nie ma policji w pobliżu. A na ścigaczu jeszcze żaden patrol go nie złapał.

No ale wyprzedzanie mnie okazuje się karą dla innych. A ja śmieję się tam, pod kaskiem. Bo ZAWSZE ale to ZAWSZE  kierowcę, który mnie wyprzedza ,choćby dla zwykłej zasady, spotyka kara :- D  Przykład: jadę sobie spokojnie, zmierzam do przejazdu kolejowego, za mną niecierpliwy kierowca golfa, który MUSI mnie wyprzedzić. Spoko, dawaj. Tak się składa, że w momencie gdy mnie wyprzedza, schodzi rogatka, więc musi się zatrzymać. Dojeżdżam do niego, a widząc jeszcze trochę miejsca przed nim, truchtam motorkiem ten kawałek i jestem tuż przed jego maską.
Kilka dni temu wyprzedził mnie pickup ; piękny jak z obrazka, wiadomo. Ale wyprzedzić chciał mnie bardzo – tylko po to by zająć zaszczytne miejsce tuż za śmieciarą. Wyprzedziłam jego, śmieciarę, a on wlókł się za nią kolejnych kilka kilometrów, bo droga nie za szeroka a i podwójna ciągła. I tak jadąc dziś, stwierdziłam, ze jestem jak  panna Krysia ze „Zróbmy sobie wnuka”  ; przynoszę pecha tym, których pociągają niecne zamiary ;- )

Konkluzja: nie wyprzedzajcie mnie, ominiecie korki i inne nieszczęścia.

huragan w sobotęDzień meczu Polska- Szwajcaria miał okazać się zupełnie zwykłym, to jest zupełnie przewidywalnym  dniem; jako nie-fani piłki nożnej, obejrzymy końcówkę meczu kwitując przegraną „To było do przewidzenia”, potem przyjadą znajomi i zrobimy ognisko w ogrodzie radośnie piekąc kiełbaski i pijąc piwo, a oni powiedzą „Jak tu u was spokojnie”.
….i właśnie był remis, i właśnie miały być rzuty karne, i właśnie siedzieliśmy metr dalej, na tarasie a ja mówiłam „Jak cudownie się tu siedzi” – nie dokończyłam ostatniego słowa, gdy potężna ściana deszczu z huraganem postawiła w drzwiach  w tej samej chwili: mnie, męża i kota. Niemalże w odruchu Pawłowa stracił się  zasięg , a kilka sekund później nie było prądu na całej ulicy. Ale niedługo potem, usłyszeliśmy u sąsiedztwa za lasem okrzyki radości i już zaczęliśmy podejrzewać, że jakimś cudem, w jakiś sposób….polska drużyna ….wygrała? Sms od cioci która-miała- prąd rozwiał wątpliwości. Wioska wyległa na ulice, cała rodzina z dwóch domów nagle pojawiła w jednym miejscu, ciesząc się ze zwycięstwa. Dziwiłam się, czemu piłka nożna jest sportem narodowym w naszym kraju? Nadal się dziwię, ale tak krótkie, w dodatku tak niespodziewane chwile, gdy nagle widzisz wszystkich swoich sąsiadów i słyszysz jak brzmią ci za miedzą, jak w wielu rodzinach jest krótkie święto i być może została w ludzi tchnięta nadzieja, jest tego warta. Już sobie wyobrażam, jak to zwycięstwo staje się synonimem cudu. „Nie spłacę kredytu? Jak Polska wygrała ze Szwajcarią to wszystko jest możliwe!”, „Rak? Skoro Polska pokonała Szwajcarię, to ja pokonam raka!”, „Nie zaliczę sesji? Skoro Polska mogła….”
Tak, każde zwycięstwo może być zalążkiem nowej nadziei.

Prądu nadal nie było. Z wizją ogniska pożegnaliśmy się już przy tej ścianie deszczu z gradem, a teraz i plan B czyli szaszłyki z piekarnika, odpływały na tratwie dostępnych możliwości. Jako ludzie przygotowani na armagedon, wyciągnęliśmy kuchenkę gazową i voila! Udało się zagotować wodę na herbatę. Znajomi przyszli, deszcz nieco ustał, prądu nadal nie było, ALE: udało się zgrillować wszystkie szaszłyki i karczki i spędzić czas jak ludzie w jaskiniach; bez prądu, bez muzyki (…nawet gitara elektryczna…) ale przy świecach,  na ciekawej rozmowie z ciekawymi ludźmi. Chciałabym , żeby częściej wyłączali prąd. Wiem, że sama mogę, ale….to tak nie działa. Człowiek na co dzień jednak ma wryte w mózg, że w każdej chwili można się tym prądem poratować: włączyć TV, muzykę, Internet, a kiedy go odcinają, to czas staje ….w miejscu.  To stajesz w obliczu czegoś większego, tracisz kontrolę, jednocześnie ją zyskując i…… czujesz się wolny :- )

A jeśli o wolności mowa. Dzisiaj obejrzałam filmik, jak to w Szwecji coraz więcej osób daje sobie wszczepiać pod skórę czip, żeby bez trudu…zamówić sobie lunch w zakładowej stołówce.  w jednej z firm szef zaczipował już 400 swoich pracowników, w tym i Polkę. Zmroziło mnie. Czyli to już się dzieje na coraz większą skalę. Mówiliśmy o tym ze znajomymi chrześcijanami i 11 lat temu, bo w końcu w Biblii jest obraz tego tak jasny, że bardziej już nie może, a skoro to liczba człowieka  to trzeba być wyjątkowo czujnym – wiadomo nie od dziś, że człowiek zawsze pragnął dominować na drugim człowiekiem i używał ku temu wszelkich, możliwych środków. Świat nie jest spokojnym miejscem, nie rządzą nim ludzie tzw. dobrej woli. To znaczy, że trzeba być czujnym, wiedzieć w co się wierzy, komu się wierzy i mieć silny kręgosłup moralny, by dokonywać niewygodnych wyborów.
To wszystko układa się w całość; nagle walczymy z terroryzmem, nagle wszyscy musimy się czuć zagrożeni, zalęknieni. To najprostsza droga by przekonać przestraszonych ludzi do czipów. Do oddania kontroli. Pisałam o tym kilka lat temu w swojej książce pt. ”Rok 2018” (która czeka sobie na kolejną recenzję u kolejnego potencjalnego wydawcy…) o krajach kontrollingu, dziś to wszystko się dzieje w realu. Dzisiaj oglądam krótki film jak ten  i nie ma we mnie zdziwienia. Czytam, że chcą zacząć czipować wszystkie noworodki pod pretekstem ochrony ich zdrowia- i znów się nie dziwię. Po prostu musiał nadejść ten czas, o którym tyle czytałam, o którym tyle mówiliśmy.
Nawet seriale, które obecnie można zobaczyć, są negatywne; apokaliptyczne, mroczne,  ludzie kierują się wyłącznie swoimi pragnieniami, mają sarkastyczne poczucie humoru, żadnego luzu. I znikąd nie mają nadziei. Jakby ktoś nam mówił: tak właśnie wygląda świat, dostosuj się.
Nawet, jeśli taki świat próbują tworzyć ci za kurtyną, ja wiem, że to przejściowe. Tak musi być. O tym pisano, o tym mówił już Jezus. Ale jest coś więcej, jest Ktoś więcej, kto ma pełną kontrolę, jest oceanem miłości i nadziei i nigdy nie powiedział, że będzie łatwo. Ale obiecał, że dla mnie wygrał już to, co najważniejsze: moje życie. Siedzę zatem spokojnie. Przyjdą jeszcze cięższe czasy, ale nie dam się – bo nic mnie nie rozczaruje. Nie oczekuję miodu, oczekuję trudności. I wiem, że nie będę musiała sama przez nie przechodzić. Będzie ze mną Jah a to znaczy, że wygram, zawsze i wszędzie, bo Jego nic nie przerasta. A ja nie jestem osobą, która się boi. Wy też nie bądźcie :- )

Póki co, nieco strasznie ale zabawnie:

 

„- No pochwal się nam tutaj, jak pięknie załatwiłeś swojego Sima[1] na symulatorze[2].

– Jak to, załatwił Sima? – zainteresowała się siedząca obok Jagoda, która zeszła z parkietu z kontuzją kostki.

– Taki chciał być samodzielny, że zapomniał kupić lodówkę do mieszkania. Po kilku godzinach nie miał pieniędzy nawet na zamówienie pizzy i jego Sim wykitował. Po prostu umarł z głodu! – gestykulowała rozemocjonowana Kajka próbując odtworzyć ten fakt najwierniej jak się tylko da.  – A jak stworzył sobie partnerkę, to ona nie dość, że nie pracowała, to jeszcze zmywarki jej nie kupił. Na jej pasku nastroju była taka czerwień[3], że Pat pożałował rejestracji, bo raport Krajów Kontrolingu, który przyszedł mu na skrzynkę jeszcze tego samego dnia wyraźnie sugerował –tu Kajka podniosła palec wskazujący do pozycji wertykalnej – psychoterapię.”

(fragment książki „Rok 2018” Iwona DS.)

Kraje Kontrolingu – zachodnie kraje Unii Europejskiej takie jak: Niemcy, Bruksela, Niderlandy, mająca na celu wdrażanie nowych norm społecznych, a następnie comiesięcznego kontrolingu z zakresu ich przestrzegania pod karą koniecznego dyscyplinowania perswazyjnego.”

[1]określenie wirtualnych ludzi występujących w seriach gier komputerowych SimCity i The Sims autorstwa Willa Wrighta (Wikipedia)

 

[3]  Symulator związku ma na celu ustalić w ilu procentach gracz jest gotowy na stworzenie związku z drugą osobą.

 

[2] Czyli źle. Bardzo źle.  

2simki te same